Aktów przemocy, nie tylko słownej, ale też fizycznej, jest coraz więcej i będzie jeszcze więcej – powiedział PAP socjolog dr hab. Przemysław Sadura po tym, jak w Bielsku-Białej znieważone zostały nastoletnie Ukrainki. Zaznaczył, że wskazują na to wyniki badań, trendy i statystyki policyjne.
W weekend pochodzące z Ukrainy jedenastolatki zostały zaatakowane przez mężczyznę podróżującego tym samym co one autobusem miejskim w Bielsku-Białej. Do dziewczynek zwracał się w sposób agresywny i pełen wulgaryzmów. Następnego dnia nagranie z zajścia obiegło sieć.
54-letni mężczyzna podejrzewany o atak został zatrzymany przez policję w poniedziałek. Żywiecka prokuratura rejonowa nadzoruje wszczęte w tej sprawie dochodzenie. Śledczy badają ją pod kątem znieważenia dziewcząt z uwagi na ich przynależność narodową. Chodzi o przestępstwo z art. 257 Kodeksu karnego. Można za to trafić do więzienia na trzy lata.
Poproszony przez PAP o komentarz dr hab. Przemysław Sadura, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, szef Katedry Socjologii Polityki na Wydziale Socjologii UW obawia się, że „tego typu sytuacje zdarzają się i będą się zdarzać coraz częściej”. – Na to wskazują wyniki badań, trendy, z którymi mamy do czynienia, statystyki policyjne – powiedział.
Jego zdaniem jedyne, co można zrobić, żeby przeciwdziałać tego typu zachowaniom i wydarzeniom, to zatrzymywać sprawców. – Istotne jest, żeby policja i prokuratura działały szybko, a przede wszystkim skutecznie – dodał.
Zapytany, skąd biorą się te zachowania, wskazał na kilka źródeł. – Po pierwsze, mamy do czynienia z trwającą w zasadzie od samego początku wojny w Ukrainie dezinformacją celową. Dezinformacją, za którą odpowiada Federacja Rosyjska – bo z tych animozji może się tylko Kreml cieszyć – czyli różnego rodzaju działania nastawione na wywołanie niechęci między Polakami a Ukraińcami – uważa socjolog.
Po drugie – dodał – dołączają do tego rodzimi populiści, którzy też sieją dezinformację. – A do tego próbują kapitalizować te nastroje. W zasadzie jeszcze aktywniej je nakręcają, prowadząc kampanię przeciwko Ukraińcom. To już nie skrajne siły, takie jak Grzegorz Braun czy Robert Bąkiewicz. Włączają się w to też politycy mainstreamu, nie tylko z opozycji. To niepokojące – podkreślił.
Po trzecie – dodał – jest to „autonomiczny proces zachodzący na poziomie społeczeństwa, związany chociażby z obawami o dostęp do usług publicznych”. – My słyniemy z tego, że mamy bardzo ograniczone zaufanie do państwa, do różnych systemów usług publicznych. Przyjęcie tak dużej grupy uchodźców budzi obawy o to, czy państwo da radę – ocenił.
Dr hab. Sadura dodał przy tym, że państwo nie zadziałało w porę z kampanią informacyjną, by przekazać społeczeństwu, że „jesteśmy gotowi i damy radę”. – Ta obawa była podłożem, na którym mogli działać ci, którzy chcieli siać zamęt i dezinformację – powiedział.
Zapytany, czy atak słowny dorosłego człowieka na dziecko świadczy o pogłębieniu napięć społecznych w relacjach polsko-ukraińskich zaznaczył, że nie chciałby komentować pojedynczej sytuacji, bo to „odpowiednie służby muszą ocenić, czy człowiek ten był poczytalny czy nie; każdą sytuację trzeba ocenić osobno”.
– Natomiast to nie jest jedyny tego typu przypadek – nawet ze zgłoszonych – a te zgłoszone to absolutnie wierzchołek góry lodowej – dodał. Zaznaczył, że ataków słownych, które nie zostały zgłoszone, jest znacznie więcej. – Pokazuje to raport na podstawie rozmów z Ukraińcami, który opublikowaliśmy razem dr Oleną Babakovą w Instytucie Krytyki Politycznej. Mamy twarde dane z policyjnych statystyk, że to się nasila. Aktów przemocy, nie tylko słownej, ale też fizycznej, jest coraz więcej i będzie jeszcze więcej – powiedział.
Autorzy wspomnianego przez Sadurę raportu „Nie jesteśmy w domu. Ukraińscy migranci i uchodźcy o relacjach z Polakami” podkreślili w publikacji, że ochłodzenie stosunków polsko-ukraińskich zauważa większość rozmówców, którzy wzięli udział w badaniu. Wśród nich są również ci najlepiej zintegrowani. Zwrócili też uwagę, że wrogość nie jest jedynie problemem internetowym – obecnie nastroje antyukraińskie są rozłożone na kilka obszarów życia i dotyczą codziennych sytuacji. Respondenci opowiadali m.in. o przypadkach dyskryminacji w miejscu pracy, zamieszkania czy w szkole, jednak najwięcej zgłoszonych przez nich incydentów dotyczyło przestrzeni publicznej. W szczególności przypadki te dotyczyły sytuacji w komunikacji miejskiej. Ukraińcy opowiadali, że zapalnikiem do agresji często jest sam język ukraiński czy akcent. Agresorzy, słysząc osobę rozmawiającą w tym języku bądź z akcentem często reagują – według relacji respondentów – wrogością, która przybiera formę agresji słownej czy zachowania sugerującego złe intencje.
O coraz bardziej powszechnych postawach antyukraińskich w internecie informował ośrodek analityczny Res Futura, który przeanalizował blisko 520 tys. wpisów opublikowanych w mediach społecznościowych pomiędzy 1 a 31 maja 2026 r. Autorzy badania zaznaczyli, że wpisy przychylne Ukraińcom prawie zniknęły – został jeden na tysiąc. Z kolei według monitoringu 754 tys. wpisów o Ukrainie opublikowanych pomiędzy 1 a 21 czerwca (10,2 mln reakcji i komentarzy) krytyczny wobec Ukrainy był średnio co piąty wpis.
Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek poinformował we wtorek, że policja notuje zwiększoną liczbę przestępstw z nienawiści. W TVP Info przekazał, że w latach 2024-2025 nastąpił ich ponad 30-procentowy wzrost – z ponad 760 w 2024 r. do blisko 1200 w 2025 r.
Paulina Kurek (PAP)
pak/ akar/