„Na tej płycie jest wiele polskich akcentów, ponieważ prócz Norwida i Asnyka jest także Stan Borys (…) pojawia się jego głos, a także zamieszczony jest skomponowany przeze mnie utwór 'Jazz polonez’, który ma po prostu rytmy poloneza w wersji jazzowej” – wyjaśnia Małgorzata Staniszewska znana także jako Margo S. opowiadając o swoim debiutanckim albumie „Ashes and Diamonds” wyróżnionym niedawno nagrodą w kategorii Best Jazz Album przyznaną przez World Entertainment Awards.
Serdecznie gratuluję zdobytej nagrody w kategorii Best Jazz Album za płytę „Ashes and Diamonds”. Jak się czujesz w roli laureatki konkursu zorganizowanego przez World Entertainment Awards?
Dziękuję bardzo za gratulacje. Czuję się wspaniale i jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu. Ogólnie to jeszcze do tej pory nie mogę dojść do siebie.
Ceremonia wręczenia nagród odbyła się w Hollywood. Jakie emocje towarzyszyły Ci w tym wyjątkowym miejscu?
Było fantastycznie. Uroczystość miała miejsce na Sunset Boulevard w znanym klubie muzycznym Whisky a Go Go i odbyła się w ramach Grammy Week przez co wszystko było tam zapełnione różnymi celebrytami i ludźmi, którzy mają wpływ na biznes muzyczny w Los Angeles. Pogoda i atmosfera była tam wspaniała, panowała bardzo rodzinna atmosfera, a ludzie byli niesamowicie życzliwi. Przy okazji poznałam trochę różnych muzyków, w tym kilka osób, które miały nominacje do nagrody Grammy. Podczas tej imprezy były różne koncerty i występy, po czym później ogłoszono wyniki, a każdy laureat szedł na czerwony dywan odebrać nagrodę, zrobić sobie zdjęcie ze statuetką i udzielić krótkiego wywiadu.
O takim przeżyciu i nagrodzie marzy pewnie wielu artystów. Powiedz, jak to było w Twoim przypadku, bo właściwie to był chyba efekt wieloletniej pracy artystycznej i szlifowania warsztatu jazzowego.
Ja naprawdę bardzo dużo pracy włożyłam w swoją edukację muzyczną i rozwój. W dodatku cały czas pracuję nad swoim warsztatem, a także nad repertuarem. Cały czas komponuję i już myślę o następnej płycie. Może nawet wyjdzie w przyszłym roku. Tak to jest jeśli człowiek kocha to co robi, a ja w zasadzie od dzieciństwa wiedziałam, że będę muzykiem i konsekwentnie do tego dążyłam oraz zaryzykowałam całe swoje życie. Oczywiście każdy artysta marzy, żeby jego muzyka została doceniona także poprzez tego typu nagrody. Ja jestem niesamowicie szczęśliwa, ponieważ jest to moje drugie bardzo poważne wyróżnienie. W ubiegłym roku otrzymałam tzw. dyplom uczestnictwa na wyróżnionej nagrodą Grammy płycie rapera Residente za album „Las Letras Ya No Importan”. Pod koniec ubiegłego roku, chyba na początku listopada, również ja postanowiłam złożyć aplikację dotyczącą naród przyznawanych przez organizację World Entertainment Awards. Gdy minęły dwa miesiące od tego momentu to doszłam do wniosku, że chyba nic z tego nie wyjdzie, aż tu nagle otrzymałam email z gratulacjami i informacją, że mam nominację do nagrody w kategorii Best Jazz Album. Przesłano mi także zaproszenie ze szczegółami dotyczącymi ceremonii rozdania nagród. No i wybrałam się do Los Angeles.
A jak to jest w takim momencie oczekiwania, gdy wiesz, że jesteś nominowana i wraz z pozostałymi artystami czekasz na ogłoszenie werdyktu? Jak się czułaś w chwili gdy padło Twoje nazwisko?
Oczywiście czułam się wspaniale. Była salwa emocji i radości chociaż początkowo towarzyszyło mi trochę zdenerwowanie i niedowierzanie, czy faktycznie to o mnie chodzi.
W dodatku „Ashes and Diamonds” to Twój debiutancki album, mimo że na scenie muzycznej jesteś od dawna.
To znaczy ja nagrałam własnym sumptem taką swoją EPkę pt. „Prism”, ale faktycznie „Ashes and Diamonds” wydana przez wytwórnię True Revolution Records jest moją debiutancką płytą. Ten album jest właściwie wynikiem pracy zespołowej, a jako że nagroda jest za całą płytę, to właściwie każdy, kto brał udział przy jej powstaniu również powinien czuć się laureatem. Tak więc chciałabym przy okazji podziękować wszystkim artystom, a w szczególności Stanowi Borysowi, bo właściwie dzięki niemu w ogóle powstał ten album.

A jak do tego doszło?
Po koncercie, który zagrałam wraz z Davidem Kikoskim w Centrum Polsko-Słowiańskim na Greenpoincie powstał pomysł nagrania piosenki Stana Borysa „Coraz to z ciebie jako z drzazgi smolnej”. On się zgodził żeby to zrobić w jazzowej aranżacji i nagrałam angielską wersję tego utworu nadając mu tytuł „Ashes and Diamonds”. Wtedy Stan podpowiedział mi, żeby to był jednocześnie tytuł albumu, a jako, że to bardzo mi się spodobało, tak też zrobiłam. Z kolei jego menedżerka Ania Maleady stwierdziła, że jeśli mam napisanych więcej piosenek, to żebym przy okazji obecności w studiu nagrała całą płytę. I to był wspaniały pomysł. Dzięki temu zarejestrowałam materiał w The Bunker Studio na Williamsburgu w dodatku ze świetnymi muzykami znanymi z nowojorskiej sceny jazzowej. Wśród nich byli: wspomniany David Kikoski, Stacey Dillard, Ricky Rodriguez, Spike Wilner, David Hawkins, Stefano Battaglia oraz Leandro Pellegrino. To właśnie dzięki nim ten album jest taki świetny. Płytę tę wydała wspomniana już wspaniała wytwórnia jazzowa True Revolution Records, której właściciel Zaccai Curtis w roku ubiegłym zdobył nagrodę Grammy. Otrzymał ją w kategorii Best Jazz Latin za album „Cubop Lives!”.
A gdzie można tę płytę kupić?
Przez internet m.in. poprzez Amazon oraz portale streamingowe jak np. Spotify można ją kupić na całym świecie. Natomiast moja wytwórnia, prócz dystrybucji w Stanach Zjednoczonych rozesłała ten album do sklepów muzycznych w różnych krajach jak np.: Belgia, Francja czy Anglia. Jest nawet w Japonii, czy Turcji.
Materiał na tej płycie jest trochę zróżnicowany bo są tam zarówno Twoje autorskie kompozycje, jak i standardy chyba Twoich ulubionych wokalistek, no i dwie jazzowe wersje przeboju Stana Borysa, utworu, który pierwotnie z jazzem nie miał nic wspólnego.
Tak, to jest trochę taki melanż. Jeśli chodzi o moje piosenki to są to: „New York City Streets”, „Fight for Life”, „Where Are You?, instrumentalna kompozycja „Jazz polonez” oraz utwór „One Heart” napisany do wiersza Adama Asnyka pt. „Jednego serca”. Są też dwa standardy moich mentorek: „Don’t Explain” Billie Holiday i „Stormy Weather” Elli Fitzgerald. No i oczywiście – jak zauważyłeś – jest piosenka Stana Borysa „Coraz to z ciebie jako z drzazgi smolnej” w wersji polskiej i angielskiej pt. „Ashes and Diamonds”, który jest utworem tytułowym. Tak więc jest to takie połączenie różnych muzycznych rzeczy.
Na tym albumie jest nie tylko utwór Stana Borysa, ale pojawia się także jego głos.
Tak. Zaprosiłam go do udziału podczas nagrań, i pod koniec polskiej wersji „Coraz to z ciebie jako z drzazgi smolnej” recytuje kilka słów wiersza Cypriana Kamila Norwida.
Jak reaguje publiczność gdy śpiewasz ten utwór na swoich koncertach? Pytam bo zapewne wielu z nich zna wersję oryginalną, a Ty prezentujesz zupełnie inne oblicze tej piosenki.
Ludzie reagują pięknie, z dużym sentymentem, nawet czasami trochę się wzruszają i płaczą. Po koncertach podchodzą do mnie i mówią, że wyszło to bardzo ładnie. Oczywiście nagrywając ją na płytę nie zamierzałam tej piosenki jakoś całkowicie zmienić. Chciałam zachować duszę tego przeboju, jej esencję, i to chyba udało mi się zrobić. Zmieniona została tylko aranżacja. Takie opinie i reakcje były gdy śpiewałam ją m.in. w Chelsea Table & Stage w Nowym Jorku, w klubie jazzowym Brvch Cul7ue3 w Teaneck, a także w Polsce na festiwalu Jazz nad Nilem.
Tak więc nadałaś tej piosence nowego, drugiego życia.
Myślę, że można tak powiedzieć.
W dodatku dzięki temu dociera ona też do trochę innego słuchacza.
Tak, trafia też do amerykańskiej publiczności, bo mam dużo koncertów w amerykańskich klubach.
Przy okazji to także promocja Polski, naszych poetów Cypriana Kamila Norwida i Adama Asnyka.
Myślę, że tak. Poza tym na tej płycie jest o wiele więcej polskich akcentów ponieważ prócz Norwida i Asnyka jest także Stan Borys w wersji polskiej i angielskiej, pojawia się jego głos, a także zamieszczony jest skomponowany przeze mnie utwór „Jazz polonez”, który ma po prostu rytmy poloneza w wersji jazzowej.
Na pewno jest to duża promocja Polski, zwłaszcza, że ta płyta została dostrzeżona przez tak prestiżowe gremium jakim jest międzynarodowa organizacja World Entertainment Awards i dodatkowo nagrodzona ważną nagrodą jazzową.
Też tak myślę, a poza tym została wydana przez nowojorską wytwórnię. Natomiast w lipcu ub.r. „Jazz Weekly Magazine” napisał bardzo pozytywną recenzję tego albumu.

Powiedz jeszcze parę słów na temat tych Twoich utworów. Jak one powstawały?
Pierwsza piosenka na płycie „New York City Streets” powstała podczas pandemii, kiedy sobie chodziłam po Manhattanie. Jako że bardzo lubię spacerować m.in. po East Village, czy też Soho, bo właśnie wtedy łatwo znajduję inspirację do pisania tekstów, to także wówczas chętnie to robiłam. Niestety podczas pandemii wszędzie było pusto, a Nowy Jork przypominał jakieś miasto z Apokalipsy. I tak sobie myślałam: „No to jak to teraz będzie z tą muzyką, z naszym graniem, i z tym wszystkim?”. Ale jako że jestem taką optymistyczną osobą, więc szybko znalazłam odpowiedź, „że to na pewno jakoś wszystko przejdzie, że jeszcze będzie można znaleźć jakąś nadzieję i miłość w Nowym Jorku. I napisałam o tym piosenkę „New York City Streets”. Z kolei „Fight for Life” jest bardzo osobistym utworem, ponieważ jest dedykowany mojemu synowi Maxwellowi, który jest po trzech operacjach serca. Urodził się z wadą serca i nie dość, jakby tego było mało, to mając dziewięć lat, zachorował na zapalenie opon mózgowych przez co spędziliśmy osiem i pół miesiąca w szpitalu. Właściwie można było powiedzieć, że umarł dwa razy podczas tego wszystkiego. Później byliśmy na rehabilitacji w szpitalu w Westchester, ponieważ nie chodził, nie mówił i nie jadł, ale na szczęście całkowicie z tego wyszedł. Wszyscy się modlili i mówię otwarcie, że to jest cud od Pana Boga. Dlatego też napisałam piosenkę „Fight for Life”, która jest dedykowana – i nawet na płycie jest to zaznaczone – lekarzom z Mount Sinai Hospital oraz chorym dzieciom cierpiącym w szpitalach, bo widziałam ich bardzo dużo i to w różnych stanach swoich zmagań z chorobą. Więc to jest chyba najbardziej osobista piosenka ze wszystkich zamieszczonych na tej płycie. Później jest „Jazz polonez”. Podobnie jak „New York City Streets” napisałam ten utwór podczas pandemii, kiedy to w naszym budynku mieliśmy taki Stoop Jazz Jam i grałam wtedy ze wspaniałymi brazylijskimi muzykami. Chyba każdy wie, że brazylijski jazz jest niesamowity. Jako że lubimy samby, bossa novy to wówczas pomyślałam sobie, że skoro ta brazylijska muzyka jest tak bardzo ważnym składnikiem w światowym jazzie to dlaczego nie może nią być także polska muzyka. A ja lubię polonezy, a najpiękniejsze pisał Fryderyk Chopin. Postanowiłam wówczas, że po prostu spróbuję wpleść w jazz polskie rytmy taneczne, i stworzyć po prostu jazzowy polonez. W ten sposób powstał „Jazz polonez”. Z kolei piosenka „Where Are You?” jest o złamanym sercu. Przecież każdy z nas przeżył kiedyś jakąś niespełnioną miłość. Tak więc jest to piosenka, która opowiada o takiej historii. Również „One Heart” jest utworem o miłości. Zawsze lubiłam ten wiersz Adama Asnyka, do którego muzykę napisało już wielu innych wspaniałych kompozytorów, m.in. Czesław Niemen. A ja napisałam swoją wersję, którą zresztą pewien krytyk w recenzji zamieszczonej na stronie „Dobra płyta, dobra muzyka” określił jako wariację na temat piosenki „Jednego serca” Czesława Niemena. Nigdy o tym tak nie myślałam, no ale skoro ktoś to tak postrzega, to być może coś w tym jest. Na płycie „Ashes and Diamonds” są jeszcze dwa moje ulubione standardy jazzowe. Ja cały czas uczę się wokalu, pracuję nad nim, chodzę nawet na lekcje z Theo Blackmannem, który jest jednym z najwybitniejszych jazzowych wokalistów w Stanach Zjednoczonych. Natomiast takimi mentorkami mojego brzmienia jazzowego są Billie Holiday i Ella Fitzgerald, jedne z najważniejszych kobiet w jazzie, jakie kiedykolwiek były. Ja po prostu jak ćwiczę, to przepisuję ich solówki i uczę się je śpiewać. Dlatego też wybrałam te dwa standardy: „Stormy Weather” i „Don’t Explain”, i również umieściłam je w swojej wersji na tym albumie.

Wspomniałaś wcześniej o tym, że myślisz już o kolejnej płycie. Czy masz już na nią jakiś pomysł?
Bardzo kocham Duke’a Ellingtona i jego kompozycje. Są one jakoś tak świetnie napisane, jakby były stworzone na mój rodzaj głosu. Był on wspaniałym jazzowym kompozytorem, jednym z najlepszych, a ja po prostu bardzo lubię śpiewać jego utwory, więc myślałam o takiej płycie pt. „Margo Sings Duke, Duke Ellington”.
Czyli planujesz płytę z jego standardami .
Tak, tym razem właśnie chciałabym nagrać same standardy, a później trzecią płytę w pełni autorską.
No to w takim razie czekamy na kolejne wydawnictwa i na koncerty. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że za rok jak wyjdzie Twoja druga płyta, to przypieczętujesz ją kolejną nagrodą.
Mam nadzieję, że tak będzie, ale przede wszystkim liczę na to, że będzie to dobra płyta. Na pewno nagram ją ze świetnym muzykami.
Tak więc życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.
Ja również serdecznie dziękuję.
Rozmawiał Wojtek Maślanka