New York, NY
68°
Clear
7:06 am6:17 pm EDT
Feels like: 68°F
Wind: 6mph NNW
Humidity: 75%
Pressure: 30.01"Hg
UV index: 0
1 am2 am3 am4 am5 am
66°F
64°F
63°F
61°F
59°F
ThuFriSatSunMon
68°F / 59°F
75°F / 52°F
57°F / 41°F
61°F / 45°F
66°F / 50°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wiadomości
Świat

Sto dni wojny z Iranem. Konflikt zmienił kształt relacji USA z Izraelem

05.06.2026

Podczas wojny z Iranem relacje między USA a Izraelem przeszły transformację – od deklarowanego partnerstwa na początku konfliktu do publicznych tarć między przywódcami obu państw i zdaniem części komentatorów do stopniowej marginalizacji Izraela w procesie kształtowania powojennego ładu.

 

Konflikt USA i Izraela z Iranem rozpoczął się 28 lutego pod znakiem deklarowanego partnerstwa między Waszyngtonem a Jerozolimą, przedstawianego przez obie strony jako współpraca równorzędnych sojuszników. Deklarowanym celem działań było zniszczenie irańskiego potencjału nuklearnego i uniemożliwienie Teheranowi pozyskania broni jądrowej.

 

Trzy miesiące później między prezydentem USA Donaldem Trumpem a premierem Izraela Benjaminem Netanjahu dochodzi jednak do publicznych sporów, a część komentatorów ocenia, że wpływ Izraela na amerykańską politykę wobec Iranu wyraźnie się zmniejszył.

 

Według komentarza opublikowanego na portalu Times of Israel Izrael kończy wojnę „na bocznych torach”. Podczas gdy Trump prowadzi kluczowe negocjacje z Teheranem, wpływ Jerozolimy na ich przebieg jest ograniczony. Z kolei „New York Times” podał, że izraelski rząd informacje o postępach rozmów pozyskuje głównie za pośrednictwem regionalnych sojuszników i kanałów wywiadowczych, ponieważ administracja USA nie przekazuje mu na bieżąco szczegółów negocjacji.

 

Relacje między oboma przywódcami stały się wyjątkowo napięte. Netanjahu przez lata przedstawiał się izraelskiej opinii publicznej jako polityk mający szczególną zdolność utrzymywania bliskich relacji z Trumpem i zapewniania sobie jego poparcia.

 

W mijającym tygodniu do mediów wyciekły jednak szczegóły rozmowy telefonicznej między przywódcami, których autentyczność później potwierdził sam Trump. Według relacji prezydent USA nazwał Netanjahu „pieprzonym szaleńcem” (ang. fucking crazy).

 

Portal Axios podał, że Trump podczas rozmowy ostro skrytykował izraelskiego premiera za eskalację działań w Libanie, argumentując, że podważają one wysiłki dyplomatyczne. Trump zaczął również publicznie podkreślać swoją dominującą pozycję w relacjach z izraelskim premierem. W jednym z wystąpień stwierdził, że Netanjahu „zrobi wszystko, co będę chciał, żeby zrobił”.

 

Po niemal 100 dniach wojny coraz wyraźniej widać, że priorytetem Trumpa jest zawarcie porozumienia, które pozwoli ustabilizować sytuację w regionie, przywrócić swobodę żeglugi przez cieśninę Ormuz i ograniczyć wzrost cen ropy naftowej.

 

W Izraelu narastają jednak obawy, że negocjowany przez administrację USA układ okaże się mniej restrykcyjny wobec Iranu niż porozumienie nuklearne z 2015 r. (JCPOA), pozostawiając Teheranowi znaczną część potencjału nuklearnego i otwierając drogę do odblokowania miliardów dolarów irańskich aktywów.

 

Według niepotwierdzonych doniesień medialnych porozumienie negocjowane przez zespół Trumpa przewiduje pewne ograniczenia irańskiego programu nuklearnego, jednak byłyby one łagodniejsze niż te zawarte w umowie wynegocjowanej przez administrację Baracka Obamy w 2015 r.

 

Komentator izraelskiej gazety „Maariw” ocenił, że „wyłaniające się porozumienie jest znacznie gorsze od poprzedniego”. Jego zdaniem skutkiem wojny i późniejszego układu może być nie zniszczenie irańskiego programu nuklearnego, jak zapowiadał Netanjahu, lecz jego przyspieszenie. „Jeśli Iran ostatecznie zdobędzie bombę atomową, będzie to bomba Bibiego” – podkreślono w analizie w prawicowym dzienniku.

 

Poparcie dla Izraela w amerykańskiej polityce przestało być kwestią ponadpartyjnego konsensusu. Coraz wyraźniej widać podziały na tym tle zarówno w Kongresie, jak i wśród wyborców. Badania opinii publicznej pokazują, że wśród sympatyków Partii Demokratycznej oraz młodych Amerykanów sympatia dla Palestyńczyków po raz pierwszy przewyższyła sympatię dla Izraelczyków.

 

Jednocześnie część komentatorów w USA – zarówno związanych z lewicą, jak i z prawicowym ruchem MAGA – zaczęła przekonywać, że to Izrael „wciągnął” Stany Zjednoczone w wojnę z Iranem.

 

Narrację tę wzmocniła wypowiedź sekretarza stanu USA Marca Rubio z 2 marca.

 

– Wiedzieliśmy, że Izrael zamierza podjąć działania przeciwko Iranowi. Wiedzieliśmy, że doprowadzi to do ataku na amerykańskie siły. Wiedzieliśmy też, że jeśli nie uderzymy wyprzedzająco, zanim oni przeprowadzą te ataki, poniesiemy większe straty – stwierdził Rubio.

 

Krytycy Netanjahu w Izraelu przekonują, że wojna ujawniła skalę zależności państwa od Stanów Zjednoczonych. Lider opozycji Jair Lapid oskarżył premiera o przekształcenie Izraela w „całkowity protektorat” USA, pozbawiony realnego wpływu na własne bezpieczeństwo strategiczne.

 

Poczucie utraty samodzielności wzmacniają także spory wokół rozejmów z Iranem i libańskim Hezbollahem. Część izraelskich komentatorów i polityków uważa, że administracja Trumpa wymusiła na Izraelu ograniczenie działań wojskowych na obu frontach, zanim osiągnięto deklarowane cele wojny.

 

W efekcie wojna, która miała potwierdzić skuteczność strategii Netanjahu i umocnić sojusz z Trumpem, doprowadziła w Izraelu do debaty o rosnącej zależności Izraela od Waszyngtonu i braku skuteczności Netanjahu w oddziaływaniu na prezydenta USA.

 

Zdaniem części komentatorów Jerozolima znalazła się w sytuacji, w której zabiega o gwarancje bezpieczeństwa w ramach porozumienia wypracowywanego głównie przez Stany Zjednoczone, mając ograniczony wpływ na jego ostateczny kształt. Jednocześnie Izrael mierzy się z postępującą erozją poparcia w części amerykańskiej opinii publicznej, szczególnie wśród młodszych wyborców i sympatyków Partii Demokratycznej. (PAP)

 

 

baj/ kar/

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE