Bo w Teksasie też mamy swój Paryż – oddalony zaledwie około dwóch godzin jazdy od Dallas, gdzie mieszkam już od siedmiu lat. To tutaj stoi słynna Wieża Eiffla z czerwonym kowbojskim kapeluszem na szczycie. Są kawiarnie, w których można wypić pyszne affogato, antykwariaty, fontanny i parkowe alejki ze stolikami pod parasolami.
Jest tylko jeden mały problem… Przy 40-stopniowym teksańskim upale nawet najbardziej romantyczny Paryż pustoszeje. Bo kto odważy się usiąść na słońcu?
A jedyny szczegół zdradzający, że to nie Francja? Zamiast paryskich uliczek królują pick-upy i kowbojskie klimaty.
Najbardziej niezwykli w Paris, Texas okazali się jednak… ludzie.

Najpierw poznałam Denisa – emerytowanego żołnierza US Army. Tak bardzo chciał zrobić mi idealne zdjęcie pod Wieżą Eiffla, że w końcu… położył się na chodniku, żeby złapać najlepszą perspektywę. Fotograf z prawdziwym poświęceniem!
Potem mąż Melissy z Houston, widząc, że zwiedzam Red River Valley Veterans Memorial bez butelki wody przy prawie 40-stopniowym upale, pobiegł za mną z zimną wodą.
– You can’t walk in this Texas heat without water! – powiedział z troską.
W kawiarni wyglądającej jak francuskie bistro zapytałam, czy mogę na chwilę podładować iPhone’a przed drogą powrotną do Dallas. Pracownice bez chwili wahania podały mi ładowarkę… a chwilę później wręczyły mi ją jako prezent z Paris, Texas.
Na koniec kibic Argentyny, przejeżdżając obok z flagą na samochodzie, pomachał do mnie i zawołał:
„God bless you, sweetie!”

Kibiców Francji nie spotkałam w teksańskim Paryżu, ale było tak gorąco, że pewnie świętowali zwycięstwo w klimatyzowanych domach.
Paris, Texas od lat inspiruje także Hollywood. To właśnie stąd tytuł wziął kultowy film „Paris, Texas” Wima Wendersa z 1984 roku – zdobywca Złotej Palmy w Cannes i jeden z najsłynniejszych filmów drogi w historii kina. Dziś miasteczko ponownie trafia na ekrany – tym razem za sprawą romantycznej komedii Netfliksa „The wrong Paris” która bawi się pomysłem pomylenia słynnego Paryża we Francji z Paris w Teksasie. To zupełnie inna historia, ale pokazuje jedno – to niewielkie teksańskie miasteczko od lat działa na wyobraźnię filmowców. I szczerze? Po jednym dniu spędzonym tutaj wcale mnie to nie dziwi.
I wtedy pomyślałam, że chyba Paris, Texas naprawdę mnie polubił.
To nie jest ten „wrong Texas”, który czasem pokazuje Hollywood – kraina stereotypów i pustych dróg. To jest mój Teksas: brutalnie gorący, trochę szalony, czasem zaskakujący, ale przede wszystkim pełen życzliwych ludzi.
Paris, Texas – dziękuję za gościnę. Wrócę!
Ludmiła Mituła
Dallas, Texas