New York
57°
Fog
7:06 am4:28 pm EST
3mph
92%
30.2
ThuFriSat
54°F
46°F
45°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Warto przeczytać
Opinie i Analizy

Szpital ratuje, szpital zabija

09.11.2022
Od 1981 roku prawo federalne w USA definiuje śmierć jako nieodwracalne zaprzestanie pracy mózgu, nawet jeżeli jeszcze bije serce FOTO: PEXELS

Matka wie najlepiej. Nauczyciel wiej najlepiej. Lekarz wie najlepiej. Jednak – nie podważając autorytetu rodzicielki i ważnych profesji – powyższe stwierdzenia często zawodzą, bo, jak ze wszystkim w życiu: jedni są mądrzejsi, drudzy głupsi, jedni mają większe doświadczenie, drudzy mniejsze, inni dysponują większą wiedzą, innym jej brakuje.

Wiesław Cypryś

Matka wie najlepiej. Nauczyciel wiej najlepiej. Lekarz wie najlepiej. Jednak – nie podważając autorytetu rodzicielki i ważnych profesji – powyższe stwierdzenia często zawodzą, bo, jak ze wszystkim w życiu: jedni są mądrzejsi, drudzy głupsi, jedni mają większe doświadczenie, drudzy mniejsze, inni dysponują większą wiedzą, innym jej brakuje.

Do grupy wszechwiedzących pretendują nie tylko jednostki, ale całe instytucje. Jednymi z nich są szpitale.  Stworzone po to, by ratowały ludzi, nierzadko ich uśmiercają.  Przykładem, który potwierdza tę przykrą prawdę, jest historia 12-letniego Brytyjczyka Archiego Battersbeego, którego odłączono od urządzeń podtrzymujących go przy życiu wbrew woli rodziców.

Chłopiec, nieprzytomny, został znaleziony w swoim pokoju przez matkę z czymś zaciągniętym na szyi. Według jej oceny prawdopodobnie uczestniczył w promowanym przez Tik Toka niebezpiecznym wyzwaniu, którego celem jest wstrzymanie oddechu do utraty świadomości. Akcją tą Archie uszkodził sobie mózg i już nigdy nie odzyskał przytomności.

Rodzina miesiącami walczyła z medycznym establishmentem, które czym prędzej chciało go odłączyć od respiratora. Z powodu krańcowo odmiennych stanowisk co do losu chłopca o jego życiu albo śmierci miał zadecydować sąd. Lekarze argumentowali, że mózg nie spełnia swojej funkcji i nie ma żadnych szans na ich przywrócenie, więc w „najlepszym interesie” pacjenta jest odłączenie go od aparatury tlenowej. Z kolei rodzina twierdziła, że kondycja 12-latka nie jest tak katastrofalna, jak ją przedstawiają eksperci medyczni, muszą działać jego jakieś komórki mózgowe, gdyż chłopiec kilkakrotnie lekko ścisnął rękę matki.

Decyzja sądu zezwalająca szpitalowi na wyciągnięcie z gniazdka wtyczki aparatury podtrzymującej go przy życiu uruchomiła trzy apelacje, które nie odwróciły postanowień organów niższej instancji, a Sąd Najwyższy odmówił jakiejkolwiek interwencji, w tym decyzji na przesunięcie na jakiś czas postanowienia o wyłączeniu urządzenia podającego tlen.

Wobec powyższego rodzina Archiego chciała zabrać go do hospicjum, ponosząc koszty pobytu, ale szpital nie zgodził się, naciskając na jak najszybsze odłączenie go od aparatury, co w konsekwencji miało być swoistą formą egzekucji.

Jakkolwiek popatrzeć na sprawę, której nie powinien doświadczać żaden rodzic, należy spytać, do jakiego stopnia szpitale mogą dyktować na zimno skalkulowane decyzje, kiedy uśmiercić kogoś, kogo kochamy? To, że pacjent z medycznego punktu widzenia nie ma żadnych szans na poprawę swojego stanu, oznacza, że mogą wydawać wyrok śmierci?

Los Archiego przypomina tragedię innego brytyjskiego dziecka, 23-miesięcznego Alfiego Evansa, który urodził się z neurodegeneracyjną wadą i nie miał szans na przeżycie.  Szpital nie zgodził się na zabranie go do ośrodka opieki, a sąd wydał decyzję, że jednostka, w której przebywa, jest wolna w działaniu, mającym na celu ustalenie wyjścia z sytuacji w „najlepiej pojętym interesie chłopca”. Tej wyświechtanej i nic niemówiącej frazy brytyjskie i amerykańskie szpitale używają jako głównego argumentu, gdy rodzice nie zgadzają się z ich decyzją. Jednak w poszczególnych stanach regulacje w tej kwestii często różnią się, i to znacznie.

Na przykład Teksas zezwala szpitalowi na wyznaczenie 10-dniowej granicy, od kiedy uzna, że należy pacjenta odłączyć od urządzeń podtrzymujących życie. Do tego czasu rodzina ma prawo zabrać go gdzie indziej.

New Jersey jest pod tym względem najbardziej wyrozumiałe, zezwalając rodzinom z religijnym przekonaniami kontynuować utrzymywanie życia.

Od 1981 roku prawo federalne definiuje śmierć jako nieodwracalne zaprzestanie pracy mózgu, nawet jeżeli jeszcze bije serce. Nie pokrywa się ona z encyklopedyczną definicją, która mówi, że „jest to proces prowadzący do ustania wszelkich funkcji życiowych organizmu w wyniku nieodwracalnego zahamowania reakcji biologicznych w jego komórkach”. Słowem kluczem jest tu słowo „wszystkie”, więc winno wykluczać rozbieżności w interpretacji. Szpitale jednak ze swoistym znawstwem lansują skrócenie życia, zamiast pomóc go przedłużyć. Odłączenie od urządzeń go podtrzymujących, według nich, pozwoli rodzinom zachować godność.

Nie ma niczego godnego w patrzeniu na swoje dziecko, czy bliskiego członka rodziny, jak umiera. Tłumaczenie, że to w jego „najlepszym interesie”, dodaje tylko bólu i łez.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY