Na początku maja, w Dniu Polonii oraz w Dniu Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, prezydent Karol Nawrocki powołał do życia Radę ds. Polonii i Polaków za Granicą. W jej skład weszło kilkanaście osób ze Stanów Zjednoczonych, w tym kilka z metropolii nowojorskiej. Jednym z nich jest Tadeusz Antoniak, komendant naczelny Stowarzyszenia Stowarzyszeniu Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, który dodatkowo pełni w niej funkcję wiceprzewodniczącego.
***
Panie Tadeuszu, przede wszystkim gratuluję powołania przez prezydenta Karola Nawrockiego do Rady ds. Polonii i Polaków za Granicą oraz do pełnienia funkcji jednego z jej wiceprzewodniczących. Jak Pan zareagował na tę wiadomość i co ta nominacja dla Pana oznacza?
Dziękuję za gratulacje. Oczywiście poczułem się bardzo zaszczycony, zarówno tym powołaniem i nominacją na wiceprzewodniczącego, jak również faktem, że znalazłem się w gronie tylu zasłużonych działaczy polonijnych ze Stanów Zjednoczonych oraz z Europy, ze Wschodu, z Litwy, Kazachstanu, Ukrainy, Rumunii (z Bukowiny), a także z Brazylii i Argentyny. Są wśród nich liderzy polonijni z różnych organizacji, mający różnorodny rodowód. Są również osoby z polskimi korzeniami należący już do drugiej, trzeciej, a nawet czwartej generacji. To jest bardzo zróżnicowane ciało. Moją nominację odbieram także jako pewien hołd dla organizacji, które reprezentuję, czyli dla: Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce będącej najstarszą organizacją weterańską działającej poza granicami Polski, Klubów Gazety Polskiej, Komitetu Smoleńsko-Katyńskiego oraz Koalicji Polaków w Ameryce, bo to przez działalność w tych organizacjach możemy wspierać nasza ojczyznę, gdy jest to potrzebne.
Wspomniał Pan m.in. o Stowarzyszeniu Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, więc myślę, że należy podkreślić, że ta organizacja będzie miała bardzo silną reprezentację w Radzie ds. Polonii i Polaków za Granicą ponieważ funkcję pierwszej wiceprzewodniczącej będzie w niej pełniła Anna Maria Anders, która także reprezentuje SWAP.
Tak, pani ambasador Anna Maria Anders, córka generała Andersa również należy do SWAP-u, jak również pani Helena Sołtys z placówki 90. w Chicago. Generalne, to w Radzie ds. Polonii i Polaków za Granicą jest bardzo silna amerykańska drużyna ponieważ zasiadają w niej także m.in.: dyrektor wykonawczy Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej Bogdan Chmielewski, prezes Centrali Polskich Szkół Dokształcających dr Dorota Andraka, działający w mediach polonijnych Waldemar Biniecki, prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Hubert Cioromski oraz były wieloletni prezes KPA Frank Spula. Już tych kilka nazwisk pokazuje ogromne zróżnicowanie przedstawicieli środowisk polonijnych, wśród których są też osoby mające bezpośredni dostęp do establishmentu amerykańskiego.

Ta reprezentacja ze Stanów Zjednoczonych, jest bardzo mocna, bo są wśród niej jeszcze m.in.: prof. Jim Mazurkiewicz z Teksasu, prof. Marek Rudnicki i Jan Król z Chicago, czy też Maria Szonert-Binienda. W tym gronie grupa z metropolii nowojorskiej jest największa i myślę, że śmiało można do niej zaliczyć także Adriana Kubickiego, byłego konsula generalnego w Nowym Jorku. W sumie Polonia ze Stanów Zjednoczonych ma kilkunastu reprezentantów w Radzie ds. Polonii i Polaków za Granicą i stanowi prawie jedną piątą jej składu. To ogromna siła.
Obecny skład rady w pewnym stopniu odzwierciedla rzeczywistą siłę Polonii amerykańskiej, która wraz z organizacjami polonijnymi odgrywa szczególnie ważną rolę. Wynika to między innymi z naszego doświadczenia i znajomości relacji polsko-amerykańskich, a także ze świadomości znaczenia kontaktów między prezydentem Karolem Nawrockim a prezydentem Donaldem Trumpem.
Naszą rolą nie jest oczekiwanie wsparcia ze strony Polski czy polskiego prezydenta w sprawach zasadniczych. Żyjemy w wolnym i bogatym kraju. Jesteśmy po to, aby działać na rzecz Polski i wspierać realizację kierunku wyznaczonego przez prezydenta Karola Nawrockiego. Nie oznacza to jednak, że nie mamy własnych problemów, które z pewnością będziemy poruszać podczas prac Rady ds. Polonii i Polaków za Granicą. Jednym z nich jest kwestia pomocy w rozwiązaniu problemu tzw. podwójnego opodatkowania emerytur, z którym mierzy się część Polonii. Trzeba też przypomnieć, że my jesteśmy zarówno amerykańskimi jak i polskimi wyborcami, więc możemy w ramach obietnic wyborczych rozmawiać ze swoimi reprezentantami, z kongresmenami i senatorami.
Czy – prócz tego o czym Pan wspomniał w kontekście Stanów Zjednoczonych – prezydent Karol Nawrocki nałożył jakieś szczególne cele i zadania dla Rady ds. Polonii i Polaków za Granicą?
Podstawy naszej pracy poznamy dokładnie na kolejnym posiedzeniu. Będziemy podzieleni na grupy, bo o pewnych kwestiach nie ma sensu rozmawiać czy współpracować np. z Polakami mieszkającymi na Białorusi czy na Ukrainie. Dlatego będziemy działać w różnych zespołach. Są też ważne sprawy do załatwienia np. dla Polaków mieszkających na Litwie, bo tam nadal są problemy np. z uznaniem polskiej matury. I chyba nieprzypadkowo przewodniczącym Rady ds. Polonii i Polaków za Granicą jest Konstanty Radziwiłł, były polski ambasador na Litwie. Do bardzo ważnych celów należy także pomoc Polakom mieszkającym na Ukrainie, w Kazachstanie, czy w dalekiej Brazylii i Argentynie. To wszystko będzie wymagało także współpracy z Senatem, gdzie są środki przeznaczone na środowiska polonijne. Rozmawialiśmy też z panią minister Agnieszką Jędrzak na temat przejęcia roli jaką kiedyś pełniła Reduta Dobrego Imienia, czyli szybkiego reagowania na temat kłamstw dotyczących drugiej wojny światowej i pewnych przekłamań – niestety czasami jeszcze się powtarzających – w prasie i w mediach, często niestety także amerykańskich lub z krajów Europy Zachodniej. Jedną z ważnych kwestii pozostaje również podejmowanie działań na rzecz podtrzymywania międzynarodowej debaty dotyczącej należnych Polsce reparacji i odszkodowań za straty poniesione w czasie drugiej wojny światowej, w tym prowadzenie działań informacyjnych i lobbingowych w tej sprawie.
Rada ds. Polonii i Polaków za Granicą została powołana 2 maja, w Dniu Polonii oraz w Dniu Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, a więc bardzo symbolicznym dla nas czasie. Czy jej powołanie oznacza, że Polska zaczyna bardziej przychylnie patrzeć na Polonię i jej znaczenie np. w kształtowaniu polityki międzynarodowej czy też promocji naszego kraju poza jego granicami?
To się już dzieje od dłuższego czasu, ale faktycznie jakieś piętnaście, czy dwadzieścia lat temu to Polonia była raczej postrzegana jako „skarbonka” wysyłająca pieniądze do Polski i w pewnym sensie wspomagająca dewizami, pośrednio lub bezpośrednio, budżet państwa polskiego. Natomiast od wielu już lat, a na pewno od prezydentury Andrzeja Dudy, jesteśmy dla naszego kraju ważnymi partnerami. To właśnie wtedy zostały podpisane pierwsze umowy na zakup samolotów F-35 i my również za tym lobbowaliśmy w swoich organizacjach. Przykładem może być kongresmen z mojego regionu Brian Fitzpatrick, u którego bywaliśmy i zachęcaliśmy go – jeszcze w 2016 roku – do wsparcia projektów związanych ze stacjonowaniem wojsk amerykańskich w Polsce, później za zwiększeniem ich ilości, a następnie za zakupem sprzętu amerykańskiego, czołgów i samolotów F-35. Żeby te działania usprawnić, to my poprzez te organizacje, do których należę, również je wspieraliśmy, i to nie tylko tu na Wschodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, ale też w Chicago, w Detroit i na Zachodnim Wybrzeżu USA. Więc myślę, że Polonia już dołożyła swoją cegiełkę i to jest obecnie dostrzegane.

Jak Pan myśli, czy powołanie do życia Rady ds. Polonii i Polaków za Granicą może być zalążkiem większej współpracy pomiędzy Polonią i Polską? Czy może dzięki temu obecnie jest bliżej do zaistnienia polonijnych polityków w polskim parlamencie?
Ten temat był poruszany już na pierwszym, inauguracyjnym posiedzeniu rady. Ja potem na spotkaniu z panią minister Agnieszką Jędrzak i w obecności pani Anny Marii Anders również na ten temat rozmawiałem i wyraziłem swoje zdanie. Po tej rozmowie doszedłem do wniosku, że sama reprezentacja jednego czy dwóch posłów lub senatorów z zagranicy w Senacie czy w Sejmie będzie tylko taka fasadowa i nic się nie zmieni. Nie będzie to miało w ogóle sensu, a stworzy jeszcze pewne animozje wśród Polonii. Bo jeżeli byłby to polski poseł z Ameryki i ze Wschodniego Wybrzeża, to ktoś powie dlaczego nie jest on z Chicago albo z Australii. Poza tym, jeśli byłby on z Ameryki, to na pewno nie będzie załatwiał spraw Polonii z Białorusi. Tak więc to nie jest dobre rozwiązanie. Ja proponowałem już, żeby docelowo zrobić coś, co będzie może nawet wymagało pewnej zmiany Konstytucji RP, coś na wzór tego co było przed wojną. Wówczas istniała taka organizacja o nazwie Światpol, która zajmowała się sprawami Polaków. Myślę więc, że można wypracować taką formę szerszej reprezentacji polonijnej z całego świata. Jeden poseł czy senator nie rozwiąże problemu.
Jak widać tych zadań, które są przed wami, jest na pewno bardzo dużo, a jeśli chodzi o samą Radę ds. Polonii i Polaków za Granicą, to jest to organizacja bardzo potrzebna do utrzymania i polepszenia dobrych relacji między Polską a Polonią.
Ja bym sobie życzył także jakiejś współpracy z radą działającą przy Senacie RP. Wiem, że takowa jest, podobnie jak rada młodzieżowa. W normalnych warunkach, życzyłbym sobie ścisłej współpracy również z nimi, szczególnie w ważnych dla Polski projektach. Podczas pierwszego spotkania poddałem hasło dla całej rady, to, co w Komitecie Smoleńsko-Katyńskim bardzo często głosimy: „Budujmy wspólny front patriotyczny Polonia Semper Fidelis”.
No to trzymam kciuki za sukcesy tego ciała i serdecznie dziękuję za rozmowę.
Ja również.
Rozmawiał Wojtek Maślanka
