Całe swoje życie poświęcił Polsce, początkowo strzegąc jej granic jako żołnierz Korpusu Ochrony Pogranicza, później broniąc w niej porządku prawnego jako policjant, a następnie walcząc o jej wolność i niepodległość. Po wojnie Józef Szczurek przeprowadził spektakularną, choć mało znaną, akcję wywiezienia 40 kobiet – narzeczonych i dziewczyn żołnierzy AK – z Poznania na Zachód Europy. Właśnie mija 80 lat od tego momentu, a jego córka poszukuje kontaktu z uratowanymi kobietami lub z ich potomkami i krewnymi.
***
W nowojorskim środowisku polonijnym Józef Szczurek znany był jako aktywny działacz i długoletni komendant Placówki 51. Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, która swoją siedzibę ma w Jersey City, NJ. Był także jednym ze współzałożycieli „Nowego Dziennika”, działał i wspierał również wiele innych polonijnych organizacji i instytucji. Z jego inicjatywy postawiono pomnik gen. Władysława Bortnowskiego (honorowego członka Placówki 51. SWAP) na cmentarzu w Amerykańskiej Częstochowie. Tam też po śmierci spoczął zarówno on, jak i jego żona Leokadia, działaczka Korpusu Pomocniczego Pań i zarazem jedna z wywiezionych przez niego kobiet podczas tajnej misji. Również dzięki jego staraniom siedzibę Placówki 51. SWAP w Jersey City odwiedził płk. Ryszard Kukliński, który także przyjął honorowe członkostwo w tej weterańskiej organizacji.

AKCJA SPECJALNA
Zarówno przedwojenne, wojenne jak i powojenne losy oraz działania Józefa Szczurka są tak ciekawe i niezwykłe, a czasem także dramatyczne, że mogą być gotowym scenariuszem filmowym. Dwukrotnie służył u boku Stanisława Maczka. Po raz pierwszy we wrześniu 1939 r., gdy trafił do 10 Brygady Kawalerii, którą dowodził ówczesny płk. Stanisław Maczek. Z kolei w czerwcu 1943 r. był przydzielony do pierwszego pułku artylerii przeciwpancernej 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka. Dwukrotne był internowany i osadzony w obozie Vernet d’Ariege we Francji, za pierwszym razem z niego uciekł, za drugim razem został zwolniony. Również dwukrotnie przedzierał się przez Pireneje by z Francji dostać się do Hiszpanii, a później do Anglii by dołączyć do polskich żołnierzy pod dowództwem wspomnianego wcześniej gen. Stanisława Maczka.

Swojej wojskowej działalności nie zakończył wraz z końcem wojny, a do jego spektakularnych akcji na pewno należą dwukrotne, nielegalne wizyty w Polsce, w dodatku pod zmienionym nazwiskiem jako Michał Zieliński. Pierwsza miała miejsce w sierpniu 1945 r. i najprawdopodobniej jej celem było przygotowanie wywózki 40 kobiet – dziewczyn, narzeczonych i żon – żołnierzy AK, którzy po wojnie pozostali na Zachodzie Europy. Drugą wizytę odbył rok później i wówczas przeprowadził tę akcję. Pomagał mu w tym – jak wspomina jego córka Urszula Rudd – inny żołnierz Władysław Smoleń, którego żona Zofia była jedną z wywożonych kobiet. Wśród nich była także jego późniejsza żona Leokadia Musiał, która przed wojną była narzeczoną jego wojskowego kolegi Antoniego Sobczyka. Józef Szczurek spotkał się z nią już podczas pierwszej wizyty w Polsce w 1945 r. ponieważ miał jej dostarczyć list napisany przez jego kolegę. Jednak zanim ten list do niej trafił Antoni Sobczyk zginął – już po wojnie – w wypadku samochodowym. Tak więc wraz z listem, Józef Szczurek, przywiózł jej tę smutną i tragiczną wiadomość. Mimo tego jednak obiecał jej, że ją uratuje i wywiezie z komunistycznej Polski. Miał to także zrobić ze swoją przedwojenną narzeczoną o imieniu Urszula, z którą jednak podczas tej pierwszej wizyty się nie spotkał, ponieważ okazało się, że po wojnie wyszła za mąż za jakiegoś komunistę.

Podczas drugich, nielegalnych odwiedzin w Polsce w 1946 r. Józef Szczurek vel Michał Zieliński po przekroczeniu radzieckiej strefy okupacyjnej zgłosił się w Państwowego Urzędu Repatriacyjnego w Dąbroszynie w woj. lubuskim, gdzie zarejestrowano go jako przesiedleńca z terytorium niemieckiego. Po kilkutygodniowym pobycie w Polsce wraz z Władysławem Smoleniem przeprowadził akcję wywiezienia 40 kobiet. Była to ściśle tajna misja, dlatego prawie nikomu o niej nie wspominał. Szczątkowe informacje po wielu latach przekazał swoim dzieciom. Częściowo uzupełniła je także jego żona Leokadia Szczurek (z domu Musiał), którą poślubił w 1946 r. w Niemczech, gdzie po wojnie, w strefie okupacyjnej, stacjonowała jego jednostka. Akcja wywózki 40 kobiet była doskonale przygotowana i przeprowadzona, najprawdopodobniej przy współpracy z kolejarzami. Kobiety zostały ukryte w jednym z wagonów pociągu Brytyjskiego Czerwonego Krzyża, który jechał z Poznania do Niemiec. W odpowiednim momencie, w nocy, po przekroczeniu granicy, gdy pociąg maksymalnie zwolnił w lesie na ostrym zakręcie wszyscy musieli wyskoczyć i schować się w zaroślach. W dodatku musiało to być przeprowadzone bardzo sprawnie i po cichu, by żołnierze strzegący pociągu nie zauważyli, ani nie usłyszeli niczego podejrzanego. Dlatego żadna z kobiet nie mogła ze sobą zabrać żadnego bagażu. „Niestety jedna z nich miała ze sobą nowo narodzone dziecko. Wszyscy się bardzo bali, że zacznie ono płakać i myśleli, że przez to mogą zginąć jeśli rosyjscy żołnierze ich odkryją. Na szczęście matka cały czas je karmiła i dziecko przez całą podróż spało i było bardzo cicho” – podkreśla Urszula Rudd, wspominając opowieści swoich rodziców. Z jej obliczeń i listów jakie Leokadia Musiał pisała, jeszcze przed tą akcją, do jej ojca wynika, że została ona przeprowadzona w sierpniu lub we wrześniu 1946 r. Tak więc właśnie mija 80 lat od tego momentu. Niestety uratowane przed komunistycznymi represjami kobiety praktycznie się nie znały, a podczas transportu, z uwagi na bezpieczeństwo, nie mogły ze sobą rozmawiać. Po ucieczce w pociągu każda poszła w inną stronę lub była przez kogoś odebrana i praktycznie nie miały ze sobą żadnego kontaktu. Nie wiadomo też, czy ktokolwiek związany z tą akcją jeszcze żyje. Niezależnie od tego córka Józefa i Leokadii Szczurków – Urszula Rudd, nie tylko chce nagłośnić misję jej ojca, ale także poszukuje kontaktu z osobami mającymi jakiekolwiek informacje o tej akcji. Dlatego apeluje do dzieci, wnuków i krewnych tych 40 wywiezionych kobiet, którzy dzięki ich opowieściom mogą mieć jakieś wiadomości na ten temat, o kontakt mailowy ([email protected] lub [email protected]). Wierzy też, że w czasach mediów społecznościowych jest to możliwe, tym bardziej, że właśnie w podobny sposób, i zupełnie przypadkowo – jej ojciec – nawiązał kontakt z holenderskim chłopakiem, którego podczas wojenny uratował. Nawet się spotkali, a władze miasta, w którym mieszka, wręczyli mu do niego symboliczne klucze. „Gdy tata był już na emeryturze to udzielił pewnej dziennikarce wywiadu, który został pokazany w amerykańskiej telewizji, a później także w Holandii. Mówił w nim o pewnym chłopczyku, którego nauczył grać na harmonijce, a który później został postrzelony. Dzięki pomocy mojego taty, jego życie zostało uratowane. Po wielu latach, po wyemitowaniu tego wywiadu i artykułach w holenderskich gazetach odnalazł się ten chłopiec. Jan Martens, bo tak się nazywa, dzięki tej dziennikarce odszukał mojego tatę i nawiązał z nim kontakt. Spotkali się później w trakcie obchodów jednej z rocznic związanych z inwazją na Normandię. Podczas tej uroczystości burmistrz Bredy wręczył mojemu tacie symboliczne klucze do miasta, a pod hotelem, w którym się zatrzymał zorganizowano specjalną paradę” – wspomina Urszula Rudd. Dlatego też wierzy, że dzięki nagłośnieniu jej apelu dotyczącego poszukiwań kontaktu z wywiezionymi z komunistycznej Polski przez jej ojca kobietami lub ich potomkami, również uda się jej dotrzeć do osób mających jakieś wiadomości na ten temat.

BIOGRAM JÓZEFA SZCZURKA
Urodził się 22 lutego 1917 r. w Mülheim (Nadrenia Północna-Westfalia, Niemcy), gdzie jego rodzice (Ignacy i Weronika z domu Urbanowicz) wyjechali w poszukiwaniu pracy. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, wraz z rodzicami, powrócił do Wielkopolski. Po wejściu w wiek poborowy, wiosną 1937 r. wstąpił na ochotnika do Wojska Polskiego. Po ukończeniu służby wojskowej, zdecydował się wstąpić do Policji Państwowej, a po pomyślnym zdaniu specjalnych egzaminów w Poznaniu został przydzielony, jako kandydat kontraktowy, do Kompanii 9 Rezerwy Policyjnej w Białymstoku.

11 września 1939 r. zatwierdzono go jako posterunkowego Policji Państwowej. W drugiej połowie września batalion policyjny przydzielono jako wsparcie 10 Brygady Kawalerii płk. Stanisława Maczka. Uczestniczył w końcowej fazie tych walk w Karpatach. W trakcie niemieckiego nalotu został lekko ranny w nogę i rękę przez odłamki bomby lotniczej. W nocy z 21 na 22 września 1939 r. ze swoim oddziałem przekroczył granicę węgierską, gdzie policjanci zostali zatrzymani, rozbrojeni i osadzeni w obozach internowania. W styczniu 1940 r. post. Szczurek uciekł z obozu internowania i przedostał się do Jugosławii, a później dostał się do Marsylii we Francji. Z grupą około tysiąca podobnych „turystów Sikorskiego” został przewieziony do ośrodka formowania Armii Polskiej we Francji w Coetquidan (Camp de Coetquidan). Podczas agresji Niemiec na Francję, pod koniec maja 1940 r. jego oddział został skierowany na front w rejon Linii Maginota (odcinek „Sarra”). Po kapitulacji Francji i rozwiązaniu jednostki wraz z kolegami podjął dwutygodniowy marsz przez Vogezy. Po przejściu gór dotarł do Clermont-Ferrand, a stamtąd do Carpiagne, gdzie został zdemobilizowany. W nieokupowanej części Francji pozostawał do października 1940 r., gdy podjął pierwszą próbę przedostania się do Wielkiej Brytanii. Poprzez Pireneje dotarł do Barcelony w Hiszpanii, gdzie w polskim konsulacie zaopatrzono go w bilet kolejowy do Madrytu. Niestety, w Tarragondzie w Katalonii został wraz z grupą Polaków podróżujących pociągiem aresztowany przez tajną policję hiszpańską. W sprzyjających okolicznościach, w październiku 1941 r. uciekł z obozu i po raz drugi przez góry przedostał się do Barcelony, gdzie schronienia udzielił mu polski konsul. Z kolei 27 kwietnia 1943 r. dotarł do Gibraltaru, skąd 26 maja przedostał się do Anglii. Po weryfikacji, 26 czerwca, poprzez Komendę Uzupełnień nr 1 ponownie przyjęto go do Polskich Sił Zbrojnych i skierowano do Szkocji z przydziałem do 1 pułku artylerii przeciwpancernej 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka. Po zakończeniu działań wojennych wachmistrz Józef Szczurek wraz z 1 Dywizją Pancerną uczestniczył do czerwca 1947 r. w okupacji Niemiec. Jego jednostka stacjonowała w Bentheim.

Od stycznia do kwietnia 1946 r. był instruktorem i szefem kompanii szkolnej 1 pułku artylerii przeciwpancernej, a następnie magazynierem broni. W tym czasie za zgodą swojego dowództwa i pod zmienionym nazwiskiem – jako Michał Zieliński – dwukrotnie odbył nielegalne podróże do Polski (w 1945 i 1946 r.) oraz przeprowadził akcję wywiezienia na Zachód 40 kobiet, wśród których była m.in. Leokadia Musiał, którą później poślubił. W kwietniu 1947 r. Józef Szczurek wraz z żoną i urodzoną w Niemczech córką oraz z 1 Dywizją Pancerną wyjechał do Anglii do Ullenwood Camp, gdzie w maju 1947 r. został zdemobilizowany. Po dwóch latach pobytu na Wyspach Brytyjskich, w grudniu 1949 r., wraz z rodziną wyemigrował do Kanady, a stamtąd w 1956 r. wszyscy wyjechali do USA i osiedlili się w stanie New Jersey. W tym samym roku wstąpił do Placówki 51. SWAP w Jersey City, gdzie szybko został jej komendantem i funkcję tę pełnił przez wiele lat. W 2007 r. został mianowany przez prezydenta RP na stopień porucznika weterana i odznaczony Medalem „Pro Memoria”. Zmarł 25 stycznia 2008 r., a siedem lat wcześniej – 2 stycznia 2001 r. odeszła jego żona Leokadia. Oboje spoczęli na cmentarzu weterańskim w Amerykańskiej Częstochowie w Doylestown, PA.

Za swoje oddanie Polsce i walkę o jej wolność został uhonorowany wieloma odznaczeniami, m.in.: Krzyżem Walecznych (czterokrotnie), Medalem Wojska, Krzyżem Kampanii Wrześniowej 1939, Krzyżem 1 Dywizji Pancernej, odznaką 1 Dywizji Grenadierów, odznaką Miecze Hallerowskie, a także francuskim Krzyżem Wojennym (Croix de Guerre) ze srebrną gwiazdą (1945 r.), Medalem Pamiątkowym Wojny 1939–1945 (Médaille commémorative franćaise de la guerre 1939-1945) oraz brytyjskim Medalem Wojny 1939-1945 (War Medal 1939–1945), Gwiazdą Francji i Niemiec (France and Germany Star) i Medalem Obrony (Defence Medal).
Autor: Wojtek Maślanka

