New York
45°
Fair
7:01 am4:29 pm EST
7mph
53%
30.48
SatSunMon
57°F
45°F
48°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wywiady
Kultura
Warto przeczytać
Polonia

„Tato, to jeszcze nie jest skończona praca”

29.09.2022
Janusz Skowron i Artur Skowron / Foto: ARCHIWUM JANUSZA SKOWRONA

„Artur zostawił sporo pędzli, farb, ołówków, płótna, papieru oraz farby drukarskiej do grafiki. Tego nie mogę wyrzucić i traktuję to, jakby przekazał mi dodatkową pracę, zadanie domowe do odrobienia, jakby chciał, żebym tymi materiałami zrobił coś lepiej, niż potrafię” – mówi znany polonijny artysta i społecznik Janusz Skowron opowiadając „Nowemu Dziennikowi” o wystawie w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, NJ, pt. „Father and son – thoughts”, na której zaprezentowane zostaną głównie prace jego niedawno zmarłego syna Artura.

Od nagłego odejścia Artura minęły dwa miesiące, ale podejrzewam, że jego śmierć ciągle jest otwartą i krwawiącą raną. Tak więc na wstępie naszej rozmowy przekazuję najszczersze wyrazy współczucia dla całej Twojej rodziny.

Smutek i rozpacz siedzą w nas bardzo głęboko, dlatego zajęliśmy się różnymi sprawami, żeby jak najmniej o tym wszystkim myśleć. Niestety, od tego nie da się uciec, zwłaszcza że, gdy zajmujemy się teraz jego mieszkaniem, to każda rzecz, która w nim się znajduje, o czymś przypomina, z czymś się kojarzy. Mając w ręku jego zdjęcia, dokumenty czy też prace, które teraz oprawiam na wystawę, powracam wspomnieniami do rozmów na ich temat czy też wystaw, na których kiedyś je pokazywał. Niektórzy twierdzą, że w takiej chwili powinno się te rzeczy odstawić jak najdalej, natomiast ja to wszystko odwróciłem, postanowiłem zrobić wystawę głównie z myślą o Arturze.

Czym jest dla Ciebie ta wystawa? Czy jest to może próba oddania hołdu i uczczenia pamięci o nim, czy też może jeszcze coś innego? 

Ta wystawa, mimo że nosi nazwę „Father and son – Thoughts” nie była wcześniej planowana i będzie poświęcona głównie pracom Artura. Na pewno będzie miała formę retrospektywy, chociaż niepełnej. Nie będę pokazywał mojego przekroju 45-lecia działalności, bowiem to zostanie wyeksponowane w Centrum Polsko-Słowiańskim na Greenpoincie 3 grudnia. W Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark zaprezentuję większość obrazów Artura z jego 23 lat działalności. W tym okresie – jak sam kiedyś powiedział – stworzył tak dużo prac, że nie wszyscy artyści mogli tyle zrobić przez całe swoje życie. On zaczął bardzo ostro działać w 1999 roku, gdy miał 18 lat i był w szkole średniej. Miał wówczas różne wystawy na Manhattanie. Właśnie w galerii w Clark chcę pokazać jego obrazy począwszy od tych najwcześniejszych aż do ostatnich. Będzie to tylko malarstwo i w dodatku w dużych formatach na płótnach. W 99 proc. będą to obrazy malowane farbami akrylowymi i olejnymi. Tam nie będzie żadnych fotografii, mimo że ma ich bardzo dużo, ale myślę, że taką wystawę uda mi się zorganizować w przyszłym roku. Podobnie jest, jeśli chodzi o grafikę, rysunki i ceramikę. Mimo że będą tam tylko obrazy, to będzie to olbrzymia wystawa i nie wiem, czy w przeszłości w środowisku polsko-amerykańskim były organizowane tak duże ekspozycje. Polska Fundacja Kulturalna w Clark udostępnia nam nie tylko Skulski Art Gallery, ale również trzy inne pomieszczenia i korytarz. Będzie to przestrzeń, na której chcę pokazać ponad sto kilkadziesiąt prac dużego formatu (ok. 100 na 70 cm) oraz parometrowe, wielkoformatowe sztandary, które Artur również malował. Będą też oczywiście obrazy z morskimi pejzażami oraz z rybami. Tak jak wspomniałem wcześniej, będą również jego najstarsze prace, które być może były już kiedyś pokazywane, np. w Klubie Europa czy też w galerii „Nowego Dziennika”, ale teraz dzięki tej wystawie dostaną one nowe życie. Pojawią się także obrazy, których nigdy nie pokazywał, zwłaszcza te, które namalował po przejściu huraganu Sandy. Mieszkając na Rockaway przeżył ten czas bardzo ciężko, widział wszystko ze swojego okna i był załamany tym, że jego ukochane miejsce zostało tak zniszczone i zdewastowane. Na drugi dzień po przejściu huraganu wyszedł z aparatem i wszystko udokumentował na swoich fotografiach. Od tego momentu zmienił swój styl, w jego twórczości pojawiła się destrukcja, przez co jego obrazy z tego okresu są bardzo mocne. Dlatego też każdy okres jego działalności wymaga pewnych objaśnień, żeby go łatwiej zrozumieć i odebrać. Po przejściu Sandy Artur na jakiś czas przeprowadził się na Richmond Hill, lecz po kilku latach postanowił ponownie wrócić na Rockaway. Okazało się, że dzielnica zmieniła się na niekorzyść. W związku z ciągnącymi się pracami nad umacnianiem nabrzeża nie mógł nawet w pobliżu łowić ryb. Na wystawie pojawią się nieco surrealistyczne i metafizyczne obrazy z tego okresu.  

Artur Skowron – Self portrait (2007 rok) / Foto: ARCHIWUM JANUSZA SKOWRONA

W tytule tej wystawy pojawia się słowo „zamyślenia”, co chyba nie jest przypadkowe, a wręcz bardzo wymowne

Ten tytuł odnosi się do wielu różnych refleksji. Zawiera moje zamyślenie nad czasem przeszłym, zamyślenie nad tym, co ja robiłem i robię, i przede wszystkim zamyślenie nad tym, co tworzył Artur. W tym tytule jest też zawarte przemijanie, bowiem to dotyczy nas wszystkich. Jednak jeśli zostawiasz po sobie jakiś ślad w postaci obrazu i sztuki, to ciągle masz coś do powiedzenia i do pokazania. Wtedy nie przemijasz całkowicie. Ta wystawa to dokumentacja śladu i sensu zaistnienia.

Zorganizowałeś do tej pory setki różnych wystaw, i nie tylko swoich czy też Artura, ale także wielu innych artystów. Podejrzewam, że ta pt. „Father and son – Thoughts” na pewno – pod względem przygotowania – należy do tych najtrudniejszych. Nawet ten podtytuł „Zamyślenia” już sugeruje, że najprawdopodobniej każdy obraz, po który sięgnąłeś, przywoływał jakieś wspomnienia i zadumę. 

Masz rację, to nie było i nie jest łatwe zadanie. To dotyczy nie tylko tej wystawy, ale wszystkich prac Artura. Niedawno musiałem odebrać ponad sto obrazów z wynajętego pomieszczenia, w którym je przechowywał, a w sumie zrobiłem dokumentację i oprawę prawie 300 jego prac. On nie dbał o takie detale, jak podpisywanie obrazów, nadawanie im tytułów, itp., więc musiałem to zrobić sam. Przez to jeszcze bardziej musiałem się nad wszystkim zamyślić i włożyć w to sporo czasu i pracy. 

To nie jest pierwsza Wasza wspólna wystawa, bo sam widziałem ich już kilka. Pamiętasz, ile ich było?  

Wystaw typu „Ojciec i syn” na pewno było już kilkanaście. Zaczęliśmy je robić w 2001 roku. Organizowaliśmy je w wielu miejscach. Czasem było to raz na dwa lata, czasem co roku, a bywało i tak, że w niektórych latach były dwa nasze wspólne pokazy. Ostatni raz wystawialiśmy razem nasze prace w ubiegłym roku w Citibanku na Greenpoincie. Poza tym organizowaliśmy wspólne wystawy w galerii „Kuriera Plus”, w Fundacji Kościuszkowskiej, w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie i wielu innych miejscach. Zamierzam także wiosną przyszłego roku pokazać obrazy Artura w Polsce, w Starachowicach. To mu się należy, ponieważ tam się urodził. Co prawda były tam kiedyś pokazywane jego prace, ale w tylko w ramach zbiorowych ekspozycji. Wiem, że Muzeum w Starachowicach czeka na indywidualną wystawę Artura. Wtedy też zamierzam wydać katalog z jego pracami, z opisem dorobku artystycznego, z recenzjami i z biografią. Tak więc mam teraz dużo pracy, przez co oczywiście zaniedbuję trochę swoje malarstwo, i praktycznie w ostatnim czasie, prócz dwóch małych drobiazgów, nic nie zrobiłem. Okazało się jednak, że Artur zostawił sporo pędzli, farb, ołówków, płótna, papieru oraz farby drukarskiej do grafiki. Tego nie mogę wyrzucić i traktuję to jakby przekazał mi dodatkową pracę, zadanie domowe do odrobienia, jakby chciał, żebym tymi materiałami zrobił coś lepiej, niż potrafię.

Artur Skowron – Autoportret (2000 r.) / Foto: ARCHIWUM JANUSZA SKOWRONA

A więc można powiedzieć, że w ten sposób Artur będzie teraz malował i tworzył Twoimi rękami. 

Coś w tym na pewno jest.

Analizując Wasze prace odnoszę wrażenie, że jednak w ostatnich latach Artur wpływał nieco na Twoją twórczość, ponieważ w pewnym momencie ograniczyłeś rysowanie różnych masek i abstrakcyjnych stworów, a skierowałeś się bardziej w stronę ryb, które z kolei dominują w jego pracach.

Myślę, że i tak, i nie. Na temat ryb nakierował mnie przede wszystkim Czesław Karkowski, który kiedyś powiedział, że ciągle rysuję maski, więc dobrze by było, żeby pomyśleć może o jakichś zwierzątkach. Oczywiście to nie jest moja tematyka, ale jako że wraz z Arturem jeździłem łowić ryby, więc okazjonalnie zaczęły się one pojawiać w moich pracach. Co prawda ja rysowałem ryby, których nie ma, a których wyobrażenie powstawało w mojej głowie, natomiast Artur malował takie ryby, jakie łowił. On twierdził, że jako prawdziwy wędkarz nie może ich zniekształcać, ponieważ musi być w zgodzie z naturą. Jego praca magisterska dotyczyła Winslowa Homera, artysty marynistycznego, który malował morze i tematy związane z wędkarstwem. Artur w tej pracy posiłkował się swoimi ilustracjami. Oczywiście są w niej zawarte obrazy Homera, ale głównie bazował na swoim doświadczeniu, stąd ten realizm w jego twórczości i dominacja tematów związanych z rybami. Wracając do twojego spostrzeżenia dotyczącego wpływu Artura, to muszę stwierdzić, że teraz rysując ryby jego ołówkami często odnoszę wrażenie, że czuwa nade mną i patrząc z góry mówi: „Tato, to jeszcze nie jest skończona praca”. Często dochodzę do momentu, w którym – tak jak wcześniej bywało – zakończyłbym pracę, podpisał rysunek, zawerniksował i odłożył. A teraz rysując jego ołówkami mam wrażenie, że muszę coś tam jeszcze dodać, dorysować wodę i je bardziej dopieścić, urealnić. Poprzez taką pracę i jego narzędzia prowadzę z Arturem pewnego rodzaju rozmowę. Mam nadzieję, że po zakończeniu wystawy w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark oraz grudniowej ekspozycji w Centrum Polsko-Słowiańskim na Greenpoincie będę miał zdrowie oraz dużo czasu na rysowanie i malowanie, by wykorzystać te wszystkie materiały, które pozostawił mi Artur. 

Wystawa „Father and son – Thoughts” będzie też pewnego rodzaju powrotem Artura do Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, zresztą bardzo wymownym, ponieważ z tego, co się orientuję, właśnie tam zaczął on publicznie pokazywać swoje talenty i działalność artystyczną.

To na pewno będzie symboliczna i bardzo ważna wystawa z tego punktu widzenia, bowiem wiosną 1999 r. swoją indywidualną wystawę w Skulski Art Gallery poświęciłem mojemu ojcu, który zmarł parę miesięcy wcześniej. Wówczas na wernisażu na fortepianie zagrał Artur wraz młodszym bratem Miłoszem. Teraz w tym samym miejscu nie będzie gry Artura, ale pojawią się jego prace, natomiast na saksofonie zagra Krzysztof Medyna, co dla mnie jest bardzo ważne i ma ogromne znaczenie. Tak więc w pewnym sensie, jeżeli chodzi o działalność Artura, to w tym miejscu, w tej galerii, zamyka się pewne koło z nim związane. W dodatku na tej wystawie pojawią się jego prace z 1999 r., kiedy to zaczął je podpisywać i pokazywać publicznie. Żeby to jeszcze bardziej podkreślić – mimo że tam postanowiłem pokazać głównie jego prace – to wśród nich znajdzie się kilka moich, właśnie z tej wystawy sprzed 23 lat, żeby ten łącznik był jeszcze bardziej wyrazisty. 

Tak więc wystawa zapowiada się bardzo interesująco. 

Zarówno my, jak i Tomasz Szybowski, jeden z prezesów Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, chcemy, żeby to była duża i ciekawa wystawa, oraz żeby odwiedziło ją jak najwięcej Polaków i Amerykanów. Mietko Rudek zaprojektował piękne zaproszenia, a swoją obecność zapowiedział m.in. konsul Mateusz Gmura, a także Wielki Marszałek Parady Pułaskiego 2022 Marcin Luc oraz Krystyna Tomaszewska. Jak już wspominałem, na wernisażu będzie nam przygrywał Krzysztof Medyna, a więc wszystko zapowiada się bardzo ciekawie i uroczyście. 

Wernisaż zaplanowany jest na sobotę, 24 września, natomiast do kiedy będzie można tę wystawę oglądać?

Oficjalnie potrwa ona przez pięć tygodni, czyli do końca października, ale jeżeli galeria nie będzie miała nic przeciwko, i nie będzie tam kolejnej ekspozycji, to prace te mogą tam zostać nieco dłużej, tym bardziej że zarówno dla nas, jak i osób, które znały Artura, to będzie wyjątkowa wystawa. W dodatku obrazy, które będą tam pokazane – Artura, jak i moje – raczej nie pojawią się na grudniowej wystawie na Greenpoincie, więc warto będzie obejrzeć obie. Poza tym prace te będą wystawione na sprzedaż. Podczas wernisażu oczywiście będziemy wraz z Anią, moją żoną, opowiadać o poszczególnych obrazach. Pokażemy także krótkie filmiki o życiu i działalności Artura, przez co w takiej formie będzie on obecny na tej wystawie. Dzięki temu niektórzy będą mogli także bliżej go poznać.

Rozmawiał Wojtek Maślanka

Artur Skowron, – Landscape (2015 rok) / Foto: ARCHIWUM JANUSZA SKOWRONA

Janusz Skowron urodził się w Kolbuszowej (1958 r.). W latach 1977-1981 studiował sztukę w Instytucie Wychowania Artystycznego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (dyplom z grafiki u Danuty Kołwzan-Nowickiej w 1983 r.). Od 1989 r. mieszka i pracuje w Nowym Jorku. Brał udział w ponad 300 wystawach indywidualnych i zbiorowych, m.in. we Francji, Niemczech, Danii, na Ukrainie, Czechach, Węgrzech, w Chinach, Korei Południowej, Stanach Zjednoczonych i w Polsce. Od wielu lat promuje w Nowym Jorku sztukę artystów z Polski i nie tylko. Uprawia malarstwo, grafikę, ilustrację, rysunek i fotografię.

Artur Skowron (1982-2022). Polsko-amerykański artysta, muzyk, poeta i pedagog urodził się w Starachowicach. Od 1990 roku mieszkał w Nowym Jorku. Ukończył z wyróżnieniem High School of Art & Design. Studiował sztukę w Queens College, gdzie uzyskał tytuł magistra edukacji artystycznej. Artur wystawiał swoje prace na dwudziestu wystawach indywidualnych i ponad czterdziestu wystawach zbiorowych w Stanach Zjednoczonych i Azji, i Europie. Artur był członkiem Emotionalism Art Group i Rockaway Artist’s Alliance. Uprawiał malarstwo, grafikę i fotografię czarno-białą. Jego pasją było wędkarstwo.

Autoportret ze złowioną rybą (2009 r.) / Foto: ARCHIWUM JANUSZA SKOWRONA

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY