New York
82°
Sunny
5:36 am8:27 pm EDT
5mph
69%
30.07
SunMonTue
91°F
95°F
97°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Publicystyka
Wywiady

Trąbka, która wygrywa szczęście

04.08.2023
Jerzy Porębski gra na trąbce podczas festiwalu New York Shanties 2010 w Centrum Polsko-Słowiańskim na Greenpoincie

„Janusz Kędzierski był wielkim przyjacielem mojego męża Jurka. Kiedy w ubiegłym roku usłyszał, że otrzyma ode mnie jego trąbę, był bardzo wzruszony. Jestem przekonana, że ta trąbka trafi w najbardziej właściwe ręce i na pewno przyniesie mu szczęście“ – mówi Helena Porębska.

Helena Porębska pośród kwiatów przed domem Krystyny Zolli w Tewksbury Township, NJ

Przyjechała Pani do Stanów Zjednoczonych z ważnego powodu. W ubiegłym roku zobowiązała się Pani do zrealizowania pewnej ważnej decyzji. Proszę opowiedzieć co to za decyzja.

Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś daje słowo, coś obiecuje, to powinien się z tego wywiązać. W 2022 roku, 1 października, w Ogródku Żeglarskim Janusza Kędzierskiego w DiMeglio Marina na Brooklynie, spotkałam się z grupą miłych żeglarzy, którzy znali mojego męża Jura Porębskiego i wsparli finansowo stworzenie jego rzeźby. 23 lipca 2022 roku, na placu Rybaka w Świnoujściu, przy Muzeum Rybołówstwa Morskiego, odsłonięto pomnik króla polskiej szanty – Jerzego Porębskiego. Jurek zmarł 18 sierpnia 2021 roku w wieku 82 lat. Autorem pomnika odlanego w brązie jest prof. Robert Sobociński.

Janusz Kędzierski, były komandor Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku, przyjaźnił się z Jurkiem. Podobnie jak Jurek, również gra na trąbce. Ponieważ dowiedziałam się, że Januszowi ktoś uradł trąbkę, więc podczas tego pamiętnego spotkania powiedziałam: „Za rok znowu przyjadę do Stanów Zjednoczonych, spotkamy się w Ogródku Żeglarskim i wówczas ofiaruję Januszowi Kędzierskiemu trąbkę mojego kochanego Jurka. Biorę was za świadków i proszę, abyście mnie przypilnowali, żebym spełniła tę obietnicę“. Dałam słowo i teraz to słowo stanie się rzeczywistością. Otóż jestem w Stanach Zjednoczonych, mam tę trąbkę i przekażę ją Januszowi. Jej wręczenie miało się odbyć 22 lipca, ale niestety, wydarzenie to zostało przełożone z powodu śmierci Bogusi Chochlińskiej, żeglarki mocno związanej z Polskim Klubem Żeglarskim w Nowym Jorku, która od wielu lat mieszkała z mężem w Kanadzie. Ostatecznie więc Janusz otrzyma trąbkę 5 sierpnia.

A więc znowu usłyszymy dźwięk trąbki w Ogródku Żeglarskim na Brooklynie.

Jestem tego pewna. To wspaniałe miejsce. Dla mnie tym bardziej bliskie, że w 2022 roku Janusz nazwał je Ogródkiem Żeglarskim imienia Jerzego i Heleny Porębskich. To mnie jeszcze bardziej zmobilizowało, aby w tym roku przyjechać i wręczyć Januszowi trąbkę mojego Jurka. Janusz Kędzierski był wielkim przyjacielem Jurka. Znali się ponad 30 lat. Janusz też gra na trąbce. Jako młody chłopak grał w orkiestrze, a teraz gra solo. Kiedy w ubiegłym roku usłyszał, że otrzyma ode mnie trąbę Jurka, był bardzo wzruszony. Jestem przekonana, że ta trąbka trafi w najbardziej właściwe ręce i na pewno przyniesie mu szczęście.

Jurek grał na wielu instrumentach, niektórzy nawet twierdzili, że na wszystkich. Mieliśmy okazję doświadczyć tego również w Stanach Zjednoczonych podczas festiwali piosenki żeglarskiej i różnych koncertów w jego wykonaniu. Czy pozostałe instrumenty też Pani przekaże w dobre ręce?

Długo zastanawiałam się, co zrobić z tym sprzętem, który jest w naszym w domu w Świnoujściu. Jurek grał na pianinie, gitarze (zostały cztery), trąbce (są trzy), saksofonie (jest jeden), banjo (jest jedno) i na buzuki. Buzuki wręczę naszemu wspólnemu przyjacielowi, który też jest profesjonalnym muzykiem i był wielkim miłośnikiem twórczości Jurka oraz jego przyjacielem. Nie chcę na razie zdradzać jego nazwiska, bo on o tym jeszcze nie wie. Wręczę mu to buzuki podczas tak zwanego Koncertu Zaduszkowego, który odbędzie się w listopadzie w Świnoujściu. Koncert ten zostanie zorganizowany w tym roku po raz trzeci. Jest to bardzo wzruszające dla mnie, że władze Świnoujścia, a głównie prezydent miasta, ten koncert organizują. W przyszłym roku kolejnemu muzykowi, przyjacielowi Jurka, wręczę jego gitarę.

Muszę też powiedzieć, że w hotelu Trzy Wyspy w Świnoujściu, na piątym piętrze, powstaje Keja Jerzego Porębskiego. Będzie to specjalne miejsce. Już dobiega końca realizacja tego projektu. Właśnie dla tej Kei przekażę część sprzętu muzycznego, który Jurek zostawił po sobie. Zostaną tam umieszczone wszystkie inne pamiątki, najbardziej drogocenne, najpiękniejsze, które już przekazałam. W tym hotelu, też na piątym piętrze, już działa Bar Keja imienia Jurka.

Kiedy wraca Pani do Polski? Przy okazji proszę zdradzić, czy zdarza się Pani słuchać utworów w wykonaniu Jurka, czy wciąż promuje Pani jego twórczość.

Nie wyobrażam sobie, aby było inaczej. Jurek wciąż jest ze mną. Do Polski wracam15 sierpnia. W dniach od 1 do 3 września w Świnoujściu odbędzie się po raz 38. Festiwal Wiatrak, który w 2022 roku został nazwany imieniem Jerzego Porębskiego. Port Jachtowy w Świnoujściu też został nazwany jego imieniem. Bardzo jestem z tego dumna i szczęśliwa, że mój mąż tak wspaniale został uszanowany i doceniony.

W tym roku koncerty odbędą się w muszli koncertowej na promenadzie. Jest to świetny pomysł. Na promenadach – a mamy ich w Świnoujściu aż trzy – przebywa zawsze mnóstwo turystów. Na najstarszej promenadzie jest muszla koncertowa, bardzo piękna, w której w tym roku różne zespoły i artyści będą prezentować piosenkę morską i żeglarską. Na pewno przyciągną wielu widzów.

Przeczytałem sporo informacji o tym festiwalu i o jednym z głównych artystów w nim występującym, czyli o Jurku Porębskim. Będzie to świetna okazji do pojawienia się na scenie  wielu przyjaciół Jurka i zaprezentowania jego niezapomnianych utworow, jak chociażby „Gdzie ta keja“ czy „Barmanka z Vancouver“.

Oczywiście. Wystąpi nasz wspólny kolega z Kanady Arek Wlizło, który zawsze występował podczas festiwali piosenki szantowej w Stanach Zjednoczonych. Będzie też Jacek Jakubowski, który również koncertował w Stanach. No i wystąpi Ryszard Muzaj, wielokrotny uczestnik festiwali piosenki szantowej na Greenpoincie, które wtedy organizowała Elżbieta Sawicka, była komandor Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku. 

Jurek Porębski był naukowcem, ale także jednym z filarów polskiego ruchu szantowego. Należy się cieszyć, iż została doceniona jego praca i twórczość i że tak wspaniałe są tego efekty. Szkoda, że już nie możemy usłyszeć autorskich utworów w jego wykonaniu.

Jurek kochał ludzi. Mam wrażenie, że on w ogóle nie miał wrogów. Znaliśmy się i byliśmy razem ponad pół wieku i nigdy nie słyszałam, aby kiedykolwiek o kimkolwiek źle powiedział.

Byłam dyrektorem Domu Kultury Słowianie w Świonoujściu, miałam kontakt z ludźmi w różnym wieku. Oczywiście były różne problemy, ale nie mówiłam o tym nikomu. Jedynie kiedy przychodziłam z pracy do domu, wspominałam o nich Jurkowi, czasami się złościłam. A on mi mówił: „Po co się złościsz, moja droga, przecież tacy są ludzie. Trzeba im wybaczać“. Jak się ma przy sobie taką osobę, to te wszystkie złości są nieważne, odchodzą. Tym bardziej że złoszczenie się nie ma sensu, ludzi nie zmienimy.

Jurek występował w tylu miejscach, pamiętamy go i będziemy pamiętać. Zawsze grał na gitarze i śpiewał, ale też kochał trąbkę. Grał na tej trąbce, jeśli tylko to było możliwe. Wiem też, że grał nawet na statku na rzece Missisipi.

To jest opowieść niczym bajka. Oboje z Jurkiem przylecieliśmy po raz pierwszy do Stanów ponad 30 lat temu. Jeden z jego amerykańskich przyjaciół, muzyk jazzowy – bo Jurek kochał jazz od lat studenckich – powiedział mu wtedy, że najpiękniejszy jazz grają zespoły w Nowym Orleanie. Podkreślił, że muzykę jazzową grają zespoły nawet podczas kilkugodzinnych rejsów po rzece Missisipi. Jurek to kupił. Potem wielokrotnie powtarzał, że on też kiedyś chciałby zagrać na rzece Missisipi.

Dzięki przyjaciołom amerykańskim udało mi się w końcu zorganizować wyjazd do Nowego Orleanu. Miałam wówczas okazję wreszcie posłuchać na żywo zespołów, które grają rewelacyjnie muzykę jazzową. Wybraliśmy się w rejs po rzece Missisipi, który trwał prawie 6 godzin. Płynęliśmy statkiem, który był tak zbudowany, że przypominał stary parostatek. Niesamowite wrażenie robiło koło napędowe sprzed stu lat.

Po zjedzeniu pysznej kolacji na pierwszym pokładzie udaliśmy się na czwarty pokład, gdzie grał zespół nowoorleański. Na niebie uśmiechał się księżyc i błyszczało mnóstwo gwiazd. Czuliśmy się wspaniale. Kiedy zespół zrobił sobie przerwę, Jurek podszedł do muzyków. Po chwili wrócił i wręczył mi dwie płyty. „To są płyty tego zespołu“ – powiedział.

Po kilku minutach znowu poszedł do tych muzyków. Nagle słyszę słynną melodię zespołu nowoorleańskiego “When all the saints go to heaven”, w tłumaczeniu polskim „Kiedy wszyscy święci idą do nieba“. Był to ulubiony utwór Jurka. Pobiegłam po schodkach na górny pokład, patrzę, a to Jurek gra ten utwór na trąbce, z zespołem. Skąd miał trąbkę? Otóż Jurek zawsze miał przy sobie ustnik do trąbki, aby ćwiczyć, kiedy nadarzy się taka okazja. No bo żeby zagrać dobrze na trąbce, to trzeba mieć bardzo mocne wargi. Dzięki temu, że miał ustnik, mógł pożyczyć trąbkę od muzyka z zespołu i zagrać. Otrzymał za to swoje granie ogromne brawa.

Ale to jeszcze nie wszystko. Zespół zagrał utwór jazzowy, a Jurek nagle zaczął śpiewać po polsku. Wymyślał słowa do melodii, które opisywały to, co działo się na statku i to, co Jurek odczuwał. Śpiewał: „moim marzeniem było popłynąć po rzece  Missisipi i właśnie to marzenie się spełniło. Przepiękne niebo, gwiazdy świecą, a ja jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, bo mogę tutaj być, grać na trąbce i śpiewać dla was…“.

Kierownik zespołu powiedział do osób zgromadzonych na pokładzie: „Z dalekiej Polski przyleciał Jery Porebski, aby specjalnie dla państwa zagrać na trąbce i zaśpiewać“.

Jakiś czas później, podczas koncertu w Świnoujściu, Jurek opowiadał o tym, że miał to szczęście, iż był w Nowym Orleanie, że pływał po rzece Missisipi i grał na statku na trąbce, co było jego wielkim przeżyciem. I dodał: “Proszę sobie wyobrazić, że to wszystko załatwiła moja żona. I jak takiej żony mam nie kochać!“. Ja powtarzam słowa Jurka, bo czegoś takiego się nie zapomina.

A czy pamięta Pani, skąd u Jurka wzięła się ta wielka miłość do trąbki?

Jurek skończył studia na wydziale biologii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, ze specjalizacją oceanografia. Potem zdobył tytuł doktora oceanografii. Jako naukowiec pływał na statkach rybackich po wszystkich oceanach i morzach. Kiedy był studentem, regularnie uczestniczył w zajęciach ogniska muzycznego, w klasie trąbki. Była to owocna nauka, bo potem grał pięknie na trąbce. Był jedynym szantymenem, jedynym muzykiem i piosenkarzem, który śpiewał piosenki morskie i żeglarskie i grał na trąbce. „Pierwsza trąba szantowa“ – tak był często nazywany.

Na koniec opowiem o najważniejszym dla mnie momencie związanym z trąbką. Kiedy jeszcze nie byliśmy małżeństwem, ale już byliśmy po słowie, Jurek grał na trąbce w różnych klubach. Zawsze, kiedy wchodziłam do klubu, a Jurek mnie zobaczył – żeby nie wiadomo co grali – przerywał wspólne granie i na trąbce grał dla mnie utwór „Only You“, Jest to wielki przebój grupy popowej The Platters, która powstała w roku 1953 w Los Angeles.

Każdemu mężczyźnie życzę takiej fantazji, jaką miał Jurek. Tyle lat byliśmy małżeństwem i nigdy nie mieliśmy żadnych problemów damsko-męskich, a przecież Jurek miał mnóstwo wielbicielek, nie tylko w Polsce. Ja zawsze byłam przy nim, bo on chciał, aby tak było. Nigdy nie wstydził się tego, aby pokazać, że jestem dla niego ważna i aby powiedzieć, że mnie kocha. A to jest bardzo ważne w związku dwojga ludzi.

Rozmawiał Janusz M. Szlechta

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner