Szokująca decyzja Sądu Najwyższego nastąpiła w czasie zbliżających się wyborów prezydenckich i mocno rozkręconej kampanii, w której kandydaci mają za sobą pierwszą, najwcześniejszą w historii, debatę.
Wiesław Cypryś
Trzy dni przed obchodami Święta Niepodległości – powstania niezależnego państwa, będącego kolebką demokracji – Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych wydał druzgocącą w skutkach obecnie i w przyszłości decyzję, która w niewyobrażalny sposób zmieni sprawowanie władzy przez prezydenta i jego odpowiedzialność za niezgodne z prawem akty i postanowienia.
Stosunkiem głosów 6 do 3 sędziowie obdarzyli Donalda Trumpa immunitetem broniącym go przed oskarżeniami, które stawia mu prokuratura w kilku procesach związanych z jego rolą w utrudnianiu pokojowego przekazania władzy: podburzaniem swoich zwolenników do szturmu na Kapitol 6 stycznia 2021 roku, gdzie odbywała się oficjalna ceremonia podpisania dokumentu zdającego urząd nowemu prezydentowi, szerzeniem kłamstw związanych z fałszowaniem wyborów przez obóz kontrkandydata, wystawieniem nieprawdziwych elektorów, głosujących za nim, a nie za zwycięzcą.
Szokująca decyzja Sądu Najwyższego nastąpiła w czasie zbliżających się wyborów prezydenckich i mocno rozkręconej kampanii, w której kandydaci mają za sobą pierwszą, najwcześniejszą w historii, debatę. Konsekwencje sędziowskiego orzeczenia spowodują przesuwanie procesów, które toczą się przeciwko Trumpowi, tak długo, aby do nich nie doszło przed elekcją. Jeżeli Trump ją wygra, doprowadzi do ich anulowania i nie dopuści do wytoczenia mu następnych, bo jako prezydent z immunitetem nie będzie mógł być sądzony i za przestępstwa, których już się dopuścił i których dokona w przyszłości.
Czym kierowali się sędziowie, którzy obdarzyli byłego prezydenta immunitetem? Uzasadnienie większości najwyższej instancji Temidy – głosujących zgodnie z partyjną linią, w tym wszyscy asygnowani przez Trumpa – jest pokrętne, naszpikowane banałami, przypominającymi komunistyczną nowomowę, i aż nie chce się wierzyć, że pochodzi od wykształconych, nieprzeciętnie inteligentnych sędziów. Przeanalizowałem opinię przewodniczącego SN Johna G. Robertsa i trudno mi było znalezć logiczny sens poza nieustannie powtarzającymi się zwrotami „oficjalne postępowanie” i „oficjalny akt”. Sędzia Roberts argumentował, że były prezydent zwolniony jest z odpowiedzialności karnej, gdy spełniał obowiązki służbowe. Mówiąc krótko, wszystko, co robił i co zaniechał zrobić, należało do oficjalnych aktów.
Idąc tropem myślenia Robertsa, zachęta Trumpa, żeby jego zwolennicy szturmowali Kapitol, to oficjalny akt. Bezczynne siedzenie w Białym Domu i śledzenie w telewizji, co dzieje się w budynku, gdzie odbywało się zatwierdzenie wyborów, i na zewnątrz, gdzie tłum jego wściekłych popleczników krzyczał „powiesić Mike’a Pence’a”, a współpracownicy błagali go, żeby wezwał zmechanizowane oddziały policji i Gwardię Narodową, to oficjalny akt. Nóż w kieszeni się otwiera.
W tym momencie należy odpowiedzieć na opinię sędziego Robertsa, którą, moim zdaniem, skompromitował siebie i sędziów z nim głosujących. Bez wątpienia przejdzie ona do historii jako jedna z najbardziej haniebnych wydanych przez sędziów Sądu Najwyższego i w ogóle przez jakikolwiek organ wymiaru sprawiedliwości.
Jak widzą ją sędziowie wyrażający sprzeciw – najlepiej obrazuje uzasadnienie Soni Sotomayor: „Zlecenie Navy SEAL przeprowadzenie zabójstwa politycznego przeciwnika? Immunitet. Zorganizowanie militarnego zamachu w celu utrzymania władzy? Immunitet. Wzięcie łapówki w zamian za ułaskawienie? Immunitet, immunitet, immunitet”.
Znając posunięcia Trumpa w czasie pierwszej kadencji, strach pomyśleć, jakich może się dopuścić, gdy powierzy mu się prezydenturę po raz drugi. Trzeba pamiętać, że grzechów głównych, za które wytoczono mu procesy, dopuścił się, gdy nie miał tarczy ochronnej w postaci immunitetu. To jak bezkarny będzie się czuł po ponownym objęciu urzędu?
Ktoś powie, że sędziowie obdarzyli go immunitetem za posunięcia oficjalne, więc nie będzie mógł rządzić po dyktatorsku. Nic bardziej mylącego. Sędziowie SN nie wyszczególnili, jakie posunięcia do nich należą, a jakie nie, więc będzie można podciągnąć pod te pierwsze wszystkie, jakie będzie chciał. I to będzie stanowić największe zagrożenie dla demokracji i de facto przekazanie władzy królowi.