New York
43°
Cloudy
6:58 am4:30 pm EST
4mph
54%
30.28
WedThuFri
61°F
45°F
48°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Społeczeństwo
Opinie i Analizy

Za jakie grzechy

08.09.2022
Bóg nie wybrał Ameryki na swego chłopca do bicia. Wybrali ją ludzie, którzy rywalizują w konkurencji, kto więcej, dosadniej i błyskotliwiej skrytykuje jej wady FOTO: PEXELS

Czy Bóg wymierza Ameryce karę? – zatrzymałam wzrok na intrygującym tytule w serwisie informacyjnym. Zdaniem autora, Amerykanina od lat mieszkającego na Bliskim Wschodzie, jak najbardziej. Dowody boskiej wściekłości na kraj, który sypie się z każdej strony i na każdym kroku, dostajemy niemal co dzień.

Eliza Sarnacka-Mahoney

Czy Bóg wymierza Ameryce karę? – zatrzymałam wzrok na intrygującym tytule w serwisie informacyjnym. Zdaniem autora, Amerykanina od lat mieszkającego na Bliskim Wschodzie, jak najbardziej. Dowody boskiej wściekłości na kraj, który sypie się z każdej strony i na każdym kroku, dostajemy niemal co dzień.

Ameryka, zaczyna wyliczanie autor, jest w ostatnich latach bezlitośnie linczowana przez wszelkiego rodzaju żywioły – w tym roku są to rekordowe upały, tornada i powodzie. Życie codzienne w USA też nigdy nie było większym wyzwaniem. Przygniata nas największa w krajach rozwiniętych plaga biedy i bezdomności, w tym wśród dzieci, mamy najgorsze rokowania zdrowotne, największe zadłużenie konsumenckie oraz dług studencki, o skali dysfunkcji obecnego rządu nawet nie wspominając. Być może jest, a być może nie ma związku, ale pandemia, kolejny wyraz niezadowolenia Boga z Ameryki, także rozjechała Amerykę nieporównanie gorzej niż inne państwa i regiony.

Co się jednak dziwić, konkluduje autor, Bóg karze adekwatnie do winy, a Ameryka zawiniła ogromnie. Z ziemi obiecanej zmieniła się w ziemię jałową. Z kraju równych szans zmieniła się w kraj największych nierówności. Wyładowania boskich piorunów muszą uderzać w Amerykę najmocniej, bo inaczej nie byłoby po prostu sprawiedliwie.  

Nie kłócę się z ani jedną krytyką Ameryki zawartą w tekście. Sama od lat biję na alarm w związku z tutejszymi społecznymi i politycznymi bolączkami. Jedyne, z czym się nie zgadzam, to – bagatela! – główne przesłanie tekstu. Tym dziwniejsze, że stawia je człowiek zamieszkały w części świata, gdzie boski gniew od dawna leje się nieprzerwanym deszczem, a końca tego oberwania chmury nie widać.  A co z Ukrainą, na którą od pół roku spadają prawdziwe bomby, nie tylko boski gniew pod postacią zbyt wysokiego czynszu czy długu studenckiego? Co z południem Europy, które się tego lata dosłownie usmażyło w historycznych upałach? Co z częściami Afryki, gdzie śmiercią głodową zagrożone są już dziesiątki milionów ludzi? Co choćby z naszą własną Polską? Tam gniew Boży nie dociera? No to sięgnę po przykład pierwszy z brzegu – „wyskoczył” mi dzisiaj rano po odpaleniu internetowej gazety. Oto hierarchowie polskiego Kościoła właśnie podzielili się z narodem wynikami pewnej ankiety. Zdaniem 100 tysięcy polskich katolików polski Kościół funkcjonuje w rzeczywistości kompletnie oderwanej od realiów dzisiejszego świata. Nie rozumie i nie odzwierciedla ani przekonań, ani potrzeb swoich (jeszcze) wiernych, wobec czego najmłodsze pokolenia na potęgę oddają kościelne legitymacje i mamy w krainie nad Wisłą najniższą od czasów chrztu Polski religijność w tym przedziale wiekowym. Za jakie grzechy, dobry Boże? – lamentuje polski episkopat i nawet francuski reżyser megapopularnej w Polsce komedii pod takim właśnie tytułem nie potrafi dopomóc. Chyba się nie mylę odczytując te zawodzenia jako sprzeciw przeciwko pewnej konkretnej Bożej karze, wymierzonej za pewne konkretne przewinienia? 

Doskonale rozumiem motywy autora. Rozumiem tok jego myślenia, rozumiem styl jego patrzenia. Przypomina mi okoliczności ze strzelnicy, z jaką miałam do czynienia na lekcjach z przysposobienia obronnego (obowiązkowych) w liceum w schyłkowych latach PRL-u. Należało położyć się na ziemi, przystawić oko do celownika i strzelić w ciemny tunel, na końcu którego znajdowała się tarcza z celem. Z okiem przy celowniku nie widać było nic, tylko tunel i tylko cel, choć teren przysposobiony na szkolną strzelnicę był bardzo ładny. Wyglądał jak minipark, za ogrodzeniem zaś wiła malownicza uliczka z zadbanymi kwietnikami i niebrzydką, jak na tamte lata, zabudową.

Rozumiem, bo sama jestem winna podobnych, kasandrycznych w wydźwięku praktyk, jeśli chodzi o komentowanie amerykańskiej rzeczywistości. To efekt zawężonego pola widzenia. Ogólnoświatowego, niezależnego od faktycznego miejsca zamieszkania, amerykocentryzmu. To pułapka, którą sobie sami zmontowaliśmy i do której dobrowolnie wchodzimy. Pułapka wyśrubowanych, nierealnych oczekiwań wobec wybranego kraju, które mogłyby się spełnić jedynie wtedy, gdyby kraj ten zamieszkiwali nie normalni ludzie, a istoty skrajnie różne od innych homo sapiens. Cudowny gatunek wolny od naczelnych wad ludzkości: nieskażony cieniem chciwości, ni żądzy władzy, krystalicznie uczciwy, bezwarunkowo altruistyczny oraz zorientowany wyłącznie na społeczne dobro, w ramach którego także rozumnie i odpowiedzialnie gospodaruje zasobami naturalnymi planety.  

Taka Ameryka nie istnieje i nigdy nie istniała. Prawdziwa Ameryka rzeczywiście ma dziś do rozwiązania masę problemów, z którymi wiele państw radzi sobie dużo lepiej. Nigdzie jednak nie jest idealnie, nie jest nawet „wystarczająco dobrze”. Jeśli zaś pandemia i ekokatastrofa to efekty boskiego gniewu, to gniew ten spada na całą planetę jednakowo.  

Bóg nie wybrał Ameryki na swego chłopca do bicia. Wybrali ją ludzie. Wytykanie jej palcami, czerpanie sadystycznej przyjemności z jej nieszczęść i porażek to dziś międzynarodowe pret-a-porter. W blasku fleszy trwa wyścig, kto więcej, dosadniej i błyskotliwiej skrytykuje jej wady. 

Prawdziwym nieszczęściem dla Ameryki i prawdziwym, godnym ubolewania precedensem jest to, że ona sama zaczyna w swoje upośledzenie wobec innych wierzyć. Najmłodsze pokolenia Amerykanów mają już tak obniżone poczucie wartości, że pierwsze wyrywają się do odpowiedzi, iż Ameryka jest dla reszty świata „szkodliwa”. Precedensem jest fakt, że amerykańska klasa rządząca, z zapiekłością godną lepszej sprawy, wykorzystuje ten narodowy negatywizm do swych gierek politycznych i z równie bezprecedensowym poczuciem nieodpowiedzialności za przyszłość „buduje” ją opierając się na poczuciu beznadziei oraz jawnej, balansującej już dziś na granicy gotowości do walki zbrojnej, wrogości wobec członków ugrupowań polityczno-kulturowych innych od własnego.

Bóg nie wymierza Ameryce kary. Bóg wymierza karę nam wszystkim za to, jak jesteśmy wobec siebie okrutni, cyniczni i bezlitośni. Że siedząc na tej samej, tykającej bombie wciąż bardziej interesuje nas, w jaki sposób możemy osłabić sąsiada, niż go dowartościować, podnieść na duchu i wzmocnić dla wspólnego dobra. Jedynej przyszłości, jaka ma sens.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY