New York
39°
Clear
7:03 am4:28 pm EST
5mph
50%
30.2
MonTueWed
48°F
55°F
57°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Publicystyka
Turystyka
Społeczeństwo
Polonia

Zachodnia Ameryka widziana z bliska (cz. 1.)

13.08.2022

Spotkaliśmy się na lotnisku w Las Vegas, w stanie Nevada, we wtorek, 12 lipca. Przewodnik czekał tu na przylatujących z różnych miejsc członków grupy. Kiedy już wszyscy dotarli, pojechaliśmy do The D Las Vegas Casino Hotel. W 25-piętrowym hotelu czekało na nas sześć dwuosobowych pokoi. I tak rozpoczęła się wyprawa na zachód Ameryki.

Nasza grupa liczyła 12 osób. Przewodnikiem i kierowcą był Czesław Dębosz z Manhattanu. Z Warszawy przyleciała rodzina Makosów: Piotr (producent filmowy), jego żona Karolina (funkcjonariuszka warszawskiej policji), córka Zofia i syn Aleksander (studenci Uniwersytetu Warszawskiego). Z Nowego Jorku dotarli: małżeństwo Barbara i Jan Lewczukowie, Alfreda Gabańska oraz Jerzy Borkowski, do którego dołączyła córka Monika, która mieszka na stałe w Krakowie. Z Florydy doleciała podróżniczka Barbara Ślimakowska. No i ja z Wallington, w stanie New Jersey.

NIESAMOWITA FREMONT STREET

We wtorek wieczorem udaliśmy się na Fremont Street, przy której stoi nasz hotel. Tutaj jest pasmo klasycznych kasyn, hoteli, restauracji i sklepów. Aby przyciągnąć więcej turystów z dala od The Strip w centrum Las Vegas, stworzono Fremont Street Experience. Ogromne miejsce rozrywki jest domem dla Viva Vision – spektakularnego pokazu świateł i muzyki. Od 4th Street cała Fremont Street jest zadaszona. Oryginalny, półokrągły dach, zawieszony 27 metrów (90 stóp) nad ziemią, jest pełen światła, wygląda jak ekran w kinie. Pojawiają się na nim różne atrakcje: przesuwające się chmury, biegnące dinozaury czy toczące się kamienie. Pod dachem biegną liny, na których zawieszają się ludzie i fruną z ogromną prędkością od jednej stacji do drugiej. Chętnych jest wielu, bo jest to niesamowite przeżycie dla odważnych.

Fremont Street od 4th Street jest pokryta dachem. Wieczorem zaczyna tętnić życiem

Ulicą przechadzają się, najczęściej w parach, piękne dziewczyny. Można powiedzieć, że bardziej są rozebrane niż ubrane. Chętnie pozują do zdjęć. No i do późna w nocy rozbrzmiewa tu muzyka. Uwagę turystów przyciągają liczni uliczni grajkowie. Niektórzy całkiem dobrze się prezentują. Na scenie przy końcu Fremont Street dobrego rocka grał zespół Alter Ego. Natomiast na głównej scenie, tuż przy hotelu The D, przez kilka godzin grał Tony Marques Band. Ten czteroosobowy zespół plasuje się na szczycie, jeśli chodzi o zespoły country-rockowe w Las Vegas. Kierujący zespołem Tony Marques zaczął występować na scenie ponad 25 lat temu i jest głęboko zakorzeniony w muzyce country. Zespół ten występuje na tej scenie pięć razy w tygodniu i zawsze przyciąga ogromną liczbę widzów. Wstęp na koncert jest bezpłatny.

ŚWIATOWA STOLICA KASYN, CZYLI LAS VEGAS

Całą środę poświęciliśmy na oswojenie się z Las Vegas, czyli światową stolicą kasyn. Las Vegas bywa też nazywane „światową stolicą rozrywki“. Większość członków naszej grupy była po raz pierwszy w tym niesamowitym mieście zbudowanym na pustyni.

Do centrum pojechaliśmy piętrowym  autobusem turystycznym. Autobusy te mają stałą trasę i kursują co kilkanaście minut. Wyruszyliśmy sprzed naszego hotelu The D i jechaliśmy Casino Center Boulevard, a dalej,  prawie do końca, Las Vegas Boulevard, który prowadzi przez Las Vegas Strip. Po drodze podziwialiśmy mnóstwo hoteli i kasyn, supernowoczesnych, stojących po obu stronach ulicy. W Las Vegas Strip działa 19 z 25 największych hoteli na świecie pod względem liczby pokoi (w sumie jest to ponad 67 tys. pokoi). Charakterystyczną cechą Las Vegas Strip jest różnorodność architektoniczna. Nowoczesne hotele, kasyna i restauracje uczyniły z miasta popularny cel podróży dla gości z całego świata.

Statua Wolności na tle kasyn w Las Vegas. Z prawej – hotel i kasyno New York New York

Wysiedliśmy w pobliżu lotniska. Przy pięknej tablicy witającej turystów w Las Vegas zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia. Oglądaliśmy kasyna z bliska, do kilku weszliśmy do środka: Caesars Palace, Via Bellagio i Flamingo.

Wielokrotnie byłem w Atlantic City – mieście kasyn w stanie New Jersey, ale… w Atlantic City jest jedynie cząstka tego, co widzieliśmy w Las Vegas. Tutaj kasyno jest obok kasyna. Budynki są nowoczesne, wspaniale zaprojektowane i już z daleka robią wrażenie. A architektura wnętrz po prostu zapiera dech. Liczba maszyn do grania i korzystających z nich osób również.

Wieczorem, przed kasynem Mirage, obejrzeliśmy wspaniały pokaz sztucznych ogni. Najpierw zobaczyliśmy płonącą wodę spływającą z niewielkiego progu, a potem z basenu tryskały płonące fontanny. Takie pokazy są prezentowane codziennie w okresie letnim.

KANION ZA KANIONEM, CZYLI CUDA NATURY

Celem naszej wyprawy było zbliżenie się do natury, poznanie autentycznych krajobrazów ukształtowanych przez naturę w zachodniej części Stanów Zjednoczonych, jakich próżno by szukać w metropolii nowojorskiej. Dominują tutaj krajobrazy pustynne, które zapierają dech w piersiach.

Czwartek, 14 lipca. O godzinie 9 rano wyjechaliśmy z Las Vegas do Parku Narodowego Bryce Canyon, położonego na Wyżynie Kolorado, w południowo-zachodniej części stanu Utah. Nasz przewodnik siedział za kierownicą kilka godzin. Po drodze zatrzymaliśmy się w Red Canyon. Majestatyczny Czerwony Kanion pobudza wyobraźnię ludzi. Ta sangwiniczna formacja skalna, otoczona strzelistymi sosnami Ponderosa, jest jednym z najbardziej znanych zabytków Utah. Ogromne wrażenie robią dwie formacje skalne w kształcie łuku, przez które przejeżdżają samochody.

Bryce Canyon w stanie Utah widziany z Sunset Point, czyli punktu zachodzącego słońca

Park Narodowy Bryce Canyon został utworzony 15 września 1928 roku. Jego obecna powierzchnia wynosi ponad 145 km kw. Na obszarze parku zamieszkiwali Indianie z plemienia Pajutów. Pierwsi Europejczycy przybyli tutaj w drugiej połowie XIX wieku. W 1874 r. założyli miasteczko Clifton, do którego rok później przybył osadnik Ebenezer Bryce wraz z rodziną. Wkrótce przeprowadził się w górę rzeki, gdzie wybudował kilkukilometrowy kanał irygacyjny oraz drogę, która umożliwiała mu lepszy dostęp do okolicznych lasów i kończyła się na krawędzi kanionu. Lokalna ludność zaczęła nazywać go kanionem Bryce’a. Choć Ebenezer Bryce wraz z rodziną w 1880 r. przeprowadził się do Arizony, ta nazwa przylgnęła do kanionu na dobre.

Najpierw zatrzymaliśmy się na platformie Sunrise – czyli tam, gdzie wstaje słońce, a potem na dalszej, gdzie słońce zachodzi. Podziwialiśmy bajecznie kolorowe, skalne kominy, robiliśmy zdjęcia.

Na nocleg pojechaliśmy do miasteczka Page, położonego w północnej części stanu Arizona, niedaleko granicy z Utah. Miasteczko jest usytuowane w pobliżu tamy Glen Canyon Dam oraz Jeziora Powella.

Wejście do Kanionu Antylopy

Piątek, 15 lipca. Śniadanie zjedliśmy w Rodeway Inn at Lake Powell Hotel w miasteczku Page. Potem udaliśmy się do Kanionu Antylopy – nazywanym również Kanionem Korkociągu – na terenie rezerwatu Indian Navaho. Na zewnątrz wydaje się niewielki, nie robi większego wrażenia, zwłaszcza jak już zobaczyliśmy tyle pięknych terenów pustynnych. Po wejściu do środka ten cud natury zachwyca spektaklem świateł w jego wąskich korytarzach i grotach wyrzeźbionych wśród skał. Nasz przewodnik, Indianin Nitito, opowiadał o historii tego kanionu. Zachęcał do robienia zdjęć w miejscach, które – jego zdaniem – były najciekawsze. Wędrowaliśmy wśród tych kolorowych, pokręconych skał pół godziny.

Kanion Antylopy zwiedzali (od lewej): Janusz Szlechta, Barbara Lewczuk, nasz kierowca i przewodnik Indianin Nitito, Jan Lewczuk, Monika Borkowska i jej ojciec Jerzy Borkowski    
FOTO: CZESŁAW DĘBOSZ

Potem pojechaliśmy zobaczyć inny cud natury – Monument Valley. Po drodze zatrzymaliśmy się w jednym z najbardziej atrakcyjnych miejsc w Arizonie – Horseshoe Bend (Końska Podkowa). Tutaj Colorado River, płynąca od jeziora Powell wprost do Kanionu Kolorado, zakręca w malowniczym Glen Canyon tworząc niepowtarzalny kształt podkowy. Stojąc na krawędzi urwiska, widzieliśmy kanion wraz z przepięknie zawijającą się rzeką Kolorado wokół gigantycznej skały. Niestety, nie ma żadnej trasy prowadzącej w dół i nie można tym samym zejść do rzeki.

Horseshoe Bend (Końska Podkowa) na Colorado River, w malowniczym Glen Canyon w stanie Arizona

Monument Valley (Dolina Pomników) usytuowana jest na wyżynie Kolorado, na granicy stanów Utah i Arizona; w całości na terenie rezerwatu Indian Navaho.

Dolina, mimo swej nazwy, nie jest tak naprawdę doliną, lecz obszarem, na którym erozja eoliczna stworzyła formy skalne w postaci ostrych iglic, kominów czy wież. Formy skalne, od podstawy do wierzchołka, mają wysokość do 300 m, a ich podstawa leży na średniej wysokości 1855 m n.p.m. Powierzchnia całkowita parku wynosi 372 km kw. Czerwona barwa skał spowodowana jest występowaniem piaskowców. Oglądaliśmy te skały z kilku miejsc widokowych. Ogromne wrażenie robią te strzeliste formacje skalne w różnych odcieniach czerwieni.

To tutaj nakręconych zostało wiele westernów. W centrum turystycznym jeszcze do niedawna była ławeczka, na której lubił  przesiadywać – podczas kręcenia filmów – słynny aktor John Wayne. Została tylko tabliczka informująca, że w tym właśnie miejscu bywał.  

ÓSMY CUD ŚWIATA

Sobota, 16 lipca. Po śniadaniu wyruszyliśmy drogą stanową 64 do Las Vegas. Naszym głównym celem na trasie było dotarcie do Wielkiego Kanionu Kolorado. Po przyjeździe do turystycznego miasteczka Grand Canyon Village ruszyliśmy na spacer. Z kilku punktów widowkowych, między innymi Desert Point i Mother Point, podziwialiśmy głęboki kanion. Stojąc na jego krawędzi obserwowaliśmy imponujący krajobraz, który tworzą ogromne przestrzenie skalne niespotykane w żadnym innym regionie.

Przełom rzeki Kolorado jest arcydziełem przyrody, przez wielu uważany za ósmy cud świata. Miejsce to odwiedza co roku ponad 6 milionów turystów. To jedno z najbardziej spektakularnych miejsc na Ziemi, którego widok zapiera dech w piersiach. Kanion Kolorado rozciąga się na długości 443 km. Jego szerokość waha się od 500 m do prawie 30 km. Średnia głębokość oscyluje w granicach półtora kilometra. Jego maksymalna głębokość sięga 1857 m. Można tu znaleźć skamieliny rozmaitych roślin i  zwierząt, na przykład dinozaurów. Kanion znajduje się na północy stanu Arizona, na terenie utworzonego w 1919 r. Parku Narodowego Wielkiego Kanionu. Jest jednym z najstarszych parków narodowych w Stanach Zjednoczonych. W 1979 r. trafił na listę światowego dziedzictwa kulturowego i naturalnego UNESCO. Pierwsza ekspedycja do Wielkiego Kanionu odbyła się w roku 1869. Przewodził jej John Wesley Powell i to on nadał kanionowi obowiązującą do dzisiaj nazwę.

Potem pojechaliśmy do miasteczka Tusayan i tam, w kinie w centrum dla turystów, obejrzeliśmy film dokumentalny o historii Grand Canyon. W pobliżu jest lotnisko, z którego startują heliptery z turystami. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się polecieć helikopterem nad kanionem, ale…  niestety, od pewnego czasu loty zostały wstrzymane.

Dalej, w kierunku Las Vegas, jechaliśmy przez pewien czas słynną Route 66. Kiedy przejechaliśmy most pamięci Mike’a O’Callaghan-Pata Tillmana na rzece Kolorado, i znaleźliśmy się już w stanie Nevada, zatrzymaliśmy się, aby zobaczyć Hoover Dam, czyli słynną zaporę Hoovera. Do Las Vegas jest stąd 48 km.

Zapora Hoovera na rzece Colorado, na granicy stanów Nevada i Arizona

Zapora Hoovera znajduje się na granicy Nevady i Arizony, w Czarnym Kanionie rzeki Kolorado. Została zbudowana podczas Wielkiego Kryzysu, w latach 1931-1936. Jest to konstrukcja betonowo-modułowa o wysokości 221,4 i długości 379 m. Istotną rolę w jej budowie odegrał Herbert Hoover, początkowo sekretarz handlu, a potem prezydent USA. Zapora na początku nosiła nazwę Boulder Dam.  W 1947 r. Kongres USA postanowił zmienić nazwę tego miejsca i uhonorować byłego prezydenta.

Tama Hoovera była najwyższą i najpotężniejszą tamą na świecie do 1948 r. Moc generowana z niej pomaga wspierać energetycznie Nevadę, Kalifornię i Arizonę. Dzisiaj zapora Hoovera jest narodowym zabytkiem i pozostaje najwyższą betonową zaporą łukową w Stanach Zjednoczonych. Jest również wymieniana jako jeden z siedmiu nowoczesnych cudów inżynierii lądowej w Ameryce.

POLSKI PUNKT W DEATH VALLEY

Niedziela, 17 lipca. Trzy godziny jechaliśmy z Las Vegas do Death Valley (Doliny Śmierci), położonej już w stanie Kalifornia. Najpierw udaliśmy się na punkt widokowy Zabriskie Point, znajdujący się na północno-wschodnim zboczu Gór Czarnych, na wschód od Doliny Śmierci. Punkt ten jest dedykowany amerykańskiemu biznesmenowi, który miał polskie korzenie.

Christian Brevoort Zabriskie urodził się w Fort Bridger na terytorium Wyoming. Rodzina Zabriskich wywodziła się od Albrychta Zaborowskiego (Albert Zabriskie), polskiego emigranta z Angerburga (Węgorzewa) w Prusach Książęcych, który osiadł w New Jersey w 1662 r. W1885 r. Christian B. Zabriskie podjął pracę w Pacific Coast Borax Company. Firma ta prowadziła wiele operacji związanych z boraksem między innymi w rejonie Death Valley. Ostatecznie został wiceprezesem i dyrektorem generalnym firmy i pełnił tę funkcję przez 36 lat, aż do przejścia na emeryturę w 1933 r. Trzy lata później zmarł. Kiedy obszar ten stał się Pomnikiem Narodowym Doliny Śmierci, ten szczególny punkt nazwano jego imieniem w dowód wdzięczności za to, że poświęcił wiele lat w służbie dla Pacific Coast Borax Company.

W Visitor Center obejrzeliśmy film dokumentalny o Death Valley. A potem pojechaliśmy do tej doliny. Park Narodowy Doliny Śmierci (Death Valley National Park) ma powierzchnię 13 628 km kw. Obejmuje kamienną pustynię, która znajduje się 86 m poniżej poziomu morza. Przypomina o tym specjalna tablica zawieszona na jednej z pobliskich gór. Cechą charakterystyczną doliny jest wysoka temperatura powietrza dochodząca do 50 stopni Celsjusza (122 stopnie Fahrenheita), a czasami nieco więcej. Nasz termometr pokazał 52 st. Celsjusza. Dolina Śmierci wypełniona jest popękaną, zasoloną skorupą. Jest tu kilka ciekawych formacji skalnych, wąwozów i pagórków. Woda występująca w Dolinie Śmierci jest bardzo zasolona i niezdatna do picia.

Z Death Valley wyruszyliśmy w kierunku San Francisco. Jechaliśmy przez lasy i góry Sierra Nevada. Wieczorem dotarliśmy do miasteczka Mammoth Lakes, w pobliżu Parku Yosemite.

DWA PODEJŚCIA DO YOSEMITE PARK

Poniedziałek, 18 lipca. Do Yosemite National Park w środkowej Kalifornii dojechaliśmy o godzinie 10 rano. Niestety, ranger nie wpuścił nas. Stwierdził, że nie mamy specjalnej rezerwacji, a jest bardzo dużo turystów chcących zwiedzić park, więc musimy przyjechać około godziny 4 po południu. Pojechaliśmy więc nad słone jezioro Mono Lake, a potem udaliśmy się do pobliskiego miasteczka Lee Vining. Według oficjalnych danych liczy ono 398 mieszkańców. Zwiedziliśmy ciekawe muzeum, w którym prezentowane są m.in. samochody i narzędzia, jakie wykorzystywali do pracy osadnicy kilkadziesiąt, a nawet sto lat temu. W restauracji zjedliśmy obiad.

O godzinie 2:30 po południu wjechaliśmy do Yosemite National Park. Niestety, ze względu na roboty drogowe staliśmy prawie godzinę w korku na drodze. Potem już było tylko dobrze.

Park Narodowy Yosemite położony jest na zachodnich zboczach gór Sierra Nevada. Zajmuje powierzchnię blisko 3030 km kw. (747 956 akrów). W 1984 r. został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jest najbardziej znany ze względu na granitowe urwiska, wodospady, czyste potoki i skupiska mamutowców olbrzymich (sekwoi). Ponad 95 procent powierzchni parku stanowią tereny nienaruszone przez człowieka. Najniższy szczyt na terenie parku ma  648 m, a najwyższy 3997. Jest to siedlisko dla 160 gatunków zwierząt zagrożonychwyginięciem. Największą atrakcją jest Yosemite Valley o powierzchni około 18 km kw. Dolinę tę otaczają strome, niemal pionowe i poprzecinane licznymi wodospadami skały sięgające nawet 1500 m, których poszarpane szczyty ostro odcinają się na tle nieba. Jedną z nich jest El Captain.

Na dojazd z Parku Yosemite do San Francisco potrzebowaliśmy 3,5 godziny. O godzinie 10 wieczorem zameldowaliśmy się w hotelu w pobliżu portu.

ALCATRAZ I TRAMWAJ LINOWY – SYMBOLE SAN FRANCISCO

Wtorek, 19 lipca. Cały dzień poświęciliśmy na zwiedzanie San Francisco. Pierwotna hiszpańska nazwa miasta brzmiała Yerba Buena, co oznacza „dobre zioło” lub „dobra trawa”. Miasto położone jest na półwyspie otoczonym przez Ocean Spokojny i Zatokę San Francisco, a jego cechą charakterystyczną są liczne wzgórza oraz kręte  i strome ulice. Zbudowane zostało na 43 wzgórzach. Ma też ciekawą historię i architekturę, tak więc jest co oglądać.

Zobaczyliśmy ratusz – siedzibę władz miasta w dzielnicy Civic Center, tuż obok ścisłego centrum. Jest on jednym z najlepszych przykładów stylu architektonicznego zwanego amerykańskim renesansem. Jest też budowlą bardzo monumentalną. Ratusz ten ma piątą w kolejności największą kopułę na świecie. Zwiedziliśmy też Old Mission Dolores – gdzie narodziło się miasto i gdzie 17 września 1987 r. złożył wizytę papież Jan Paweł II. Oczywiście odwiedziliśmy też Chinatown – najstarszą dzielnicę chińską w Ameryce Północnej.

Pasażerowie wsiadają do tramwaju na stacji przy Powell St. i Market St. Jest to ostatni tramwaj linowy w San Francisco i na świecie

Ale przede wszystkim  opowiem o trzech miejscach i wydarzeniach, które najbardziej utkwiły mi w pamięci.

W San Francisco wciąż przyciągają i urzekają turystów tramwaje liniowe. Są one wręcz symbolem miasta. A to dlatego, że jest to ostatni działający na świecie system ręcznie sterowanej kolejki linowej. Spośród 23 linii powstałych pomiędzy 1873 a 1890 rokiem, trzy funkcjonują do dzisiaj. Wagony  napędzane są za pomocą specjalnej liny zainstalowanej pod powierzchnią torowiska. Motorniczy, korzystając ze specjalnej przekładni mechanicznej, wpina i wypina wagonik ze znajdującej się w ciągłym ruchu liny napędowej.

Zabytkowe tramwaje (Cable Cars) tak naprawdę kursują tylko wzdłuż trzech linii: California-Van Ness, Powell-Hyde oraz Powell-Mason. Linie tramwajowe, aby ułatwić orientację w terenie, zostały nazwane dokładnie tak, jak nazywają się główne ulice, wzdłuż których kursują Cable Cars. Mieszkańcy San Francisco bardzo rzadko korzystają z tego zatłoczonego i raczej powolnego systemu transportu. Zdecydowanie wolą autobusy, zwykłe tramwaje szynowe, rowery, Ubera lub inne systemy transportu. Wśród 7 milionów pasażerów rocznie jeżdżących tramwajami zdecydowaną większość stanowią turyści.

My pojechaliśmy linią Powell-Hyde. Ponad pół godziny czekaliśmy w kolejce na początkowym przystanku, u zbiegu ulic Powell Street i Market Street, aby wsiąść do tramwaju. Kiedy wagonik z jazgotem wjeżdżał i zjeżdżał wzdłuż ulicy, podziwialiśmy motorniczego, który świetnie sobie radził z jego prowadzeniem. Mieliśmy też okazję zobaczyć przepiękną panoramę miasta.

Lombard Street – najbardziej zakręcona ulica w San Francisco

Wysiedliśmy na przystanku w pobliżu ratusza. A potem odbyliśmy spacer Lombard Street, wręcz kultową ulicą w północnej części San Francisco. Jeden odcinek na osiedlu Russian Hill, między Hyde i Leavenworth Street, jest znany jako najbardziej poskręcana ulica na świecie. Na tym odcinku o długości 400 metrów (1/4 mili) ulica ma osiem ostrych zakrętów. Znajduje się tu 12 kamienic. Dla ich mieszkańców jest to jedyna droga dojazdowa do domu. Dla bezpieczeństwa obowiązuje tu ruch jednokierunkowy (tylko jazda w kierunku wschodnim, w dół) oraz ograniczenie szybkości jazdy do 8 km na godzinę (5 mil). Odcinek został oddany do użytku w 1923 r. Jest wykonany z czerwonej cegły.

Przejście tą ulicą wymaga dużej odwagi. Budzi też wielkie emocje, bo trzeba zachować ostrożność i równowagę, aby się nie przewrócić. Kiedy szliśmy, mijały nas samochody. Podziwialiśmy kierowców, którzy musieli zachować ogromną czujność za kierownicą.

Inną, równie poskręcaną ulicą w San Francisco, jest Vermont Street między 20th a 22nd Street, niedaleko od San Francisco General Hospital. Serpentyna na tej ulicy składa się z siedmiu zakrętów i jest położona w mniej malowniczym miejscu.

Na wyspie Alcatraz w San Francisco było więzienie. Mroczna legenda Alcatraz wciąż przyciąga turystów

Po południu wsiedliśmy na statek pasażerski i wyruszyliśmy w rejs „Bridge 2 Bridge”. Statek popłynął najpierw w kierunku słynnego mostu Golden Gate, a potem zawrócił i popłynął do Bay Bridge. Dwukrotnie przepłynęliśmy obok słynnej wyspy Alcatraz. To tutaj znajdowało się najbardziej znane więzienie w Stanach Zjednoczonych i być może na całym świecie, które działało w latach 1934-1963. W tym więzieniu spędził pięć lat słynny gangster Al Capone. Założył tu zespół zwany Rock Islanders. W każdą niedzielę odbywał się koncert, na którym grał na banjo.

Podczas najsłynniejszej próby ucieczki więźniów z Alcatraz, która miała miejsce 11 czerwca 1962 r., trzech uciekinierów (Frank Morris oraz bracia John i Clarence Angilowie) zdołało wydostać się za mury więzienia. Przeprowadzono zakrojone na szeroką skalę poszukiwania, aby odnaleźć zbiegłych więźniów. Stróże prawa byli pewni, że odnajdą ich ciała, ale nigdy im się to nie udało. Nigdy też nie wyjaśniono do końca, czy więźniowie rzeczywiście uciekli. Mroczna legenda Alcatraz wciąż przyciąga turystów.

Dokończenie za tydzień

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

CO GDZIE KIEDY