Gubernator stanu Nowy Jork Kathy Hochul zaproponowała zniesienie stanowego podatku dochodowego od napiwków do wysokości 25 tys. dolarów rocznie. Projekt, wzorowany na zmianach w federalnym kodeksie podatkowym wprowadzonych przez administrację prezydenta Donalda Trumpa, ma duże szanse na przyjęcie – popierają go zarówno Senat, jak i Zgromadzenie stanowe.
Propozycja wpisuje się w szerzej popieraną politykę „no tax on tips”, która zdobyła dwupartyjne wsparcie w trakcie kampanii prezydenckiej w 2024 r., m.in. ze strony Trumpa i Kamali Harris. Zwolnienie z podatku oznacza jednak ubytek dochodów publicznych – według szacunków stan straci około 200 mln dolarów w ciągu czterech lat.
Dodatkowe konsekwencje finansowe odczuje także Nowy Jork jako miasto, które prognozuje straty na poziomie 239 mln dolarów w tym samym okresie, w tym 56 mln dolarów już w kolejnym roku budżetowym. Środki te częściowo pokrywają się z funduszami, o które w Albany zabiega burmistrz Zohran Mamdani. Mimo to popiera on projekt, argumentując, że przyniesie ulgę osobom z klasy pracującej.
Eksperci podatkowi i ekonomiści zgłaszają zastrzeżenia, wskazując, że zmiana może być niesprawiedliwa wobec innych nisko opłacanych grup zawodowych, takich jak nauczyciele czy kasjerzy. Ich zdaniem największe korzyści mogą odnieść osoby o średnich i wyższych dochodach. Krytycy ostrzegają również, że nowe przepisy mogą skłaniać pracodawców do zwiększania liczby stanowisk opartych na napiwkach, często z niższą płacą minimalną.
Zmianę popierają organizacje branżowe, w tym National Restaurant Association oraz NYC Hospitality Alliance. Stanowisko związków zawodowych pozostaje niejednolite. Szacuje się, że około dwie trzecie z 320 tys. pracowników otrzymujących napiwki w stanie Nowy Jork mogłoby skorzystać z ulgi podatkowej, choć część organizacji, jak One Fair Wage, wskazuje, że priorytetem powinna być podwyżka płacy minimalnej.
Red. JŁ