Wiceprezydent USA J.D. Vance przed rokiem „trollował” Europę na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa (MSC), natomiast tegoroczne wystąpienie sekretarza stanu Marca Rubia można odczytywać jako próbę uspokojenia sytuacji – powiedział PAP Philip Bednarczyk, dyrektor w German Marshall Fund.
Pytany o sobotnie przemówienie Rubia, rozmówca PAP odpowiedział, że sekretarz stanu „wykonał dobrą robotę, jeśli chodzi o nakreślenie wizji (amerykańskiej – PAP) administracji wobec Europy oraz roli Ameryki w kwestiach cywilizacyjnych”.
– Wiedzieliśmy, że Rubio będzie dyplomatyczny. W Kongresie (USA – PAP) potrafił zawsze występować stanowczo, ale elokwentnie – ocenił Bednarczyk, były starszy doradca ds. Europy w komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów USA.
– Odczuwalna ulga (wśród krajów europejskich po wystąpieniu Rubia – PAP) nie wynikała z tego, że Rubio wygłosił wspaniałe przemówienie, a raczej z faktu, że oczekiwania wobec stanowiska administracji względem Europy były w Monachium bardzo niskie, zwłaszcza po wydarzeniach z ostatnich tygodni i miesięcy, głównie wokół kwestii Grenlandii – sprecyzował.
Bednarczyk był na MSC także przed rokiem, gdy wydarzenie zdominowała debata na temat konfrontacyjnego wystąpienia, jakie na Konferencji wygłosił Vance. – Nie byłem pewny, czy była to oficjalna polityka administracji wobec Europy, czy osobiste stanowisko Vance’a. Było w tym też trochę prowokacji, trollowania Europejczyków – ocenił rozmówca PAP.
– Dwa lata temu, jeszcze jako senator, Vance na korytarzach w Monachium rozmawiał głównie o Ukrainie. Pojawił się tu rok później, już jako wiceprezydent, i wygłosił bardzo ostre przemówienie. To była mieszanka jego wizji oraz pewnej prowokacji. Tymczasem Rubio i ministerstwo obrony (USA – PAP) prezentują inne podejście, które nie do końca współgra z podejściem Vance’a – zaznaczył ekspert GMF.
W jego ocenie po stronie Partii Republikańskiej i w otoczeniu prezydenta USA Donalda Trumpa istnieją podziały w sprawie podejścia do Europy.
Jak przekonywał ekspert, część Republikanów może teraz wyznaczać administracji „czerwone linie”. – Sprawa (roszczeń Trumpa wobec – PAP) Grenlandii, szokująca dla Europejczyków, była szokiem także dla niektórych republikańskich liderów w Kongresie, zwłaszcza w komisjach sił zbrojnych Senatu i Izby Reprezentantów. (Dla nich – PAP) to było (pójście – PAP) za daleko, to nie ich styl – ocenił Bednarczyk.W jego opinii „głosy europejskie są w Waszyngtonie słyszane, ale to nie one przechylają szalę”. – Kluczowe są głosy amerykańskie, zwłaszcza wpływowych Republikanów. To Amerykanie muszą reagować i wyznaczać granice, choć oczywiście jest dobrze, gdy dzieje się to przy wsparciu Europejczyków – powiedział.
Zdaniem Bednarczyka tegoroczne wystąpienie Rubia „mogło być próbą uspokojenia sytuacji i wyjaśnienia kierunku polityki” USA. – Jeśli administracja widzi erozję zaufania wśród sojuszników, to powinna aktywnie działać, by to powstrzymać, właśnie poprzez dyplomację, koordynację z ambasadami, wizyty, symboliczne i strategiczne decyzje, w tym dotyczące obecności wojsk – dodał.
W kontekście polityki USA wobec Ukrainy Bednarczyk ostrzegł, że możliwy jest scenariusz, w którym Amerykanie przed zaplanowanymi na listopad wyborami połowy kadencji „stracą cierpliwość i wycofają się z negocjacji”. – W takim przypadku Europa musi być gotowa przejąć większą odpowiedzialność i wzmocnić pozycję Ukrainy – powiedział.
Szef amerykańskiej dyplomacji powiedział w sobotę w wystąpieniu na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, że USA nie chcą podziału, ale ożywienia sojuszu transatlantyckiego. – Chcemy, aby Europa była silna i żeby przetrwała – zapewnił, przekonując, że dosadny ton wypowiedzi Trumpa ma na celu pobudzenie i odrodzenie stosunków z Europą. – Podczas gdy nagłówki gazet zapowiadają koniec ery transatlantyckiej, niech będzie jasne dla wszystkich, że nie jest to ani naszym celem, ani pragnieniem – powiedział Rubio, nazywając USA „dzieckiem Europy”, a kraje europejskie „przyjaciółmi”. Podkreślił, że USA będą nadal robić wszystko, aby zakończyć wojnę Rosji przeciwko Ukrainie, ale nie wiedzą, czy Kreml chce tego na poważnie.
Z Monachium Mateusz Obremski (PAP)
mobr/ akl/