New York, NY
54°
Sunny
7:19 am6:00 pm EST
Feels like: 52°F
Wind: 6mph W
Humidity: 79%
Pressure: 30.31"Hg
UV index: 1
11 am12 pm1 pm2 pm3 pm
59°F
63°F
68°F
70°F
72°F
TueWedThuFriSat
63°F / 48°F
66°F / 54°F
73°F / 57°F
77°F / 52°F
66°F / 54°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wywiady
Polonia

Historyczne osiągnięcia polskiej biegaczki Urszuli Musik

13.03.2026

Przebiegła królewski dystans na Antarktydzie i jako pierwsza Polska zaliczyła siedem maratonów na siedmiu kontynentach w ciągu jednego roku. Zdobyła dwie Korony Maratonów Świata i właśnie zaczyna walkę o trzecią. Mieszkająca w Nowym Jorku biegaczka – Urszula Musik, tuż po udzieleniu wywiadu dla „Nowego Dziennika” poleciała do Japonii, gdzie w niedzielę, 1 marca, maratonem w Tokio rozpocznie realizację tegorocznych wyzwań.

***

Na wstępie serdecznie gratuluję niecodziennego osiągnięcia jakim jest ukończenie siedmiu maratonów na siedmiu kontynentach, w dodatku w ciągu jednego roku. Mało tego, jesteś pierwszą Polką, która dokonała tego historycznego osiągnięcia. Jak się z tym czujesz?

Dziękuję bardzo za gratulacje i muszę stwierdzić, że czuję się z tym osiągnięciem bardzo dobrze, czuję się spełniona. Właściwie to w pewnym momencie zaczęłam się obawiać, czy uda mi się tego dokonać ponieważ tuż przed startem odwołano maraton w Kapsztadzie, w Republice Południowej Afryki.

Jednak ostatecznie zaliczyłaś także „Czarny Kontynent”.

To prawie cud, ponieważ prócz tego odwołano także dwa inne afrykańskie maratony, na które byłam zapisana. W dodatku pod koniec roku trudno było mi znaleźć tam cokolwiek. Jednak napisałam list do dyrektora maratonu w Tunezji. Wspomniałam w nim o moim wyzwaniu związanym z siedmioma maratonami na siedmiu kontynentach, oraz że bez Afryki nie uda mi się tego zrealizować. Ostatecznie zostałam bardzo miłe potraktowana przez całą ekipę organizacyjną, która nie tylko zaprosiła mnie do udziału w maratonie w Tunezji, ale nawet otrzymałam w nim bezpłatny udział i cały czas byłam pod ich opieką.

Czyli widać, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Dokładnie tak. W dodatku wydaje mi się, że takie znajomości zostaną na zawsze, poza tym z tego maratonu w Tunezji mam naprawdę bardzo miłe wspomnienia.

Które maratony zaliczasz do tej siódemki na siedmiu kontynentach? Pytam, bo wiem, że w 2025 roku przebiegłaś ich zdecydowanie więcej.

Jeśli chodzi o Azję, to było Tokio i Seul. W Australii zaliczyłam Sydney, a w Europie Berlin i Londyn. W Ameryce Południowej biegłam w Brazylii, a w Północnej – prócz Nowego Jorku, Bostonu i Chicago – były także maratony w Milwaukee i New Hampshire. No i pokonałam trasę na lodowcu, maraton na Antarktydzie. W sumie te siedem kontynentów zaliczyłam w dziewięć miesięcy, od marca do grudnia, bo w całym 2025 roku przebiegłam 15 maratonów, a w całym swoim życiu, od 2018 roku, kiedy zaczęłam brać w nich udział, mam ich już 40 na swoim koncie.

To niesamowite osiągnięcie. Myślę, że ten maraton na Antarktydzie był taką przysłowiową „wisienką na torcie”, bo chyba nie każdy jest w stanie zdecydować się na takie wyzwanie. Jak go wspominasz?

Wspominam go bardzo miło. Właściwie to chciałabym go powtórzyć jeszcze raz. W ogóle wyprawa ta, cały ten wyjazd na Antarktydę, to są dla mnie są niesamowite wspomnienia i przeżycia. Ten maraton był naprawdę walką z samym sobą, zwłaszcza przy pogodzie, jaką mieliśmy, przy silnym wietrze i ogromnym mrozie, który na tym lodowcu cały czas nam towarzyszył. Wydaje mi się, że to było największe wyzwanie, bo fizycznie nie było limitu czasu. Nieważne było, czy ktoś przebiegnie tę trasę w ciągu sześciu czy siedmiu godzin, tylko to, czy przetrwa, czy pokona trasę i te ekstremalne warunki. Ja nie lubię gorąca, więc dla mnie bieg w zimnie był w porządku, no ale jednak ten wiatr trochę dawał nam w kość.

Możesz opowiedzieć jak ten bieg wygląda od strony organizacyjno-logistycznej?

Maraton, w którym wzięłam udział, jest organizowany na Union Glacier, czyli na lodowcu. Tam jest przygotowany tzw. Base Camp, baza, w której spaliśmy w namiotach. Mówię o tym ponieważ na Antarktydę można dopłynąć statkiem wycieczkowym i spać w hotelu. Jednak tak jest od strony Afryki. Natomiast od strony Chile można tam dolecieć samolotem, a wspomniana baza, każdego roku jest tam budowana na nowo. To dlatego, że lodowiec się przesuwa. Poza tym zimową porą jest tam zupełnie ciemno. W związku z tym biegliśmy w porze letniej, kiedy tak naprawdę słońce tam świeci przez 24 godziny na dobę. Mimo tego, w czasie biegu temperatura wynosiła poniżej minus 30 stopni Celsjusza. No i jak już wspomniałam, mieliśmy bardzo silny wiatr dochodzący do prawie 40 km na godzinę. Trasa była wyznaczona tak, że biegliśmy cztery okrążenia po ponad 10 kilometrów. To ze względu bezpieczeństwa ponieważ na lodowcu jest bardzo dużo różnych przepaści i dziur, które się tworzą w lodzie. Poza tym w tym tzw. Base Camp cały czas jest badany wiatr, który też co chwilę się zmienia. Przykładowo, przez pięć kilometrów biegliśmy w jedną stronę i wówczas strasznie świeciło słońce, ludziom było ciepło, a za chwilkę przez drugie pięć kilometrów mocny wiatr wiał nam prosto w twarz. Tak więc nikt nie jest w stanie do końca przewidzieć pogody jaka będzie podczas biegu. Nawet organizatorzy kilka razy przesuwali nam godziny startu maratonu. Dzień wcześniej powiedziano nam, że będziemy biec o siódmej rano. To wszystko tak naprawdę tworzy taką ekstremalną przygodę, bo trasa jest niby wyznaczona, ale wiadomo, że wiatr komplikuje wszystko, zwłaszcza gdy zawiewa śniegiem. Oczywiście w trakcie biegu cały czas wokół uczestników maratonu jeżdżą na skuterach ludzie z obsługi, którzy patrzą czy ktoś nie ma odmrożeń, czy biegacze dobrze się czują, czy nie słabną, itd. Na trasie były dwie stacje wodne, ale mimo tego cały czas wszystko było pod kontrolą, tak by nikt się nie poczuł źle lub nie zgubił, o co wcale nie było trudno. Tak więc generalnie ten maraton to jest wielka przygoda. Poza tym przez złą pogodę zostaliśmy dłużej na Antarktydzie, ponieważ nikt nie mógł nas odebrać. Tam nie ma nawigacji, a samoloty lądują na lodzie. Jeżeli jest zła pogoda, to piloci nie wiedzą, czy widzą chmury, czy też śnieg. Tak więc ze względów bezpieczeństwa, jeśli nie ma odpowiednich warunków atmosferycznych, samoloty tam nie przylatują. W związku z tym siedzieliśmy tam prawie dwa dni dłużej.

Jak słychać, ten bieg był chyba nie tylko najtrudniejszy pod względem wytrzymałościowym, ale i logistycznym. A jeśli chodzi o pozostałe maratony, to który był najciekawszy?

Chyba najbardziej podobał mi się i najciekawszy był bieg w Australii, gdzie byłam po raz pierwszy. Podobał mi się także maraton w Seulu w Korei, ale Sydney chyba było jednym z najciekawszych, zarówno ze względów widokowych jak i nieprzewidywalności. Australia dopiero w ubiegłym roku po raz pierwszy została zaliczona do grona głównych maratonów, dlatego też nikt nie wiedział, jak ten bieg będzie wyglądał, tym bardziej, że jego trasa została zmieniona w porównaniu do lat poprzednich. Tak więc to było bardzo ciekawe doświadczenie, doskonale przygotowana i bardzo ładna trasa oraz świetni kibice.

A który bieg był najtrudniejszy? Czy ten na Antarktydzie, czy może w Afryce, gdzie z kolei chyba jest bardzo gorąco.

W Afryce biegłam w październiku więc wtedy nie było tam aż tak ciepło i ten maraton nie sprawił mi żadnej trudności. Pod tym względem na pewno prym wiedzie Antarktyda, a spośród siedmiu głównych maratonów, to uważam, że Boston ze względu na górki i wzniesienia, po których się biega, nie należy do łatwych.

A jak zaczęła się Twoja miłość do biegania, do maratonów?

Ze sportem jestem związana praktycznie od 4-5 roku życia. Byłam też w szkole podstawowej o profilu sportowym. Poza tym tańczyłam profesjonalnie przez 12 lat. A maratony… Tak naprawdę zaczęłam brać w nich udział w 2018 roku, kiedy przebiegłem swój pierwszy nowojorski maraton. Później w czasie pandemii i tuż po niej udało mi się przebiec dwa lub trzy ultramaratony, w tym najdłuższy mój dystans, który wynosił 100 mil. A wszystko zaczęło się od tego, że kiedyś poszłam do Central Parku kibicować tuż przed metą moim znajomym na nowojorskim maratonie i stwierdziłam, że jeśli inni ludzie mogą, to dlaczego ja nie mogę spróbować? No i zapisałam się na jeden mały bieg, później znalazłam kontakt z Polska Running Team i tak zaczęła się moja historia związana z bieganiem i z tym klubem. A w nim praktycznie każdy bierze udział w maratonach. Poza tym część dziewczyn realizuje wyzwanie związane z zaliczeniem półmaratonów w każdym stanie. Z kolei ja chcę skończyć swoje — maraton w każdym stanie i robię to pomiędzy moim podróżowaniem po świece. Więc jak widać jest sporo osób, które biegają i łączą swoje pasje.

A jak znajdujesz czas, żeby to wszystko ogarnąć i zrealizować? Bo biegasz praktycznie po całym świecie, prowadzisz klub Polska Running Team, w którym jesteś prezesem, no i działasz zawodowo w zupełnie innych branżach jako pielęgniarka i kosmetyczka. Jak Ci się udaje to wszystko pogodzić?

Wydaje mi się — i zawsze wychodziłam z takiego założenia — że czym człowiek ma mniej czasu, tym jest bardziej zorganizowany. Więc prócz prowadzenia swojego zakładu kosmetycznego i pracy jako pielęgniarka znajduję czas na treningi i bieganie. Poza tym w zeszłym roku wróciłam na studia żeby podnieść swoje kwalifikacje. Są one związane ze zdrowiem psychicznym ponieważ w przyszłości chcę także zajmować się dziećmi i osobami dorosłymi po gwałtach. Natomiast jeśli chodzi o organizację mojego czasu to trenuję zazwyczaj rano. Wstaję wcześnie, czasami jest to nawet godzina 3:30 albo 4:00 nad ranem i idę biegać do parku. Później wracam do domu, biorę prysznic, jem śniadanie i jadę do pracy, z której wracam dosyć późno. Czasem jest to godzina szósta wieczorem, innym razem ósma albo jeszcze później. Poza tym mam też różne spotkania związane z klubem i nie tylko. Dlatego też zazwyczaj trenuję rano bo wieczorami różnie bywa z wolnym czasem. A jeśli chodzi o Polska Running Team, to klub ten naprawdę fajnie funkcjonuje i mam w nim dobre wsparcie, bo jak wiadomo, w zarządzie nie jestem sama, i wszyscy się wspieramy i sobie nawzajem pomagamy.

Na zakończenie powiedz jeszcze parę słów na temat swoich planów i kolejnych wyzwań.

Moim kolejnym wyzwaniem jest osiągnięcie tzw. Grand Slam, czyli zaliczenie jeszcze Bieguna Północnego. Właśnie taka możliwość pojawiła się stosunkowo niedawno, bo praktycznie rok czy dwa lata temu ogłoszono, że osoby, które przebiegną Antarktydę, czyli Biegun Południowy i później pobiegną na najzimniejszym maratonie świata, właśnie na Biegunie Północnym, otrzymają tzw. Grand Slam. W dodatku żadna Polka jeszcze tego nie osiągnęła i jest chyba tylko jedna kobieta na świecie, która tego dokonała. Więc takie jest moje marzenie. Poza tym wezmę udział w Mount Everest Marathon, który jest jednym z najtrudniejszych na świecie i muszę się do niego odpowiednio przygotować. Myślę, że to zrealizuję dopiero w 2027 roku, bo w tym mam już kilka maratonów, w których na pewno pobiegnę. Pojawiła się też propozycja wspólnej wyprawy na Antarktydę z Markiem Kamińskim i jego ekipą Polaris, więc zobaczymy też, co z tego wyjdzie. Co prawda to nie jest związane z bieganiem, ale wydaje mi się, że również jest to dość duże wyzwanie. Mam nadzieję, że w 2027 roku uda mi się spełnić te marzenia. A w tym roku pobiegnę w głównych maratonach ponieważ chcę zdobyć moją trzecią gwiazdę lub jak kto woli Koronę Maratonów Świata. Do tej pory żadna Polka tego jeszcze nie osiągnęła. Podobnie jest z udziałem w maratonie w Tokio, gdzie właśnie lecę i po raz trzeci wezmę w nim udział. Tak więc od Japonii zaczynam realizację swoich nowych wyzwań.

Tak więc trzymam kciuki i serdecznie dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję.

Rozmawiał Wojtek Maślanka

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE