New York, NY
59°
Sunny
7:16 am6:04 pm EST
Feels like: 57°F
Wind: 11mph NE
Humidity: 36%
Pressure: 30.36"Hg
UV index: 4
2 pm3 pm4 pm5 pm6 pm
61°F
63°F
63°F
63°F
59°F
SatSunMonTueWed
64°F / 46°F
68°F / 46°F
73°F / 55°F
64°F / 50°F
66°F / 54°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Publicystyka
Wywiady
Społeczeństwo

Michał Listkiewicz: Polonia amerykańska jest the best!

04.10.2025
Michał Listkiewicz był prezesem PZPN w latach 1999-2008

„Składam Państwu najlepsze życzenia z okazji tegorocznej Parady Pułaskiego. Jesteśmy dumni, że mamy tak wspaniałych Rodaków za oceanem, którzy poprzez sport, kulturę, oświatę, niosą polskie tradycje przez kolejne pokolenia” – mówi w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” Michał Listkiewicz, były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Bogata kariera sędziego, a później działacza piłkarskiego sprawiła, że USA odwiedzał Pan w swoim życiu wielokrotnie. Pamięta Pan swój pierwszy przyjazd do Stanów Zjednoczonych?

Po raz pierwszy do USA pojechałem jako młodzieniec – w odwiedziny do stryja, który mieszka w Reno w Nevadzie i jest profesorem na tamtejszym uniwersytecie. Natomiast moje kolejne wyjazdy do Ameryki odbywały się już głównie z przyczyn sportowych. Na początku lat 90-tych XX wieku wybrałem się na wielkie wydarzenie organizowane przez FIFA w Nowym Jorku, gdzie polską delegację przyjęto z dużymi honorami. Gdy tylko mieliśmy przerwy od obowiązków, spędzaliśmy bardzo dużo czasu na spotkaniach z Polonią. Od pierwszych wyjazdów do USA byłem pełen podziwu, jak bardzo piłka nożna potrafiła zjednoczyć polonijne środowisko w Stanach. Z moich obserwacji wynikało, że futbol był jedną z dziedzin życia najbardziej spajających polonijne środowisko w tamtym czasie. Futbol i – oczywiście – kultura, o czym opowiadał mi jeszcze mój tata, który był aktorem i reżyserem, a w latach 70-tych i 80-tych również kilkukrotnie jeździł do USA na występy artystyczne.

Był Pan sędzią podczas mistrzostw świata w Stanach Zjednoczonych w 1994 roku.

Pamiętam z tego turnieju przede wszystkim… straszliwe upały! Bo mecze rozgrywano wtedy o niecodziennych porach, np. o godz. 12 czy 15 lokalnego czasu. Wszystko z powodu transmisji meczów do Europy. Przyznam szczerze, że podziwiałem piłkarzy, bo ja jako sędzia asystent ledwo wytrzymywałem ten skwar! A co dopiero zawodnicy, którzy przecież w trakcie meczów biegali więcej ode mnie…

Dwa lata później – już jako działacz – był Pan też na igrzyskach olimpijskich w Atlancie.

Pojechałem tam jako obserwator sędziów. Tamten turniej olimpijski był wspaniały. Byłem na kilku igrzyskach, ale te w Stanach były zdecydowanie najlepsze pod względem organizacyjnym – absolutny top! Choć zdarzył się też dramatyczny moment – w parku pod hotelem, w którym mieszkałem z żoną, doszło do tragicznego zamachu bombowego. Ale generalnie same zmagania sportowe – a oglądałem niemal wszystkie dyscypliny – były zorganizowane znakomicie.

Na pewno ma Pan na podorędziu jakąś anegdotkę z tamtych czasów.

Jedno zdarzenie wspominam z tamtego okresu… słodko-gorzko. Wybrałem się do Domu Polskiego pod Atlantą, żeby zobaczyć, jak funkcjonuje i odwiedzić Polonię. Pojechałem tam autobusem. Wysiadam i pytam kogoś z „lokalsów”, gdzie ten Dom Polski właściwie jest. Jakaś kobieta odparła, że akurat jedzie w tamtą stronę i zaoferowała, że może mnie podwieźć. Oczywiście po moim akcencie wyczuła, że jestem cudzoziemcem, ale nie powiedziałem jej, że jestem z Polski. I nagle ona do mnie mówi: „Niech pan uważa tam na tych Polaków! Oni mają bardzo mocne piwo! Mój mąż pewnego razu wypił u nich trzy piwa i później musiał odsypiać dwa dni!”. Zdziwiłem się, ale postanowiłem rozwikłać tę zagadkę. Przyjechałem na miejsce i pytam rodaków: „Co wy tu macie za piwo?”. A oni mówią: „Słuchaj, no lejemy po polsku. Do piwa dolewamy wódki!”. Cóż… Amerykanie nie byli przygotowani na takie specjały.

Wróćmy jeszcze na chwilę do 1994 roku. Mundial w USA nie poszedł Panu tak dobrze, jak ten we Włoszech cztery lata wcześniej. Dlaczego?

Faktycznie, w Italii sędziowałem wszystko, włącznie z półfinałem i wielkim finałem, a w Stanach niestety ta przygoda skończyła się szybciej, bo na 1/8 finału i meczu Niemcy – Belgia. Skończyła się nie z mojej winy, a z winy szwajcarskiego sędziego Kurta Röthlisbergera, którego byłem asystentem w tamtym spotkaniu. Kurt totalnie zawalił, popełniał rażące błędy, więc władze FIFA się wkurzyły i całą naszą trójkę sędziowską odesłały do domu. Tu muszę zaznaczyć, że Szwajcar zachował się bardzo honorowo. Do mnie i drugiego asystenta powiedział: „Słuchajcie, to moja wina, że wracamy do domu, więc na mój koszt zapraszam was do Las Vegas i nad Grand Canyon”. I faktycznie zapłacił nam za przelot i za hotel. No, za kasyno w Vegas już nie płacił, wiadomo. Ale wtedy przeżyłem kapitalną przygodę. Lot helikopterem nad Wielkim Kanionem… Coś pięknego.

A Nowy Jork przypadł Panu do gustu?

Oczywiście. Kiedy będąc po raz pierwszy w NY wyszedłem z hotelu, czułem się kompletnie oszołomiony. Wtedy jeszcze w Polsce nie mieliśmy takich wieżowców, więc miałem wrażenie, jakbym grał w jakimś filmie. Poszedłem do Central Parku, usiadłem na trawce, nagle ktoś nieopodal zagrał coś na gitarce, kilku przechodniów rozmawiało po polsku… Zrobiło mi się bardzo miło. Central Park to bez wątpienia moje ulubione miejsce w całym mieście.

Co najbardziej zapadło Panu w pamięci podczas licznych wizyt w USA?

Zdecydowanie ten słynny „luz” Amerykanów. Wszędzie, gdzie pojechałem, ludzie wydawali się bardzo wyluzowani, zupełnie nie byli spięci – przynajmniej z mojej perspektywy. A już najbardziej ujęło mnie to nocne granie w klubach bluesowych, czy nawet na ulicach…

Pan jest wielkim fanem bluesa.

Dokładnie! Więc dla mnie to było coś niesamowitego. Czasami wystarczyło wyjść na ulicę – w Chicago, w Orlando, w Miami, w Nowym Jorku – i nagle z furgonetki wysiadało kilku panów, którzy rozstawiali instrumenty i po prostu grali na chodniku. Gromadził się tłumek, każdy rzucał muzykom po parę „zielonych”. To mnie bardzo ujęło – zwłaszcza poziom muzyków, który był bardzo wysoki.

Odwiedził Pan mnóstwo krajów, więc muszę zapytać – jak amerykańska Polonia prezentuje się na tle polskich mniejszości w innych krajach?

Zdecydowanie najbardziej sympatyczne spotkania mieliśmy zawsze z Polonią amerykańską. Takiej serdeczności nie było praktycznie nigdzie na świecie. Po spotkaniach byliśmy zapraszani do domów, zjeżdżały się całe rodziny, to było coś fantastycznego. Pamiętam, że tak to wyglądało już wtedy, kiedy byliśmy w USA z panem Kazimierzem Górskim. Pan Kazio mi mówił: „Panie Misiu, musimy iść, bo ci ludzie czekali na nas rok, dwa i będzie im przykro, jeśli do nich nie zajrzymy”. Więc nieraz mimo sporego zmęczenia wybieraliśmy się w odwiedziny. I… aż się nie chciało później z tych domów wychodzić!

Na mundialu w 1994 roku zabrakło reprezentacji Polski. A jak Pana zdaniem będzie w przyszłym roku na mistrzostwach, które wspólnie zorganizują USA, Meksyk i Kanada?

Trzeba robić absolutnie wszystko, by Polska zagrała na mundialu. Po pierwsze – jak cię nie ma, to trochę wypadasz z tego „obiegu”. Ale jeszcze ważniejsza jest inna kwestia. Gdyby te mistrzostwa były rozgrywane gdzieś indziej, to może aż tak bym o tym nie trąbił. Ale Stany Zjednoczone to jest największe skupisko Polonii na świecie. Więc wszędzie, gdzie tylko mogę, podkreślam, że dla tych ludzi musimy zagrać na mistrzostwach w 2026 roku. Przecież Polonia czeka latami na takie wydarzenia. Polska musi awansować właśnie dla wszystkich ludzi, którzy czekają, żeby zaśpiewać polski hymn, żeby zobaczyć polską flagę na stadionie, żeby kibicować, ubrać się w koszulki z białym orłem.

Słynie Pan z opowiadania znakomitych anegdot. Może dałby się Pan namówić na przyjazd do USA i spotkania z Polonią?

Akurat doskonale się składa, bo jakiś czas temu napisałem książkę, która zresztą sprzedaje się w Polsce naprawdę znakomicie. Powstał więc pomysł zorganizowania spotkań autorskich ze mną w USA. Planuję coś takiego na maj przyszłego roku. Bardzo lubię takie spotkania, książka jest w zasadzie tylko pretekstem do rozmów z ludźmi, do opowieści o historii polskiego futbolu. A mam ich w głowie wiele. Już teraz zapraszam Czytelników „Nowego Dziennika” na spotkania! Gwarantuję, że będzie ciekawie i bardzo miło.

Na koniec – czy chciałby Pan przekazać coś od siebie naszym Czytelnikom?

Bardzo serdecznie pozdrawiam całą kochaną Polonię amerykańską! Jesteście najlepszymi kibicami polskich sportowców na świecie, po prostu jesteście the best! Od nikogo nasza reprezentacja piłkarska – i nie tylko piłkarska – nie dostaje takiego wsparcia, jak właśnie od Polonii w USA. Ogromnie Wam za to dziękuję. Przesyłam Wam również najlepsze życzenia z okazji największego święta Polonii w roku – Parady Pułaskiego. Jesteśmy dumni, że mamy tak wspaniałych rodaków za oceanem, którzy poprzez sport, kulturę, oświatę, niosą polskie tradycje przez kolejne pokolenia. To naprawdę wzrusza, gdy małe dzieci, urodzone w USA, są ubrane w polskie stroje ludowe i pięknie recytują po polsku, śpiewają polskie piosenki. A gdy polscy sportowcy występują w Stanach Zjednoczonych, to na trybunach stadionów i aren biało-czerwone flagi stanowią zdecydowaną większość. To jest coś cudownego. Serdecznie wszystkich Państwa pozdrawiam!

Rozmawiał Kacper Rogacin

Autor zdjęcia: CC

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE