Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Polonia

„Modeern Freedom”. Nowoczesne spojrzenie na historię

20.05.2026

Ponad osiemdziesięciu artystów i sto prac z kilkunastu krajów Europy Środkowo-Wschodniej można zobaczyć w nowojorskim oddziale Instytutu Pileckiego na wystawie „Modeern Freedom”, której wernisaż odbył się 19 maja. Jest to największa ekspozycja polskiej sztuki współczesnej w Wielkim Jabłku od czasu wystawy „Fifteen Polish Painters” w Museum of Modern Art w 1961 roku. 

***

„Misją Instytutu Pileckiego jest przybliżanie historii Polski, ale także dotyczącej naszej części Europy, zarówno Amerykanom jak i wszystkim gościom oraz turystom, którzy tutaj przebywają. Sztuka jest narzędziem, którym możemy dość szeroko zarysować różne wątki. Na tej wystawie artyści nawiązują do przeżyć, które przywieźliśmy z naszej części świata oraz do doświadczenia dwudziestowiecznych totalitaryzmów, a także do przemian w naszej części Europy oraz dynamicznego rozwoju i sukcesu, który teraz ma tam miejsce” – powiedział „Nowemu Dziennikowi” Piotr Franaszek, dyrektor Instytutu Pileckiego i zarazem jeden z kuratorów wystawy „Modern Freedom”. Dwaj pozostali to Tomáš Koudela i Wojciech Radtke. „Tak więc poprzez sztukę chcemy po prostu pokazać historię i doświadczenie naszej części Europy, ale też troszkę tego, co się na świecie obecnie dzieje, a więc autorytarnych tendencji inwigilacji i rozwoju niekontrolowanych mass mediów” – dodał nasz rozmówca. Wystawa obejmuje około 100 obrazów, grafik, rzeźb, instalacji, projektów multimedialnych i filmów poświęconych pamięci, traumie, odwadze i znaczeniu wolności we współczesnym świecie. „Modern Freedom” analizuje, jak doświadczenia wojny, totalitaryzmów i przemian społecznych wpływają na tożsamość oraz kulturę regionu. „Pokazujemy Europę Środkowo-Wschodnią jako miejsce, w którym powstał jeden z najważniejszych języków współczesności – język pamięci, oporu i wolności, która tutaj nie jest hasłem, lecz procesem, który trzeba stale odzyskiwać, chronić i definiować na nowo” – wyjaśnił Piotr Franaszek.

Kuratorzy wystawy podczas jej tworzenia poruszali się wokół kilku tematów, a ich punktem wyjścia było dwudziestowieczne doświadczenie nazizmu i komunizmu oraz oporu stawianego przez społeczeństwo. Dlatego też wśród prezentowanych prac zauważalne są elementy walki o wolność i demokrację oraz przemian społecznych, co doskonale wyraża m.in. dosyć mocno wyeksponowany ruch „Solidarności”. Odwiedzając wystawę, raczej nie można obojętnie przejść obok dużego napisu „Solidarność” stworzonego przez Grzegorza Klamana z 3000 małych, plastikowych żołnierzyków, czy też fotografii Lecha Wałęsy i jego żony, zrobionej w ich domu przez Chrisa Niedenthala, a przede wszystkim obok jego słynnego zdjęcia przedstawiającego reklamę filmu „Czas apokalipsy” przed warszawskim kinem Moskwa i transporter opancerzony z grupą żołnierzy po wprowadzeniu stanu wojennego. Są też elementy nawiązujące do ruchu feministycznego, a także współczesne wątki związane z opozycją białoruską i wojną na Ukrainie. Tak więc pod kątem różnorodności ekspozycja jest bardzo bogata i ciekawa. Prace są wykonane przez artystów w różnym wieku, przez co przedstawiają różnorakie sposoby postrzegania rzeczywistości, a także walki o wolność oraz prawa obywatelskie i społeczne. Wśród dzieł jest zarówno malarstwo klasyczne i rzeźba, jak i sztuka audiowizualna oraz różnego rodzaju instalacje. Jeden z ukraińskich artystów Serhij Petluk, zbudował wieże strażnicze i strzelnicze, z których są wyświetlane fragmenty ciał. „Są także filmy wideo, więc jest naprawdę dużo ciekawych form, również tych nietypowych, czasami korespondujących, a czasami stojących w kontrze ze sobą” – wyjaśnia dyrektor Instytutu Pileckiego. Dzięki tej różnorodności każdy może znaleźć tam coś interesującego dla siebie.

„Wystawa jest bardzo ciekawa. Zawiera dużo emocji, a także kontrowersji. Myślę, że każdy może tutaj znaleźć różne ciekawe prace oraz instalacje. Ja bardziej skupiłam się na tych związanych z historią i znalazłam kilka takich historycznych oddźwięków czy też opowieści, które mówią o przodkach, o teraźniejszości oraz o przyszłości. Wydaje mi się, że one bardzo pięknie opowiadają tę świadomość Europy Środkowo-Wschodniej, ale też przeżycia historyczne – podkreśliła w rozmowie z 'Nowym Dziennikiem’ uczestnicząca w wernisażu dr Iwona Korga, prezes i dyrektor wykonawcza Instytutu Józefa Piłsudskiego w Ameryce. – Jako historyk łączę to wszystko z jakąś wyjątkową misją Europy Środkowo-Wschodniej i z tymi wszystkimi wydarzeniami historycznymi, które na przestrzeni wieków tam się wydarzyły oraz wpływały nie tylko na Europę, ale czasami nawet na cały świat. Więc ta piękna kolaboracja wszystkich artystów z tych terenów sprawia, że patrzymy na tę płaszczyznę znacznie szerzej. Widzimy nie tylko polski odnośnik, ale szerszą perspektywę. Oczywiście sztuka nowoczesna jest inna od tej konserwatywnej, z którą obcuję na co dzień w Instytucie Piłsudskiego, ale wydaje mi się, że warto ją poznać i zobaczyć. Tak więc myślę, że każdy powinien zawitać do Instytutu Pileckiego i zobaczyć tę wystawę” – podkreśliła nasza rozmówczyni. Na prezes Instytutu Józefa Piłsudskiego największe wrażenie zrobiła ekspozycja prac Roberta Kuśmirowskiego. „Artysta ten bawi się historią i wkomponowuje siebie w różne obrazy z przeszłości. I to zwróciło moją największą uwagę. Fascynujące jest to, że tam trudno odróżnić oryginał od falsyfikatu. Zdjęcia przodków w ramach, które są już trochę zniszczone, czy też obrazy z przeszłości, są dla mnie fascynujące, bo to pozwala spojrzeć na tą przestrzeń historyczną ostatnich stu czy dwustu lat z innej perspektywy. Wydaje mi się, że to jest bardzo odświeżające i warte zobaczenia” – podkreśliła dr Iwona Korga.

Do wspomnianych wcześniej kontrowersyjnych prac na pewno można zaliczyć dzieła nawiązujące do religii i polityki, czy też krótki film Katarzyny Kozyry „Lou Salome, Nietzsche and Rilke”. Podobne odczucia mógł budzić happening odbywający się podczas wernisażu, podczas którego jego uczestnicy starali się wymazać gumką duży autograf Donalda Trumpa stworzony przez Marcela Mališa. Jak powiedział „Nowemu Dziennikowi” słowacki artysta, było to z jego strony zarówno wyrażenie pewnego protestu jak i nawiązanie do podobnej akcji sprzed lat. „Z jednej strony jest to dość bezpośredni manifest polityczny. Z drugiej zaś, nawiązanie do Roberta Rauschenberga i rysunku Willema de Kooninga – podkreślił Marcel Mališ. – Chodzi mi o to, że w 1953 roku Robert Rauschenberg wziął rysunek Willema de Kooninga i całkowicie go wymazał. Miało to miejsce niedaleko stąd, na Fulton Street. Tak więc jest to symboliczne nawiązanie do tego wydarzenia” – wyjaśnił pomysłodawca happeningu. Wymowa tej akcji była wieloznaczna i na pewno każda osoba w niej uczestnicząca, czy też oglądająca wystawę miała swoją interpretację. Okazało się bowiem, że autografu prezydenta Stanów Zjednoczonych nie da się całkowicie usunąć ponieważ na ścianie pozostał czytelny ślad po czarnej farbie, którą ten podpis był zrobiony. Niektórzy uczestnicy wernisażu podkreślali później, że oznacza to, iż Donald Trump jest niezniszczalny i zawsze w miejscu, w którym się pojawia pozostawia po sobie czytelny ślad. Jest to również dowód na to, że kontrowersyjne dzieła również mogą mieć pozytywny wydźwięk i wywoływać różne reakcje i opinie. A jak podkreślił w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” jeden z kuratorów wystawy, ekspozycja „Modeern Freedom” prócz walorów historycznych ma także prowokować do dyskusji. „Prace, które są kontrowersyjne, zmuszają do refleksji i dialogu, na który jesteśmy otwarci i gotowi. Chcemy rozmawiać, chcemy, żeby ta wystawa fermentowała i wciągała ludzi do dyskusji. Zależy nam również na głosach krytycznych, ponieważ właśnie na tym polega wypowiedź” – zaznaczył Wojciech Radtke. Okazji do takich dyskusji i rozmów na pewno będzie wiele ponieważ dyrekcja Instytutu Pileckiego planuje szereg wydarzeń towarzyszących tej ekspozycji. Tak więc w trakcie jej trwania – do 31 sierpnia – odbędzie się wiele debat, wykładów, spotkań i performansów.

Autor: Wojtek Maślanka

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE