New York
79°
Fair
5:41 am8:23 pm EDT
5mph
49%
30.08
SatSunMon
86°F
88°F
84°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Warto przeczytać
Polonia

Pokochał internet z wzajemnością

05.07.2023
Mateusza fascynuje potęga internetu, dzięki której pomaga tradycyjnym firmom rozwijać się w erze cyfrowej FOTO: ARCHIWUM MB

Mateusz Bednara jeszcze w szkole średniej był pewien, że jego drogą życiową jest sport. Niestety, kontuzja kolana pokrzyżowała te plany i wybrał ekonomię. Zanim założył własną firmę, pracował przez kilka lat jako księgowy.

Iwona Hejmej

Z zamiłowania jest historykiem, ale dziś z ogromną pasją odkrywa możliwości internetu i tworzy aplikacje, które pozwalają na wykorzystanie jego potęgi dla budowania biznesu swojego i innych przedsiębiorców. „Droga, która doprowadziła mnie do założenia firmy, była pod wieloma względami niekonwencjonalna” – przyznaje.

BEZTROSKIE DZIECIŃSTWO

O tym, że Mateusz będzie żył w Ameryce, zadecydowali rodzice. W lecie 2001 roku jako 11-letni chłopiec wraz z mamą i dwoma braćmi przyleciał do Nowego Jorku, w którym już mieszkał jego tata.

Mateusz urodził się w Tarnogrodzie, niewielkim mieście na Lubelszczyźnie. Do 6. roku życia on, a także jego starszy brat wychowywali się u babci i dziadka. Potem rodzina przeprowadziła się do Lublina, gdzie Mateusz zaczął naukę w szkole podstawowej.

Okres spędzony u dziadków Mateusz wspomina jako jeden z najwspanialszych w swoim życiu.

„Mieszkało tam wtedy dużo krewnych – babcia, dziadek, ciotki, wujkowie i mój brat – opowiada. – Dziadkowie prowadzili spore gospodarstwo, ciągle coś się działo. To były świetne czasy – dorastaliśmy w naturalnym środowisku, które tylko pobudzało moją ciekawość. Mogłem chodzić, gdzie chciałem. Wspinałem się, na co tylko się dało, godzinami spacerowałem po lesie obserwując przyrodę i nic mnie nie ograniczało. Żyłem wśród ludzi, którzy ciężko pracowali, co wyrobiło we mnie etos pracy. Dziadek wpajał nam poczucie obowiązku i wyznaczał zadania odpowiednie do naszego wieku, za co nas nagradzał jakimiś drobnymi sumami pieniędzy. Sam mogłem decydować na co wydam zarobione pieniążki”.

Wychowanie w domu pełnym ludzi sprawiło, że Mateusz był dzieckiem otwartym, śmiałym i ciekawym świata. Dlatego jak poszedł do I klasy, już w Lublinie, od razu ze wszystkim się zakolegował. „Ponieważ u dziadków niemal całe dnie spędzałem bardzo aktywnie, to ruch miałem we krwi. Dlatego w latach szkolnych najchętniej biegałem po boisku i tam głównie poznawałem kolegów – wspomina. – Uwielbiałem i do dziś uwielbiam sport i ruch. Lublin nie był wielkim miastem, dlatego rowerem przemierzałem je z jednego końca na drugi, po drodze odwiedzając kumpli. To było miłe miasto, miłe lata. Miałem spokojne, beztroskie i bezpieczne dzieciństwo.

NAJGORSZY DZIEŃ W NOWYM JORKU

W końcu nadszedł dzień wylotu do Nowego Jorku.

„Byliśmy bardzo podekscytowani. W końcu nie każdy mógł wyjechać do Ameryki – opowiada Mateusz. – Razem z nami poleciała moja kochana babcia. Pomagała rodzicom w opiece nad nami, bo oni musieli pracować”.

W lecie 2001 roku rodzina państwa Bednarów mieszkała na Borough Park. „Trwały jeszcze wakacje i spędzaliśmy dni na zwiedzaniu – wspomina Mateusz. – Chodziliśmy do muzeów, jeździliśmy na Coney Island. Zwiedziliśmy także słynne bliźniaki, czyli Twin Towers”.

Wakacje jednak dobiegły końca i trzeba było pójść do szkoły. Mateusz, mimo że nie znał języka angielskiego, ani realiów, z jakimi przyjdzie mu się zetknąć, nie stresował się. Był ciekaw, co nowego go czeka, jakich będzie miał kolegów. Zapisany był do szkoły publicznej. „Znowu, tak jak w Polsce, najchętniej biegałem po boisku i od razu nawiązałem nowe znajomości” – opowiada.

Mateusz chodził do szkoły zaledwie kilkanaście dni, kiedy dwa porwane przez terrorystów samoloty wbiły się w bliźniacze wieże World Trade Center.

„Pamiętam 11 września – opowiada. – Nie mówiłem jeszcze wtedy po angielsku i niewiele rozumiałem z tego, co się działo, ale na tamten moment, to mało kto wiedział, co tak naprawdę się stało. Tego szczególnego dnia pamiętam, że akurat szedłem na lekcję matematyki i nagle zobaczyłem naszą nauczycielkę wybiegającą z klasy ze łzami w oczach. Kiedy wszedłem do sali, spojrzałem przez okno w kierunku Manhattanu i zobaczyłem wielką chmurę dymu. Byłem przerażony. Wszystkich uczniów zebrano razem, a potem zwolniono nas z lekcji. Nauczyciele sami nie wiedzieli, co mają z nami zrobić.

Wróciłem do domu, gdzie była babcia, która podczas zakupów znalazła na ulicy spalony kawałek papieru. To był jakiś dokument z World Trade Center. Całe mnóstwo takich papierów unosiło się wtedy w powietrzu. To było straszne. Oto przyjeżdżasz do Nowego Jorku i doświadczasz takiego horroru”.

Życie toczyło się dalej. Mateusz coraz lepiej rozumiał i mówił po angielsku. Nigdy nie był nieśmiały i już po kilku miesiącach w szkole miał wielu nowych kolegów, a i z językiem szło mu coraz lepiej. „Najwięcej osób poznałem na boisku, podczas grania w piłkę – mówi. – Sport łączy ludzi bez względu na wiek”.

ZNIWECZONE SPORTOWE MARZENIA

„Na szkołę średnią wybrałem Christ the King High School na Middle Village na Queensie – kontynuuje Mateusz swoją opowieść. – I tam rozwinąłem swoje umiejętności. Uprawiając sport, jak piłka nożna, biegi lekkoatletyczne czy baseball, czułem, że jestem w swoim żywiole. Miałem wtedy nadzieje, że zostanę sportowcem. Marzyła mi się kariera piłkarza, ale dawałem sobie radę w każdej dyscyplinie. Dołączyłem do drużyny sprinterów i dość szybko zacząłem odnosić sukcesy na torze. W sprincie osiągałem tak dobry czas, że wiele uczelni zaczęło mnie rekrutować. Na zakończenie szkoły średniej otrzymałem wyróżnienie z dziedziny techniki i wychowania fizycznego. Dziś myślę, że wtedy ich nie doceniłem, bo wydawało mi się, że nie mają one takiej wagi jak wyróżnienia z matematyki czy nauk ścisłych, ale z perspektywy czasu jest jasne, że te dyscypliny były przeznaczone dla mnie”.

Dla osoby aktywnie i z wielką pasją uprawiającej różne dyscypliny sportowe nie ma chyba większej tragedii niż kontuzja, która rujnuje marzenia o sportowej karierze. A tak się stało w przypadku Mateusza. Podczas treningu zerwał kolanowe więzadło krzyżowe. „Kontuzja mnie na jakiś czas unieruchomiła – mówi z żalem. – Bardziej skupiłem się na nauce, ale jednocześnie tak bardzo chciałem być sportowcem. Kiedy już mogłem się poruszać, to stałem się ostrożny, bo nie chciałem, aby doszło do ponownego urazu. I tym sposobem pogrzebałem marzenia o karierze sportowej. Wciąż jednak uprawiam sport. Regularnie pływam, biegam na bieżni w parku, jeżdżę na rowerze, gram w tenisa. Lubię też siatkówkę plażową, a w zimie jeżdżę na snowboardzie.

SZUKANIE NOWEJ DROGI

„Kiedy już wiedziałem, że kariery sportowej nie zrobię, zacząłem szukać innej drogi zawodowej i nie było to dla mnie łatwe – wspomina Mateusz. – Chciałem się dostać do dobrej szkoły z programem inżynierskim. Zawsze lubiłem matematykę, więc nie miałbym problemu z nauką. Jednak swoją akademicką drogę wybrałem dość późno i gdybym zdecydował się na studia inżynierskie, zajęłoby mi to dodatkowe lata, których nie chciałem spędzić w szkole. Dostałem się do The City College of The City University of New York i chociaż na pierwszym roku studiowałem inżynierię, to później przeniosłem się na ekonomię. Myślałem o zostaniu bankierem inwestycyjnym. Zacząłem zajmować się kupnem i sprzedażą akcji. Nabyłem akcje Amazona, Tesli i innych, które wpadały mi w oko ze względu na ich innowacje. Na niektórych transakcjach udało się zarobić spore pieniądze, a na innych, niestety, traciłem. Popełniłem błędy, ale na tych błędach też dużo się nauczyłem. Wraz z doświadczeniem szło mi coraz lepiej i tym samym zarabiałem coraz więcej. W tym okresie nauczyłem się, że angażowanie się na giełdzie poprzez kupowanie i sprzedawanie akcji pozwala aktywnie uczestniczyć w kapitalizmie, podobnie jak głosowanie w demokracji. Akt handlu akcjami może sygnalizować dobrobyt lub upadek firmy, a w obu przypadkach istnieją możliwości finansowe, które należy wykorzystać.

College skończyłem z licencjatem z nauk ekonomicznych na głównym kierunku finanse i podkierunku historia. Lubię studiować historię, bo historia lubi się powtarzać. Zaobserwować można różne ponawiające się schematy, jak na przykład krachy na giełdzie, konflikty zbrojne, kryzysy, pandemie i inne wydarzenia”. 

PRACA KSIĘGOWEGO

Po studiach Mateusza zatrudniła firma Tough Mudder. Przez pierwsze cztery tygodnie zajmował się archiwizacją danych w systemie. Po tym czasie zdał firmowy test na księgowego i zaczął pracę na tym właśnie stanowisku.

„Zajmowałem się tylko księgowością, ale dzięki temu mogłem zapoznać się z wewnętrznym działaniem firmy, czyli takimi sprawami, jak zrobić zamówienia zakupu, jak się przetwarza faktury, jakiego rodzaju dokumentacja prawna jest potrzebna do prowadzenia działalności gospodarczej. Dało mi to ogromną wiedzę o tym, jak prowadzi się biznes, jak liczby w księgowości mogą być wykorzystane w prognozowaniu finansowym. Ale jedyne, czym tam się zajmowałem, to wprowadzanie faktur, dokonywanie płatności i właściwie nic poza tym. To było świetne środowisko, pracowało tam dużo młodych ludzi, z wieloma się zaprzyjaźniłem, panowała bardzo przyjemna atmosfera. Ale w końcu się zwolniłem, bo nie czułem się usatysfakcjonowany, traciłem formę. Zwyczajnie byłem znudzony”.

.

ODKRYCIE MAKROPOLECEŃ I KODOWANIE

„Po odejściu z Tough Mudder zrobiłem sobie dwa miesiące przerwy, po czym znalazłem pracę w firmie logistycznej, zajmującej się importem i eksportem kontenerów z różnymi towarami – wspomina. – To była rodzinna firma, prowadzona już przez drugie pokolenie”.

Dla Mateusza, którego generacja od dziecka jest świetnie zaznajomiona z najnowszymi technologiami i świat komputerów czy programowania nie ma dla niego tajemnic, praca w tym miejscu wydawała się przestarzała. „Przetwarzanie danych czy inne procesy były mocno spowolnione, wiele rzeczy robiono ręcznie – opowiada. – Miałem wrażenie, że niechętnie widziano tam zmiany. Dla zatrudnionych ludzi był to pierwszy i jedyny w życiu etat. Moja menedżerka zobaczyła we mnie potencjał, bo szybko pojąłem różne procesy pracy, zadawałem jej odpowiednie pytania, podsunąłem kilka pomysłów. Poza tym byłem młody i pełen entuzjazmu. Niemal od razu dała mi duże uprawnienia i byłem odpowiedzialny za dokonywanie płatności wysokich kwot – od 250 tysięcy do ponad 1,5 miliona dolarów. Obsługiwałem również konta przewoźników oceanicznych, a wkrótce zająłem wyższe stanowisko.

Prawda była jednak taka, że znowu robiłem w kółko to samo pracując z programem Excel, ale dzięki temu odkryłem tzw. macro (makro). Dla tych, którzy nie wiedzą, to w kilku słowach wyjaśnię, że makro czy makropolecenie to zestaw rozkazów realizujący algorytm komputerowy przeznaczony do wykonywania przez określoną aplikację, zwykle w celu automatyzacji, pewnych czynności lub dokonywania zmian w dokumentach bez interakcji z użytkownikiem. W moim konkretnym przypadku na arkuszu kalkulacyjnym Excela nagrałem wszystkie podejmowane przeze mnie kroki potrzebne do wypełnienia tego arkusza. Przy nagrywaniu tych kroków program Excel wpisuje je w kod, który mogłem uruchamiać tyle razy, ile chciałem. Podczas wykonywania tych czynności zaświtał mi w głowie pewien pomysł. Takie arkusze wypełniałem każdego dnia, więc wystarczyło wprowadzić dane i nagrać wszystkie wykonywane kroki. Potem już wypełnianie arkusza odbywało się automatycznie. Tym samym bardzo ułatwiłem sobie pracę, równocześnie ją przyspieszając i w ten sposób byłem gotowy ze swoimi obowiązkami dwie godziny wcześniej, niż gdybym dalej wszystko wprowadzał ręcznie. Kiedy pokazałem moje menedżerce, co wymyśliłem, to powiedziała tylko, że to imponujące, ale nic z tego nie wynikło”.

ZGŁĘBIANIE WIEDZY

„Ja jednak wykorzystałem swoje odkrycie i ułatwiłem sobie pracę – kontynuuje Mateusz. – Zyskany czas poświęcałem na rzeczy, które mnie interesowały. Skupiałem się głównie na tym, jak mógłbym jeszcze inaczej wykorzystać makro, czy mógłbym ich użyć do pisania kodów i robienia rzeczy dla siebie. Automatyzacja procesów była tym, na czym zacząłem się koncentrować. Wyszukiwałem, jakie istnieją inne sposoby automatyzacji. Odkryłem program Python, który jest przyjaznym dla początkujących typem programu dla każdego. Chciałem wiedzieć coraz więcej i w 2019 roku zapisałem się na kurs kodowania (coding bootcamp) na Uniwersytecie Columbia. Jest to kurs, który pozwala w krótkim czasie na poznanie wiedzy potrzebnej do rozpoczęcia pracy jako programista. Tam nauczyłem się nowych języków programowania, jak Javascript, HTML, CSS i poznałem narzędzia powszechnie używane w rozwijaniu aplikacji. Skończyłem kurs, zdobyłem certyfikat, poszerzyłem swoją wiedzę i nabyłem nowych umiejętności. Teraz zacząłem szukać drogi jak je wykorzystać, zwłaszcza przy tworzeniu aplikacji internetowych”.

ULEPSZANIE WŁASNYCH POMYSŁÓW

Kilka miesięcy po tym jak Mateusz ukończył kurs i zaczął się zastanawiać nad nowymi możliwościami rozwoju, wybuchła pandemia.

„Tak jak i wszyscy, zacząłem pracować z domu – wspomina. – W dalszym ciągu zajmowałem się automatyzowaniem różnych procesów komputerowych i pracowałem nad swoimi pomysłami, równocześnie będąc ciągle zatrudnionym na pełnym etacie. To był dziwny czas, kolejny światowy kryzys, ale jakoś nie do końca mnie to zaskakiwało, bo przecież 100 lat wcześniej wydarzyło się coś podobnego. W 1918 roku wybuchła epidemia hiszpańskiej grypy. W końcu sytuacja zaczęła się trochę poprawiać, otwierało się coraz więcej biznesów i dowiedziałem się, że muszę wrócić do biura. Ale tylko ja, bo nie miałem rodziny, czyli dzieci, którymi musiałbym się zajmować. Poszedłem, ale siedzenie samotnie w pustym biurze było przygnębiające, więc powiedziałam sobie: dosyć tego, rzucam tę robotę.

Kiedy rozważałem ten pomysł, natknąłem się na wywiad, w którym zapytano rozmówcę: ‘Co powiedziałbyś ludziom, którzy zbytnio boją się porzucić swoją karierę i dążyć do czegoś znaczącego?’. Odpowiedział: ‘Cóż, powinieneś bać się podejmowania ryzyka i dążenia do czegoś znaczącego, ale bardziej powinieneś bać się pozostania tam, gdzie jesteś’. Tym rozmówcą był Jordan Peterson, kanadyjski psycholog, autor i komentator medialny. Jego słowa ze mną współgrały”.

BLOCKCHAIN TO PRZYSZŁOŚĆ

„Już w 2011 roku, po kryzysie ekonomicznym w 2008, zainteresowała mnie technologia blockchain, po polsku łańcuch bloków – opowiada z pasją Mateusz. – Jest on zdecentralizowaną, rozproszoną bazą danych, która rejestruje, przechowuje i przesyła informacje o transakcjach dokonanych w internecie. Nazwa wzięła się od tego, że informacje uporządkowane są w ciągu bloków danych, które występują jeden po drugim. Każdy z nich zawiera pewną ilość informacji transakcyjnych, a po jego zapełnieniu tworzy się kolejny blok, potem kolejny i kolejny, kreując wirtualny łańcuch. Mając doświadczenie w księgowości i ucząc się programowania wiedziałem, że ta technologia ma ogromny potencjał. Jednym z moich celów jest przygotowanie się do wykorzystania jej potencjału. Zafascynowało mnie to, bo ta technologia ma w sobie wbudowaną księgowość. Widzę w tym internetową przyszłość. I właśnie w tę technologię inwestuje mój czas i pieniądze”.

NAJLEPSZA DECYZJA

„Kiedy rzuciłem pracę, zacząłem budować infrastrukturę dla własnej firmy tworzącej aplikacje internetowe – postawiłem serwer z różnymi pakietami do obsługi stron internetowych, zbudowałem własną stronę internetową oraz dla kilku moich przyjaciół” – opowiada Mateusz.

Obecnie firma Brixbiz (https://brixbiz.com) oferuje między innymi trzy usługi, które pomogą w rozwijaniu się biznesu:

logo i branding – zaprojektowanie wyrazistego logo, które zapewni tożsamość wizualną firmy;

rozwój strony i hosting – zbudowanie strony internetowej, dostosowanej do danej marki, która przyciągnie więcej klientów i wyniesie biznes ponad konkurencję;

kampanie marketingu cyfrowego – dotarcie do rynku poprzez kanały cyfrowe, aby przyciągnąć jak najwięcej klientów.

Mateusz ani razu nie żałował, że postanowił otworzyć własną firmę i iść drogą, która go pasjonuje.

„Nie było to łatwe, bo rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej wymaga wielu poświęceń – przyznaje. – To nie jest praca od 9:00 do 17:00, po skończeniu której można iść do domu albo na spotkanie ze znajomymi i nic człowieka więcej nie obchodzi. Kiedy pracujesz dla siebie, to nie liczy się czas, tylko skończone zadanie. Każdy mój dzień jest inny, ale generalnie zaczynam go od sprawdzenia monitorów, aby upewnić się, że wszystkie witryny działają, jednocześnie sprawdzając dostępność aktualizacji zabezpieczeń. Następnie zabieram się do pracy nad projektem, który różni się w zależności od klienta, z którym pracuję.

Oprócz tworzenia kodu zajmuję się również pisaniem tekstów do zleceń, marketingiem i prowadzeniem księgowości i innymi.

Nie ma dnia, żebym nie miał czegoś do zrobienia. Ale choćbym nie wiem, ile miał obowiązków, to muszę znaleźć czas na ćwiczenia fizyczne oraz regularne posiłki. Bez tego nie byłbym w stanie funkcjonować. Znalazłem sposób na to, jak pogodzić pracę z zadbaniem o samego siebie. Równocześnie muszę być na bieżąco z najnowszymi aktualizacjami i pojawiającymi się technologiami, więc często czytam źródła informatyczne. Ciągła edukacja to naturalny aspekt mojej pracy, jakbym tego nie robił, nie szedłbym do przodu.

Co mnie też ekscytuje w pracy dla siebie, to fakt, że nie robię do znudzenia tych samych rzeczy, tak jak to było w firmach, w których byłem zatrudniony – tłumaczy. – Każdy projekt jest wyjątkowy i wymaga indywidualnej uwagi, a także własnych rozwiązań. Buduję też przyjacielskie relacje z klientami. Dzięki mojej działalności mogę wspierać rozwój ich biznesów i to mi daje satysfakcję”.

W dzisiejszych czasach posiadanie strony internetowej jest niemal obowiązkowe. Duże firmy, wielkie korporacje i małe biznesy zdają sobie z tego sprawę. Te największe firmy zatrudniają całe zespoły programistów pracujących nad udoskonalaniem ich wizerunku w sieci. „Z kolei małe biznesy nie mogą sobie pozwolić na zatrudnienie takiego zespołu i to jest nisza, w którą wchodzę ja – wyjaśnia Mateusz. – Świadczę usługi w takim samym zakresie jak grupa programistów. Większość z nich mogę wykonać sam, ale do niektórych zatrudniam ludzi. Mam całą sieć kontaktów z osobami, które udzielą mi potrzebnej pomocy czy konsultacji. Taka branżowa sieć kontaktów jest bardzo ważna. Zauważyłem też, że polskie firmy nie są licznie obecne w internecie i moim celem jest naprawienie tego”.

W SERCU ZAWSZE POLAK

„Zawsze byłem i jestem dumny z bycia Polakiem – przyznaje Mateusz. –  Dlatego kiedy dwa lata temu spotkałem się z obecnym prezesem Pulaski Association Grzegorzem Frycem i wyjaśnił, że organizacja ta zrzesza biznesmenów, którzy wzajemnie sobie pomagają, że jest to wspaniały networking, a równocześnie promuje polskie dziedzictwo i kulturę, to nie musiałem się długo zastanawiać i zostałem członkiem.

Wystąpiliśmy z ciekawymi inicjatywami, które realizujemy w sieci. Jedną z nich jest budowanie katalogu biznesowego. Będzie w nim można znaleźć zarejestrowane firmy, a sam katalog jest na stronie internetowej Pulaski Association. Oprócz biznesów włączamy do niego organizacje charytatywne, polskie szkoły na całym Wschodnim Wybrzeżu i parafie. Mamy nadzieję, że uda nam się zbudować taki katalog, który będzie użytecznym źródłem informacji dla całej Polonii.

Zobowiązałem się także do rozbudowania kont organizacji w mediach społecznościowych – na Facebooku, Instagramie, Twitterze czy Linkedin. Dzięki temu będziemy mogli dotrzeć do Polaków w całej Ameryce i na świecie”.

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner