Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wywiady

Wojciech Radtke: Wszystkie rewolucje zaczynały się od artystów

01.06.2026

„Myślę, że język sztuki jest idealnym środkiem do komunikacji. Jest językiem osób wrażliwych, które widzą troszkę więcej niż standardowi ludzie. Dostrzegają dużo więcej, podglądają świat i nadają mu pewien kierunek” – mówi w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” Wojciech Radtke, artysta i kurator wystawy „Modeern Freedom”, która 19 maja została otwarta w Instytucie Pileckiego w Nowym Jorku.

***

W jaki sposób zrodził się pomysł na wystawę „Modeern Freedom” i jakie jest jej przesłanie, czy też główna idea?

Odkąd pracuję jako członek Zarządu Instytutu Pileckiego, razem z jego dyrektorem Piotrem Franaszkiem zastanawialiśmy się jak opowiedzieć historię i jak w ciekawy sposób przybliżyć ją nowojorskiej publiczności. Wiadomo, że klasyczne formy prezentacji historii są trudne i przyciągają bardzo małe grupy. Ponieważ sam jestem artystą i kuratorem, uznaliśmy, że świetną formą zachęcenia ludzi do odwiedzania Instytutu Pileckiego jest właśnie sztuka, język sztuki. I tak narodził się wstępny pomysł, idea wystawy, która bazuje na idei Witolda Pileckiego. Chodziło nam o przekaz odwagi, o przekaz bezkompromisowości i otwarcia na świat oraz zainteresowania Amerykanów naszą historią. Tak więc powolutku rosła idea i koncepcja tej wystawy, która ostatecznie uzyskała dosyć spory poziom.

W jaki sposób dobieraliście artystów?

Zaprosiliśmy do udziału Uniwersytet w Ostrawie, który zaangażował artystów z tamtej części Europy, z Czech, ze Słowacji, Słowenii, Rumunii i Bułgarii, czyli całej środkowej i wschodniej Europy. Do współpracy zaangażowaliśmy także Ukraińców oraz artystów z Białorusi, Gruzji a nawet z Litwy, i wielu innych krajów. Chcieliśmy pokazać optykę tamtej części świata w kontekście dzisiejszej, współczesnej historii, która tworzy się na naszych oczach, i której jesteśmy uczestnikami.

A jak powstał tytuł tej wystawy?  

„Modeern Freedom” jest tytułem troszkę przewrotnym, bo modernizm w historii sztuki zaznaczył się już swoją zamkniętą definicją. Nam chodziło o lustrzane odbicie słowa „modern”, które po małej korekcie czytane od tyłu znaczy „freedom”. To lustrzane odbicie i znaczenie, a przede wszystkim próba redefinicji słowa „wolność” zaczęła nam budować pewną ideę naszej wystawy. I w ten sposób narodził się jak gdyby pomysł, żeby zapraszać artystów, których prace, jak i on sami, na ten temat się wypowiadają.

Czy byli artyści, którzy mieli już pewien dorobek odpowiadający kryterium tej wystawy, czy też musieli dopiero coś takiego stworzyć?

Jestem artystą aktywnym od czterdziestu lat. Znam środowisko. Tomáš Koudela również, a Piotr Franaszek trochę mniej, ale on organizuje festiwale, więc z innej strony patrzy na świat sztuki. Wszyscy trzej jesteśmy kuratorami tej wystawy i pracowaliśmy nad jej przygotowaniem. Tak więc zaczęliśmy szperać wśród artystów. Chodziło nam o to, żeby nie byli to tylko sami pierwszoligowi twórcy, ci z pierwszych stron gazet czy też nawet z pierwszej dziesiątki. Zależało nam żeby była to mieszanka głosów młodych, głosów troszeczkę pobocznych, ale głosów krytycznych. To jest bardzo silna reprezentacja. Chyba w ogóle mało takich wystaw jest organizowanych. Teraz sztuka troszeczkę próbuje być bardzo grzeczna, politycznie poprawna, a nam chodziło o to, żeby nie było kompromisów.

Przez to chyba jest na tej wystawie trochę kontrowersyjnych rzeczy.

Tak, są, ale proszę zauważyć, że nie są one obraźliwe. Prace, które są kontrowersyjne, zmuszają do refleksji i dialogu, na który jesteśmy otwarci i gotowi. Chcemy rozmawiać, chcemy, żeby ta wystawa fermentowała i wciągała ludzi do dyskusji. Zależy nam również na głosach krytycznych, ponieważ właśnie na tym polega wypowiedź. Mówienie tego, co wszyscy chcą słyszeć, jest czystym populizmem, a my chcemy prowokować do dyskusji, chcemy argumentować różne postawy i wypowiedzi. Myślę, że język sztuki jest idealnym środkiem do komunikacji. Jest językiem osób wrażliwych, które widzą troszkę więcej niż standardowi ludzie. Dostrzegają dużo więcej, podglądają świat, nadają mu pewien kierunek. Wszystkie rewolucje zaczynały się od artystów.

Wystawa jest dosyć mocno zróżnicowana jeśli chodzi o tematykę, a także sposób wyrażania myśli przewodniej, czy też przesłania.

Tam jest wiele myśli przewodnich. Jest pamięć, jest wolność, jest i drżenie miejsca. Jest też historia, jak gdyby widziana współcześnie i pokazana przez nowoczesne formy przekazu. Są subtelne wypowiedzi, ale jest także bunt wobec patriarchalnego świata, wobec religii, polityki, a nawet wobec systemu. Widoczny jest także bunt wobec marazmu, nieczułości i braku reakcji. To są również silne formy oddziaływania. Nawet milczenie może być buntem, i chyba nawet silniejszym niż krzyk. Jednak jest także jedna praca, która akurat dosłownie krzyczy. To wspomniane przeze mnie milczenie jest po drugiej stronie sekcji z telewizorami, tam jest także woda, jest czystość i jest źródło spokoju. Cała ta sekwencja opowiada pewną historię. Na tę wystawę zapraszam żeby pokontemplować, poczytać, powchodzić w głąb prac i ich przekazu. Tam jest bardzo dużo ukrytych, ciekawych wątków. Uważam, że każdy na tej wystawie znajdzie coś dla siebie. Myślę nawet, że może być w pewnym sensie terapeutyczna, a nawet czyszcząca i przebijająca pewne skorupy.

Czyli zaleca pan, żeby przy każdej pracy, albo przynajmniej przy tych, które nas najbardziej interesują, spędzić trochę czasu?

Zachęcam i polecam. Na tym polega sztuka, żeby się w niej czegoś dopatrzeć. Żeby się wczytać troszeczkę głębiej, bo opisy niektórych prac pokazują, że ich przekaz jest bardzo głęboki. One mają szerokie znaczenia i wiele z nich nie działa tylko estetyką i symboliką. Działają też… och, dużo mógłbym na ten temat mówić. Zapraszam na wystawę, bo warto ją obejrzeć. Warto ją poczuć. Warto w nią wsiąknąć.

Z tego co wiem to ta ekspozycja potrwa kilka miesięcy.

Będzie do końca sierpnia. Może nam się nawet uda przedłużyć ją  jeszcze na początek września, ale to się dopiero okaże za jakiś czas. Bardzo chcemy zobaczyć i poznać reakcję publiczności nowojorskiej na tę wystawę, bo przecież tutaj właśnie ta współczesność i sztuka nowoczesna budzi największe zainteresowanie.

Czyli Instytut Pileckiego ma być trochę takim polskim odpowiednikiem Museum of Modern Art, w którym pewnie artyści prezentujący swoje prace na wystawie „Modeern Freedom” nie mogą zbyt łatwo zaistnieć, a już na pewno nie w takiej skali jak tutaj.

Nie chciałbym używać takich porównań, a zwłaszcza Instytutu Pileckiego do tak dużej galerii jaką jest MoMA. Jeżeli mógłbym cokolwiek porównać, to chciałbym zwrócić uwagę na finanse. Chciałbym dysponować takim budżetem na realizację wystaw jak MoMA. Nasz budżet był mega skromny i myśmy tę wystawę naprawdę cudem zrobili. Powtórzę to co powiedziałem na jej wernisażu, że sam nie wierzę do końca, że nam się to udało. Po drodze mieliśmy tyle problemów, tyle przeszkód i hamulców, i tyle razy musieliśmy przesuwać otwarcie tej wystawy, że dzisiejszy dzień jest dla mnie taką kulminacją, ukoronowaniem rocznej, bardzo ciężkiej pracy. I to nie tylko dla mnie, ale także dla pozostałych kuratorów, dla zespołu, dla wszystkich współpracowników, i dla osób, które nam pomagały. To była bardzo ciężka praca, a szczególnie jej ostatni okres. Pracowaliśmy po czternaście godzin dziennie, w dużym stresie i w dużym napięciu. Myślę, że właśnie ten wkład i to poświęcenie czuć w tej wystawie, oraz że jest ona prawdziwa.

A jeśli chodzi o Pana odczucia, ale te od nieco innej strony, nie jako kuratora, tylko jako widza, osoby, która obejrzała dokładnie tę wystawę, a nawet doskonale zna każdą wyeksponowaną pracę. Co przykuło Pana największą uwagę?

Trudno mi stanąć w takiej roli, ponieważ jestem kuratorem i artystą. W zasadzie z pozycji obserwatora różnorodność dzieł i ich wielowątkowość powoduje, że ta wystawa nie jest nudna, że nie ma się wrażenia, że przyszło się na pokaz jednego artysty, który eksponuje kolekcję stu pięćdziesięciu obrazów namalowanych w jednej technice. Tutaj czuje się, że nie jest to wystawa, która ślizga się po tematach, lecz zmusza do refleksji i do wejścia w głąb. Są tam pokazane różne okresy. Jesteśmy również współosadzeni we współczesności. Historia najnowsza niesamowicie prowokuje do porównań z tym, co się wydarzyło przed chwilą. Proszę zobaczyć, co się dzieje na świecie na naszych oczach. W sposób niewiarygodny patrzymy na pewne powtórki z historii, na pewne pętle.

Bo jak to mówią „historia kołem się toczy”, a pewne rzeczy się powtarzają ponieważ ludzie nie wyciągają wniosków.

Oczywiście, ma pan rację. Dlatego myślę, że właśnie sztuka jest idealnym językiem, żeby wpłynąć na każdego podejmującego decyzje wyborcze. Myślę, że właśnie głęboka refleksja może czasami zmienić czucie i myślenie człowieka. Sztuka jest świetnym „wytrychem”, jeżeli takiego słowa można użyć, bo to jest trochę takie uproszczenie. Jednak sztuka jest pewnym ładunkiem a nawet taką bombą, która wybucha z opóźnieniem, która powoduje zamieszanie w głowie i zmusza do myślenia i do refleksji.

Właśnie takie opinie przewijają się w opiniach i dyskusjach wśród osób, które pojawiły się na wernisażu.

Będzie więcej okazji do takich rozmów ponieważ „Modeern Freedom” nie jest tylko wystawą. Towarzyszyć jej będzie bardzo wiele różnych wydarzeń, wykładów, konferencji, spotkań, dyskusji, nawet aukcji dzieł sztuki. Pojawi się projekt „The Sky is Open” przygotowany przez Waldemara Tatarczuka, który prowadził galerię Labirynt w Lublinie. Zaprosił on do niego ukraińskich i polskich artystów w tandemach. Dzięki nim zostało sfotografowane niebo nad Ukrainą i skomentowane przez polskich artystów. Tych prac będzie kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt. Zobaczymy jeszcze, ile dojedzie. Wszystkie będą na sprzedaż i zostaną tutaj zlicytowane, a dochód z tych dzieł będzie przeznaczony na artystów w Ukrainie, którzy żyją tam w trudnych warunkach i w zasadzie mają dużo mniej możliwości twórczych niż my w wolnym świecie. Będą też ciekawe prelekcje wykładowców z Oksfordu, z Uniwersytetu w Sztokholmie, z Polski, z Nowego Jorku, z Paryża, z Brukseli. Wszystkie będą dotyczyły kultury i sztuki. Będą wątki kobiece, m.in. wykład o Ginczance, a także prelekcja Romana Niczyporowskiego „Sztuka jako narzędzie Holokaustu”. Tak więc będą to bardzo ciekawe spotkania.

Czyli ta wystawa właściwie jest zalążkiem pewnej gamy różnych wydarzeń.

Może nie zalążkiem, a pewną bazą. Wspomniane dyskusje będziemy wskrzeszać tymi spotkaniami, które będą działaniami towarzyszącymi. Wystawa „Modeern Freedom” jest jak gdyby głównym wątkiem, takim trzonem. Ona jest – powtórzę to jeszcze raz – do czucia, do przeżywania, do wchodzenia trochę w głąb siebie, i do zastanowienia się nad tym, czym na przykład jest wolność dzisiaj. Ja tego nie wiem. Nie znam tej definicji. Mam problem z definicją wolności w ogóle. Proszę zobaczyć, co się dzieje wokoło. Żyjemy w wolnym świecie, który jest skorumpowany. Żyjemy w świecie, w którym rządzą dyktatorzy. Żyjemy w świecie pieniądza, który decyduje o naszej wolności. Mówiąc to, troszeczkę się śmieję, bo wspominam o pieniądzach a sam je tworzę. Bo przecież tworzę bio-banknoty z biologicznych substancji i one też bardzo wiele mówią na temat roli pieniądza w dzisiejszym świecie. A to faktycznie jest ciekawy wątek do dyskusji. Myślę, że będzie ich sporo  wszystkie będą otwarte dla publiczności. Chcemy je dokumentować i wydać fajny katalog z tej wystawy. Dużo się tu będzie działo i myślę, że wszystko będzie bardzo ciekawe. Dlatego bardzo serdeczne zapraszam do odwiedzenia Instytutu Pileckiego w Nowym Jorku. 

Jak widać macie bardzo ambitny plan. Tak więc życzę jego realizacji i dziękuję bardzo za rozmowę.

Ja również serdecznie dziękuję.

Rozmawiał Wojtek Maślanka

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE