Medal „Pro Polonia et Ecclesia”, przyznany przez Konferencję Episkopatu Polski na wniosek Polskiego Apostolatu Diecezji Brooklyn, jest wyrazem uznania dla wieloletniej działalności Bogdana Chmielewskiego na rzecz Kościoła i Polonii w Stanach Zjednoczonych. Prezes Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” podkreśla jednak, że odbiera to wyróżnienie jako docenienie pracy znacznie szerszego grona osób. W roku jubileuszu 50-lecia Unii rozmawiamy o jej społecznej misji, przyszłości i relacjach z młodym pokoleniem.
***
Medal przyznano Panu osobiście, ale czy odbiera go Pan również jako wyróżnienie dla całej Unii?
Każdą nagrodę, którą otrzymuję jako prezes Polsko-Słowiańskiej Unii Kredytowej, traktuję jako nagrodę dla znacznie szerszej grupy ludzi. Przede wszystkim dla moich współpracowników. Moje pomysły i to, co chcę zrobić w Unii, nie miałyby sensu bez zaangażowania koleżanek i kolegów, a także członków rady dyrektorów i komisji nadzorczej. Dlatego również ten medal jest dla mnie wyróżnieniem dla wielu osób, a nie tylko indywidualnym odznaczeniem.
Odbiera Pan medal w roku 50-lecia Unii. Czy wśród wyróżnionych znaleźli się także ludzie, którzy tworzyli ją od początku?
Tak, wśród odznaczonych był również pan Michał Pająk, jeden z pierwszych założycieli Polsko-Słowiańskiej Unii Kredytowej przed pięćdziesięciu laty. To bardzo miły zbieg okoliczności, że odbieramy to wyróżnienie właśnie w roku jubileuszowym.
W uzasadnieniu przyznania medalu podkreślono wspieranie polskich parafii oraz inicjatyw religijnych, edukacyjnych i kulturalnych. Jakie miejsce zajmuje ta działalność w misji Unii?
Unia Kredytowa, oprócz swojej misji bankowej, ma także misję społeczną. Zawsze podkreślamy, że staramy się, w miarę naszych możliwości, wspierać organizacje polonijne, polskie parafie i szkoły. Wspieramy to, co polskie w Stanach Zjednoczonych. W moim przekonaniu polskość jest też związana z katolicyzmem, ponieważ wiara zawsze była jej nieodłączną częścią.
Chcę również wspomnieć o mojej działalności w Radzie Fundacji Jana Pawła II w Watykanie. To niezwykle zaszczytna funkcja. Staramy się kontynuować dzieło Ojca Świętego i upamiętniać to, co robił podczas swojego pontyfikatu. W pewnym sensie odbieram ten medal także jako uznanie dla działalności w tej radzie.

Unia przez dziesięciolecia rozwijała się organicznie, bez przejmowania innych instytucji. Czy taki model może się utrzymać w obliczu nowych technologii i konsolidacji rynku unii kredytowych?
Jestem przekonany, że Unia Kredytowa przetrwa w swojej obecnej formie nie tylko kolejne dziesięć lat, lecz także następne pięćdziesiąt, a może i dłużej. Nadążamy za technologią i trendami bankowymi. Świadczy o tym chociażby stale rosnąca liczba naszych członków. Gdybyśmy nie odpowiadali na ich potrzeby, ta liczba malałaby albo pozostawała na tym samym poziomie.
Rynek finansowy jest bardzo dynamiczny. Trzeba mieć oczy i uszy otwarte na technologie, nowe rozwiązania oraz produkty inwestycyjne. Przez pierwsze pięćdziesiąt lat dowiedliśmy, że potrafimy szybko dostosowywać się do zmieniających się trendów. Robimy to również w ostatnich latach. Dziesięć lat to, wbrew pozorom, krótka perspektywa. Jestem przekonany, że także w kolejnych dekadach będziemy potrafili odpowiadać na oczekiwania naszych członków, tak aby byli zadowoleni z usług i produktów.
Zmienia się również sama Polonia. Czy młody człowiek, urodzony już w Stanach Zjednoczonych i przyzwyczajony do bankowości w telefonie, znajdzie w Unii atrakcyjną ofertę?
Nie tylko jesteśmy w stanie mu ją zaoferować, ale już to robimy. Praktycznie ze wszystkich usług naszej instytucji można korzystać przez aplikacje bankowe lub bankowość internetową. To nie jest zapowiedź na przyszłość. Takie rozwiązania działają u nas od lat. Korzystamy już z trzeciej platformy bankowości mobilnej, ponieważ za każdym razem chcemy oferować jak najnowocześniejsze rozwiązania.
Oczywiście zawsze może się znaleźć instytucja, która w jakiejś dziedzinie oferuje coś lepszego. Uważam jednak, że jesteśmy w pełni konkurencyjni. Potwierdzają to młodzi ludzie, którzy do nas dołączają. Co roku jest ich kilka tysięcy. Mówimy o osobach w wieku osiemnastu, dwudziestu czy dwudziestu pięciu lat.
Bardzo szanujemy starszych członków i dostosowujemy się do ich potrzeb, ale Unia jest również dla młodych. Uważam, że nasza technologia jest na wysokim poziomie i nie ustępuje rozwiązaniom konkurencyjnych banków lokalnych, unii kredytowych, a nawet niektórych dużych banków.

W tym roku Unia przyznała stypendia 602 młodym osobom. Co dzieje się z tymi relacjami później? Czy stypendyści pozostają związani z instytucją, która pomogła im na początku drogi?
Mamy ofertę dla młodych ludzi, którym na odpowiednim etapie proponujemy kartę debetową, później kredytową, a następnie, w zależności od potrzeb, na przykład pożyczkę na samochód. Dużo zależy jednak od samych stypendystów. Wyjeżdżają, kontynuują studia i podejmują pracę w różnych częściach Stanów Zjednoczonych.
Cieszy nas, że znaczna grupa osób, które otrzymały nasze stypendia, nadal korzysta z usług Unii. Pamiętają, od kogo dostały wsparcie, często pierwsze stypendium na studia. Ich lojalność wobec naszej instytucji jest bardzo duża.
A utrzymywanie kontaktu wymaga zaangażowania obu stron?
Oczywiście, do kontaktu potrzebne są dwie strony. Nie mówię tego jednak w formie skargi, bo doskonale rozumiem sytuację tych młodych ludzi. Geografii nie da się oszukać, a młodzi Polacy są dziś rozproszeni po całych Stanach Zjednoczonych. Przede wszystkim cieszę się, że mimo tych odległości pozostają lojalnymi członkami naszej instytucji.
Rozmawiał Kazimierz Szosler
Autor zdjęć: Wojtek Maślanka
