New York
75°
Fair
5:46 am8:19 pm EDT
5mph
79%
30.07
ThuFriSat
84°F
86°F
86°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Warto przeczytać
Opinie i Analizy

Plaga napiwków

02.08.2023
FOTO: DREAMSTIME

Przyjeżdżający do Ameryki Europejczycy, w tym Polacy, są zaskoczeni tym, gdzie i komu daje się napiwki. Nieprzyzwyczajeni do tej formy „zapłaty”, narażają się na konfrontacje z tubylcami tudzież obcokrajowcami pracującymi na ziemi Waszyngtona i obeznanymi z obyczajami nań panującymi.

Wiesław Cypryś

Do pierwszej niezgody dochodzi zaraz po przylocie, kiedy taksówką jadą do hotelu. Chcą płacić tyle, ile wynosi ustalona odgórnie kwota, lub tyle, ile wybiło na liczniku. Osiągnięcie kompromisu nie satysfakcjonuje żadnej ze stron, gdyż dla przybyłych to za dużo, a dla taksówkarza za mało.

Niedługo później, gdy pracownik hotelu przywozi walizki do pokoju, oczekuje podzięki w postaci dolarowych banknotów. Jeśli nie dostanie napiwku do ręki, zostanie on przez recepcję doliczony do rachunku.

Wyjście na obiad czy kolację obfituje w kolejną niespodziankę, bo znowu trzeba zostawić napiwek. Na dole rachunku, dla wygody klienta, podawane są procentowe kwoty, jakie może on doliczyć do płatności. Zwykle jest to 15, 18, 20, 25, 30 procent. Europejczyk łapie się za głowę, bo z tak sugestywnymi, żeby nie powiedzieć nachalnymi namowami do „zaokrąglenia” zapłaty wcześniej się nie spotkał.

Nie on jeden. Coraz bardziej zirytowani sytuacją z napiwkami stają się Amerykanie. Od niedawna zaczęto się o nie domagać w miejscach, w których wcześniej tego nie było. I nie jest to forma bierna, czyli stojący na ladzie słoik z napisem „Napiwki”, którego można nie zauważyć lub udawać, że się go nie widzi, lecz słowna namowa pracownika do „wyrażenia swojej wdzięczności za wspaniałą obsługę”.

Zwykłe kupno kawy i bułki z masłem w ulubionej kafejce czy delikatesach jest tak trudnym i pracochłonnym zadaniem, że już do wygórowanej ceny zmuszani jesteśmy dołożyć napiwek. Pal licho, jeżeli płacimy gotówką, kiedy pozostawienie bilonowej reszty nie jest wielkim wydatkiem, ale wkurzające są coraz powszechniej używane tablety, gdzie na ekranie pojawia się obraz z rubrykami napiwkowych procentów.

Kilka dni temu w sklepie spożywczym na środkowym Manhattanie sprzedawczyni podsunęła mi pod nos takie urządzenie. Nie widziałem pozycji „Bez napiwku”, więc spytałem, jak mam zapłacić. Kasjerka bez namysłu odpowiedziała: „Wybierz któryś z napiwków”, bo dopiero wtedy pojawiała się rubryka z końcową ceną. Zapłaciłem gotówką, gdyż wtedy nie byłem zmuszany do dania napiwku. W sklepie tym bywałem w miarę regularnie, ponieważ smakowało mi tam pieczywo i kawa, ale już więcej moja stopa tam nie stanie.  Nie chcę być nagabywany o coś, co sprzedawcom się nie należy, jak również nie chcę być postrzegany jako skąpiec.

Powyższy przykład nie jest jedynym, który mi się ostatnio przydarzył. Myłem samochód w jednej z licznych myjni w Lond Island City. Przy kasie stał słoik na napiwki, w którym umieszczonych było kilka dolarowych banknotów. Kasjerka cały czas wpatrzona była w swój telefon komórkowy, a gdy przyszło do zapłaty, wydała mi osiem dolarów w „waszyngtonach”, tak, żebym kilka z nich umieścił w słoiku po ogórkach.  Nie umieściłem. Za co miałem okazać jej wdzięczność?

Nachalność w ubieganiu się o napiwek osiąga coraz wyższy pułap. Doszło już do tego, że zamawianie czegoś przez internet obwarowane jest pytaniem o nie. Wszystko to ma miejsce bez fizycznego kontaktu klienta z pracownikiem, więc za co ma być dawany?

Czy wkrótce w czasie dorocznego badania lekarskiego za pobranie krwi trzeba będzie zostawiać napiwek?

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner