New York, NY
61°
Sunny
7:07 am6:16 pm EDT
Feels like: 59°F
Wind: 14mph NNE
Humidity: 63%
Pressure: 30.22"Hg
UV index: 3
12 pm1 pm2 pm3 pm4 pm
63°F
64°F
66°F
68°F
68°F
FriSatSunMonTue
77°F / 52°F
55°F / 41°F
61°F / 45°F
66°F / 48°F
72°F / 54°F
Jesteśmy z Polonią od 1971 r.
Wywiady
Polonia

Roman Kosecki: Bardzo miło wspominam Polonię

07.06.2026

„Znakomicie wspominam czas spędzony w USA. Jako piłkarze mieliśmy świetny kontakt z Polonią. Można też powiedzieć, że trochę nauczyliśmy Amerykanów piłki nożnej, a później oni sami zaczęli grać coraz lepiej” – mówi w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” Roman Kosecki, były piłkarz m.in. Chicago Fire, zdobywca mistrzostwa i Pucharu USA w 1998 roku.

***

Jak wspomina Pan życie Stanach Zjednoczonych i kontakty z Polonią?

Czas w Stanach Zjednoczonych wspominam bardzo dobrze. Mieszkałem niedaleko Chicago, a trenowaliśmy w Lake Forest. Bardzo dobrze wspominam zarówno ludzi, jak i codzienne życie w Stanach. Razem z Jurkiem Podbrożnym, Piotrkiem Nowakiem i Lubosem Kubikiem naprawdę dobrze graliśmy. Zdobyliśmy mistrzostwo i puchar kraju.

Polonia mocno was wtedy wspierała?

Na meczach było bardzo dużo Polonii, ale także Latynosów i Amerykanów. Średnia frekwencja wynosiła około 23 tysięcy widzów, a na wybranych spotkaniach nawet 40 tysięcy. Regularnie przychodziło ponad 20 tysięcy kibiców, co jak na początki ligi było bardzo dobrym wynikiem. Można powiedzieć, że trochę nauczyliśmy Amerykanów piłki nożnej, a później oni sami zaczęli grać coraz lepiej.

A czy poza meczami zdarzało się wam spotykać z Polakami mieszkającymi w USA?

Oczywiście, nasze relacje z Polonią były bardzo dobre. Mieliśmy wiele spotkań w Domu Polonijnym i w polskich klubach. Dużą rolę odgrywał w tym Piotrek Nowak, który był kapitanem drużyny i miał świetne relacje z tamtejszym środowiskiem. Dzięki temu także ja i Jurek Podbrożny mieliśmy bliski kontakt z Polonią. Jestem osobą otwartą, więc zawsze dobrze się tam czułem. Mam bardzo miłe wspomnienia z tamtego okresu. Jako ciekawostkę dodam, że przychodził do nas na mecze także Andrzej Gołota. Spotykaliśmy się i rozmawialiśmy. Polonia była tam bardzo liczna i bardzo nas lubiła. Zostaliśmy nawet wyróżnieni przez Kongres Polonii Amerykańskiej, co było dla nas dużym zaszczytem.

Jako piłkarz Chicago Fire bywał Pan często w Nowym Jorku?

Tak, graliśmy tam, więc bywałem dość często. To bardzo ładne i ciekawe miasto. Ja jednak grałem w Chicago, a w ogóle więcej czasu spędzaliśmy w podróżach po całych Stanach. Na każdy mecz trzeba było lecieć samolotem, bo odległości są – jak wiadomo – ogromne.

MLS była wtedy bardzo dobrze zorganizowaną ligą, mimo że dopiero raczkowała. Grało tam wielu świetnych zawodników — Alexi Lalas, Jorge Campos, Carlos Hermosillo czy Marco Etcheverry. To byli piłkarze z dużymi nazwiskami i doświadczeniem. Ogólnie wspominam tę ligę jako bardzo ciekawą i profesjonalnie prowadzoną.

No właśnie, jaki tak naprawdę był wtedy poziom w MLS? Jak ówczesne zespoły wyglądałyby na tle polskiej Ekstraklasy czy innych europejskich lig?

Trudno to jednoznacznie porównywać. Graliśmy z klubami meksykańskimi i były to bardzo wymagające mecze, bo Meksykanie świetnie grają w piłkę. W sparingach jednak dawaliśmy sobie radę. Pamiętam choćby mecz z Legią Warszawa, którą pokonaliśmy 3:2, czy spotkanie z Coventry z Premier League — wygraliśmy chyba 2:1 albo 1:0. Oczywiście były to mecze towarzyskie, ale pokazywały, że poziom nie był zły.

MLS była przede wszystkim świetnie zorganizowana i pod tym względem na pewno nie odstawała.

Za kilkanaście dni rozpoczną się mistrzostwa świata w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie. USA organizowały już mundial w 1994 roku. Jak ocenia Pan jego wpływ na rozwój futbolu za oceanem?

Amerykanie od dawna podnoszą poziom piłki nożnej. Jestem bardzo ciekawy, jak zaprezentują się teraz na mistrzostwach świata u siebie. „Soccer” wciąż nie jest w USA sportem numer jeden – dominują NBA, NHL, futbol amerykański czy baseball – ale zainteresowanie piłką rośnie.

Duży wpływ mają też gwiazdy, takie jak Lionel Messi. Amerykanie są mistrzami marketingu i promocji. Potrafią zrobić wielkie wydarzenie praktycznie ze wszystkiego. Widać to po frekwencji i atmosferze na stadionach — mecze oglądają pełne trybuny. „Soccer” zrobił w tym kraju ogromny postęp.

Liga się rozwija, ale czy ma potencjał, by wejść do światowej czołówki lig?

Wiele będzie zależało od najbliższego mundialu. Jeśli reprezentacja Stanów Zjednoczonych osiągnie dobry wynik, na przykład zdobędzie medal, to popularność ligi jeszcze wzrośnie. Grają u siebie, więc wszystko jest możliwe. Czy MLS może wejść do światowej czołowej dziesiątki? Myślę, że to jeszcze nie ten poziom, ale liga na pewno będzie się rozwijać.

A czy Pana zdaniem MLS to dobry kierunek dla polskich piłkarzy?

Myślę, że tak. Wystarczy spojrzeć na składy drużyn narodowych, które awansowały na mundial – wielu zawodników gra właśnie w MLS. To pokazuje, że poziom ligi rośnie. Trzeba jednak pamiętać, że rywalizacja jest tam bardzo duża, szczególnie z zawodnikami z Ameryki Łacińskiej. To nie jest łatwa liga i nic nie przychodzi za darmo. Ale dla młodych polskich piłkarzy może to być bardzo dobry kierunek.

Mundial wraca do USA po 32 latach, świat się w tym czasie zmienił. Czy Pana zdaniem Amerykanie dadzą radę organizacyjnie?

Myślę, że tak. Oczywiście pojawiają się kontrowersje, choćby wokół cen biletów, które są bardzo wysokie. Ale jestem przekonany, że stadiony będą pełne. Kibice piłkarscy są gotowi wydać ogromne pieniądze, żeby uczestniczyć w takim wydarzeniu.

Pojawiają się też obawy związane z bezpieczeństwem czy sytuacją polityczną…

Ale Amerykanie są przygotowani do organizacji wielkich imprez. To ogromny kraj z dużym doświadczeniem i myślę, że wszystko będzie odpowiednio zabezpieczone.

Na tegorocznym mundialu zabraknie niestety reprezentacji Polski.

To bardzo przykra sytuacja. Trzeba wyciągnąć wnioski i dokładnie przeanalizować, dlaczego tak się stało. Widzimy zresztą podobne problemy także w innych krajach. Włosi po raz kolejny nie awansowali na mundial, a w Serie A gra coraz mniej włoskich zawodników. Patrzę też na Ekstraklasę i mam wrażenie, że zaczynamy iść w podobnym kierunku. Za chwilę może się okazać, że nie będziemy mieli skąd brać reprezentantów. Potrzebny jest rozsądny balans.

Szkoda, że na mundial nie pojedzie Robert Lewandowski i że nie zobaczymy go przeciwko takim zawodnikom jak Cristiano Ronaldo, Lionel Messi czy Luka Modrić. Po prostu trochę nam zabrakło.

Kontrowersyjny był też sam system baraży. Szwecja praktycznie nie błyszczała w eliminacjach, a potem spięła się na dwa mecze z Ukrainą i Polską, dodatkowo grając u siebie. To było dla nas bardzo trudne. Ale taka jest piłka — trzeba wygrywać na boisku.

Kto według Pana jest faworytem do zdobycia mistrzostwa świata?

Stawiałbym przede wszystkim na Hiszpanię i Francję, ale nie skreślałbym też Argentyny z Messim, który w Stanach jest uwielbiany. Myślę, że właśnie między tymi drużynami rozstrzygnie się walka o tytuł.

A kogo widziałby Pan w roli czarnego konia turnieju?

Czarnym koniem mogą być gospodarze, czyli reprezentacja USA. Jeśli chodzi o króla strzelców, dużo będzie zależało od formy i atmosfery w drużynie, ale Kylian Mbappe ma ogromne możliwości.

Rozmawiał: Filip Bares

Podobne artykuły

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE